Filmozercy.com | Forum

Pełna wersja: Dźwięk przestrzenny
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23
Muzyka jest dla mnie ważniejsza niż film i dlatego mam wzmacniacz stereo Marantz pm6006 który gra z kolumnami Monitor Audio MR4 . Niedrogi zestaw za 3000 zł podłączony optykiem do pleja czwórki na którym odpalam Spotify , netflix i od czasu do czasu te 100 blu ryjków które jeszcze tzymam na półce bo płyt cd pozbyłem się w całości . Jestem bardzo zadowolony z tego całego zestawu klocków konsola , wzmak , kolumny . Wymiana jednego za rok się szykuje . Zgadujcie którego ale nie piszcie bo to oczywiste Wink
Nie wydałbym tyle na zestaw audio żeby słuchać muzyki ze Spotify której jakość jest, jakby to delikatnie napisać, żadna Wink
A jak ktoś lubi muzykę, to cedeki warto zbierać. Teraz wiadomo, streaming-sriming, ale za jakiś czas wróci na nie moda jak na winyle;-)
Tyle kasy ? Przecież to zwykły budżetowy zestaw idealny pod spotify hehe . Gdyby tylko netflix miał taką bibliotekę filmów jaką ma spotify piosenek to już dawno półka z blu ryjkami byłaby wyczyszczona do zera a na półce stałby jakiś kaktus Wink
Lubię spotify jako narzędzie, punkt wyjścia. Brak potrzeby kupowania w ciemno. Dzięki spotify kupuję, tylko, że bardziej świadomie. Tylko, że z muzyką jest inaczej. Częściej do niej wracamy. No i czas streamingu okazał się morderczy dla Artystów, którzy nie mają wyjścia i "muszą" pojawiać się w takich miejscach jak spoti, a i tak nagrywanie płyty się nie zwraca nawet jeżeli Twórca zbiera znakomite recenzje . Dlatego z przyzwoitości, staram się kupowac płyty, zwłaszcza, że mniej mogę pojawiać się na koncertach, aby docenić ich pracę.

Tutaj zresztą ciekawy artykuł z jednego z facebookowych profili muzycznych:

CI BIEDNI ARTYŚCI, CZYLI FAJNIE, SPOTIFAJNIE, ALE...

Ankieta: ile wydajecie miesięcznie na muzykę?

a) 0 zł
b) 10 albo 20 zł na Spotify, itp.
c) 100+ zł, ale mam bogatych rodziców / dobrą pracę / własną firmę / zbieram winyle / kolekcjonuję dyskografię Stinga i Claptona na CD.

Większość z was to a) lub b), bo zwykle jakoś średnio z pieniędzmi, prawda? Spokojnie, wasi ulubieni artyści też często nie mają pieniędzy. Lubicie ich, streamujecie ich, linkujecie ich - ale oni prawie nic za to nie dostają. Tzn. dostają: migrenę. Jak dorośli ludzie w amerykańskich filmach obyczajowych: siedzą w nocy w kuchni, martwiąc się o rachunki i hipoteki. Nie mówię o muzykach lo-fi z Gruzji, tylko o tych z ekstraklasy alternatywy. W grudniu Zola Jesus opublikowała smutną serię wiadomości o swojej sytuacji finansowej - i ogólnie o tym, jak ciężko być tzw. niezależnym artystą. W skrócie: jest źle, jest coraz gorzej, a jak nie chcesz robić czegoś komercyjnego, to żyjesz od-do. Zola Jesus przez większość czasu - cytuję dosłownie - panikuje, że będzie musiała pójść do normalnej pracy. (Grafika: krew ją zalewa na myśl o prawdziwym życiu). A przecież to jest Zola fuckin' Jesus. Popularność level Grimes, "Visions"-era, pre-Elon.

U mnie połączenie "artysta + normalna praca" wywołuje prawie pogrzebową żałobę. Kiedyś widziałem Anję Orthodox za kasą w mundurku Empiku i to było depresyjne doświadczenie. Niestety nie tylko ona takie rzeczy robi(ła). Wokalista Los Campesinos (UK indie, znani) jeszcze parę lat temu, pomiędzy nagrywaniem i koncertowaniem, kosił trawniki na cmentarzu. W Wielkiej Brytanii mnóstwo członków rockowych zespołów (tych znanych, festiwalowych) pracuje głównie w pubach albo w salonach tatuażu. W NME był o tym długi artykuł, smutna lektura. Może to nie brzmi jakoś dramatycznie - artyści raczej nie chodzą głodni, nie są bezdomni, nie umierają na gruźlicę w przytułkach albo w rowach, jak poeci w XIX wieku. Poza tym ktoś powie: przecież sztuka to nie prawdziwa praca, tylko pasja! Dlaczego oni mają robić to, co lubią - i jeszcze na tym zarabiać?? Dlaczego mają być lepsi od nas??? Taka logika jest absurdalna. Dla prezesów banków mnożenie $$$ też jest pasją, więc może dawajmy im symboliczne - a nie astronomiczne - wynagrodzenie? Moim zdaniem tworzenie czegoś JEST prawdziwą pracą, czyli tak samo nieprawdziwą pracą, jak wiele innych "prawdziwych" prac. Bądźmy szczerzy: większość ludzi żyje z robienia rzeczy, bez których świat nie byłby gorszy. Byłby nawet lepszy. Praca w agencjach reklamowych, mediach, start-upach, korporacjach, etc. - nie są to czynności niezbędne dla ludzkości. Bo zgodnie z takimi kryteriami trzeba byłoby mówić: artyści - razem z większością populacji - do fabryki, do kopalni, do Biedronki. Jeśli oceniać pracę w oparciu o to, ile pochłania energii i czasu, to tworzenie czegoś może być cięższe niż inne zajęcia. Spróbujcie napisać książkę albo nagrać płytę. Ale nie byle jaką, kolejną kropelkę w morzu przeciętności, tylko coś dobrego, potencjalne arcydzieło. Trudno to zrobić w wolnych chwilach, na kolanie w autobusie, na przerwie w toalecie, pomiędzy życiowymi obowiązkami. Prawie nierealne.

Okej, dalej. Nie wszyscy artyści są biedni. Wielkie gwiazdy mają miliony. Tak jak napisała Zola Jesus: muzycy dostają duże przelewy tylko wtedy, gdy ich utwory pojawią się w telewizji, w filmach, w serialach, w reklamach. To dlatego np. Kasia Nosowska miała co jeść w święta - i miała co pić, bo pod jej domem stała ciężarówka Coca-Coli. Kevin Parker z Tame Impala za music placement w reklamach telefonów i tequili kupił sobie dom, tysiąc nowych szaliczków i zbudował studio nagraniowe. W przemyśle rozrywkowym naprawdę są gigantyczne, abstrakcyjne pieniądze, większe niż kiedykolwiek wcześniej. Ale nie każdy chce mieć na koncie taką artystyczną i pozaartystyczną działalność komercyjną. Nie każdy chce się "sprzedawać" (i np. kompromitować). Wielu muzyków - m.in. Zola Jesus - desperacko szuka ratunku w Patronitach i crowdfundingach. Tutaj jestem trochę sceptyczny, szczególnie jeśli chodzi o szukanie funduszy na nagranie płyty, bo takie rzeczy można już robić na komputerze w pokoju w bloku, ale wiem, że niektórzy potrzebują studia i profesjonalnej realizacji. A wszystko, cytując klasyka, kosztuje pieniądze - i to coraz większe pieniądze. Minęły czasy, kiedy artyści mogli być naprawdę biedni - w latch 60-tych i 70-tych, przed gentryfikacją metropolii - i często byli biedni, ale i tak było ich stać na mieszkanie, jedzenie, ubranie i narkotyki. Oczywiście popkultura dalej karmi nas przeterminowanymi bajkami o luksusowym życiu muzyków. W "A Star Is Born" gwiazda country ma prywatny odrzutowiec. Uniwersum: science-fiction. Z drugiej strony jest mitem, że muzycy zawsze żyli na granicy biedy. W drugiej połowie lat 90-tych nawet niszowy zespół indie w UK dostawał 500 tysięcy funtów za kontrakt na jedną płytę. Tak, to była anomalia (vide: przemysł muzyczny pokazany w "Kill Your Friends"), ale obecna sytuacja jest dużo gorszą anomalią.

A teraz o tzw. słoniu w pokoju, czyli o serwisach streamingowych. Skupmy się na Spotify. Spotify to wirtualna biblioteka muzyczna - pliki w chmurze, których słuchasz sb za 10/20 zł miesięcznie - należąca do torrentowców-napsterowców: bezosowego Daniela Eka, eks-CEO μTorrent, oraz Seana Parkera, człowieka od Napstera. Czyli piraci założyli firmę, żeby walczyć z piractwem. Spotify to typowa firma-pośrednik, która sama niczego nie produkuje - tylko udostępnia "produkty" innych ludzi i zarabia na tym kosmiczne pieniądze. Sprytnie. Spotify oficjalnie jest ciągle na minusie - lol, jakim cudem? - ale bossowie w firmie są milionerami & miliarderami. Spotify jest częścią tego samego mega-koncernu co Google, Facebook i Amazon - takie gigantyczne cyfrowe Cthulhu oplatające całą planetę. Spotify za 1 stream płaci mniej więcej $0.003 lub $0.006 - zależy od różnych rzeczy - ale to nie wszystko, bo te mikroskopijne kwoty nie idą do artysty, tylko na konto właściciela praw, czyli do wytwórni, która dzieli te nędzne grosze na jeszcze mniejsze nędzne grosze. Ogólnie artyści dostają ok. 12% zysków branży. Za 1 milion streamów Spotify płaci (wytwórni) około 4000 dolarów. Podam reprezentatywne przykłady ze świata tzw. alternatywy: w 2018 roku Jenn Champion (eks-Carissa's Wierd) miała na Spotify 2 miliony streamów, a Nicole Dollanganger 8 milionów streamów. Czyli Jenn zarobiła ok. 8 tysięcy dolarów, a Nicole 32 tysiące dolarów. Ile dostały na czysto - nie wiadomo. Mało. Bardzo mało. Mówiąc prosto: to są absurdalne, skandaliczne tantiemy. Amerykańska minimalna krajowa to ok. 1472 dolary, czyli analogicznie: każdego miesiąca muzyk musiałby mieć ok. 400 tysięcy odtworzeń na Spotify. Jeszcze jedno info: w 2017 roku za 99% wszystkich odtworzeń odpowiadało 10% utworów i 10% artystów. Artyści alternatywni, czyli nie-mainstreamowi, to tylko spotifajowy plankton.

Kontrargument nr 1: niech muzycy nie podpisują kontraktów z wytwórniami, czyli - totalna niezależność. Dla niektórych to może być najlepsza opcja, ale nie dla wszystkich. Wytwórnie załatwiają jednak pewną opiekę, dystrybucję, promocję, płatne pozytywne recenzje., itd. Kontrargument nr 2: niech muzycy grają koncerty, bo teraz zarabia się tylko na koncertach. Tak, kiedyś koncerty promowały płyty, teraz płyty promują koncerty. Więc: do roboty, na koncerty! Ale co z muzykami, którzy z jakiegoś powodu nie chcą lub nie mogą występować na żywo? Poza tym spędzać co roku pół roku w trasie - zdrowy i stabilny tryb życia. Kontrargument nr 3: lepiej, żeby artyści dostawali te grosze od serwisów streamingowych niż totalne 0$. Nie, nie taka jest alternatywa. Alternatywa jest oczywista: PŁACIĆ WIĘCEJ ARTYSTOM. Tu nie ma żadnej dodatkowej filozofii, żadnej dyskusji.

Muzycy boją się Spotify, często w wywiadach krytykują Spotify, ale potem proszą, żeby wyciąć te fragmenty, bo Spotify rządzi światem muzycznym. Wytwórnie tryskają szczęściem i szampanem, bo znowu - po wielu latach kryzysu na rynku - zarabiają fortunę. A ludzie przyzwyczaili się do tego, że muzyka jest za darmo. Wszystko kosztuje, wszystko drożeje - ale muzyka jako jedyna rzecz na świecie jest darmowym dobrem. Trochę dziwne. Nie bez winy są zespoły takie jak Radiohead, które rozdawały swoje płyty na zasadzie "pay what you want". Łatwo być takim wspaniałomyślnym św. Mikołajem, kiedy jesteś rockmanem-milionerem, ale co z nowymi muzykami, którzy nie mają - i nigdy nie będą mieli - takiej pozycji? Bardzo brzydko, panie Yorke. Biznes muzyczny to biznes jak każdy inny. Żelazna zasada: maksymalizacja zysków, minimalizacja kosztów, oszczędzanie na pracownikach - czyli na artystach. Co można z tym wszystkim zrobić? Chyba nic nie można zrobić. Artyści mają założyć żółte kamizelki i pójść... gdzie? Na balkon na papierosa? Ludzie mają zacząć kupować płyty? Kogo stać na tzw. legalną kulturę, kiedy nie stać cię np. na dentystę? Dawno minęły czasy, gdy oryginalne kasety kosztowały 10 złotych. Te 10 złotych teraz dają ludziom dostęp do prawie całej muzyki na świecie. I ludzie się z tego cieszą i z tego korzystają. "Bardzo wygodna rzecz, mogę sb słuchać w pracy, w autobusie, kiedy i gdzie chcę" - napisał Słucham muzyki czysto ironicznie. Ja to rozumiem w 100%. Nie krytykuję użytkowników Spotify. Nie chcę wywoływać u nikogo poczucia winy. Zresztą nie piszę niczego odkrywczego. To są oczywistości, ale oczywistości, o których nikt - poza artystami, czyli ofiarami - nie myśli, bo woli o nich nie myśleć. Więc chodzi mi tylko o świadomość typu: "Fajnie, spotifajnie, ALE...".

Ale niefajnie. Sytuacja jest depresyjna. Świat, w którym nie można już nawet marzyć o byciu muzyczną gwiazdą (nawet na niezalową skalę) - to dla mnie totalna dystopia. Czy któryś artysta umrze w 2019 roku z głodu? Chyba nie. Jest źle, jest tragicznie, ale nie aż tak tragicznie. Po prostu się nie zdziwcie, jeśli wielu muzyków w tym roku nie wyda płyty i nie przyjedzie na koncerty, bo nie będą mieli pieniędzy albo będą siedzieli w "normalnej" pracy.
(12-08-2019, 22:42)malin1976 napisał(a): [ -> ]Tyle kasy ? Przecież to zwykły budżetowy zestaw idealny pod spotify hehe .
3000 tys. zł żeby słuchać empetrójkowej komprechy to jest dokładnie to co napisałem - tyle kasy Smile
@Ethan, dziękuje za ten długi i ciekawy post. Nie używam spotify i nie wiedziałem, że to takie muzyczne CDA...
(13-08-2019, 00:29)Mierzwiak napisał(a): [ -> ]
(12-08-2019, 22:42)malin1976 napisał(a): [ -> ]Tyle kasy ? Przecież to zwykły budżetowy zestaw idealny pod spotify hehe .
3000 tys. zł żeby słuchać empetrójkowej komprechy to jest dokładnie to co napisałem - tyle kasy Smile
Zawsze można wybrać serwis oferujący (według tego co podają) jakość jak na płycie CD. Sam wziąłem do przetestowania sobie 3 miesięczny okres próbny Tidal HiFi. Problem tylko w tym, że za miesiąc się kończy a jeszcze nie miałem ochoty czegokolwiek posłuchać. Może na zbliżającym się urlopie protestuję, aczkolwiek ewidentnie widać, że mi serwis z muzyką raczej nie potrzebny. Smile

Nie muszą naturalnie dodawać, że amplituner to jednak nie jest najlepszy sprzęt do słuchania muzyki. Od tego jest wzmacniacz stereo.
(16-08-2019, 15:11)Kris napisał(a): [ -> ]@Ethan, dziękuje za ten długi i ciekawy post. Nie używam spotify i nie wiedziałem, że to takie muzyczne CDA...
Spotify to nie jest "muzyczne CDA".
(16-08-2019, 17:04)MarianPaz napisał(a): [ -> ]
(13-08-2019, 00:29)Mierzwiak napisał(a): [ -> ]
(12-08-2019, 22:42)malin1976 napisał(a): [ -> ]Tyle kasy ? Przecież to zwykły budżetowy zestaw idealny pod spotify hehe .
3000 tys. zł żeby słuchać empetrójkowej komprechy to jest dokładnie to co napisałem - tyle kasy Smile
Zawsze można wybrać serwis oferujący (według tego co podają) jakość jak na płycie CD. Sam wziąłem do przetestowania sobie 3 miesięczny okres próbny Tidal HiFi. Problem tylko w tym, że za miesiąc się kończy a jeszcze nie miałem ochoty czegokolwiek posłuchać. Może na zbliżającym się urlopie protestuję, aczkolwiek ewidentnie widać, że mi serwis z muzyką raczej nie potrzebny. Smile

Nie muszą naturalnie dodawać, że amplituner to jednak nie jest najlepszy sprzęt do słuchania muzyki. Od tego jest wzmacniacz stereo.

No nie musisz dodawać bo mój pm6006 to wzmacniacz właśnie . Tidal hifi znam ale nie jest mi z nim po drodze .
Stron: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23