Filmozercy.com | Forum

Pełna wersja: Format 4K/Ultra HD
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
(29-04-2018, 12:24)Daras napisał(a): [ -> ]Przy okazji potwierdzę, iż filmy oglądało się dla filmów - jakość obrazu nie miała większego znaczenia.
Mów za siebie Big Grin . Miałem dość kopii kopii i tych lektorów w każdym filmie. Na vhs kupiłem swoje pierwsze oryginalne filmy z napisami ,z moich kieszonkowych min- Mroczne widmo, Matrix . Wypożyczalnie niestety oferowały tą nędzę lektora w każdym filmie.
Tak jak Mefisto pisze - nie było alternatywy, poza tym telewizory były małe, przed którymi i tak siedziało się zwykle daleko, a poza tym CRT wiele wybaczał i to wszystko razem wzięte powodowało, że ta w owych czasach jakość obrazu z VHS była akceptowalna.

Tekstów "liczy się fabuła, a na jakość obrazu/dźwięku można machnąć ręką" słyszałem wiele razy, nawet raz z kuzynem mieliśmy ciche dni gdy mi się raz "pochwalił", że obejrzał Life of Pi z jakiegoś dvdscreenera, a wiedział, że niedługo będę go miał na BD i bez problemu może go u mnie obejrzeć na 100 calach. Ale miał ciśnienie zaliczyć ten film ASAP.
Może dla większości osób nie ma znaczenia w jakiej jakości obrazu/dźwięku i na czym obejrzy się film, dla mnie absolutnie ma i jak najbardziej w moim przypadku ma to wpływ na jego odbiór. Również jeśli chodzi o tradycyjne kino, z tego też powodu w "moim" Heliosie tylko dwie sale uznaję za akceptowalne - jeśli interesujący mnie film jest wyświetlany w tej niepożądanej sali to wybieram się do kina w innym mieście oddalonym o 100-150km, ew. jeśli w tym czasie nie mam na to chęci/czasu to zaliczam pierwszy seans filmu na BD/UHD.
Mefisto - oczywiście, że były to piękne czasy. Pamiętam jak minąłem w wypożyczalni kumpla, który ściskał pod pachą kilka kaset VHS i jakieś piwo, a zadowolony z siebie krzyknął do mnie: Co sobotę coś oglądam. Żyję jak Europejczyk!
I to było powiedziane serio. Smile  

Wolfman, masz rację z tymi kopiami. Zanim w wypożyczalniach zadomowiły się tak zwane Warnery trza było oglądać prawdziwy szajs. Mimo to cieszyłem się jak dziecko. Smile Ileż to filmów można było zobaczyć spoza dystrybucji kinowej.

Misfit – zgoda, brakowało alternatywy. Dla mnie obecnie jakość obrazu jest bardzo ważna co wielokrotnie wykazałem w różnych forumowych dyskusjach. Natomiast rozmyślnie napisałem kilka zdań o znajomym, gdyż nie jest on Januszem, a jednak bardziej ceni sobie fabułę niż „rozdziałkę”. Czyli tacy ludzie są. I OK.

Napiszę Wam jeszcze coś. W drugiej połowie lat 80 – tych, gdy naprawdę nie było co oglądać, przy kinach powstały salki wideo. Tak, tak – ludzie stali w kolejkach po bilety by móc na „Rubinie” obejrzeć film z drugiego obiegu. Oczywiście były to piraty, lecz w tamtych czasach nikt się tym nie przejmował. Dodam jeszcze coś. W pewnym kinie ludzie zasiadali na normalnej widowni i wpatrywali się w umieszczony na scenie spory telewizor z tylną projekcją VHS. Szajba! Ciężko było rozpoznać twarze aktorów, a i tak każdy się cieszył, że może obejrzeć np. „Ucieczkę z Nowego Jorku” (1981) przed oficjalną polską premierą. Wink
(30-04-2018, 12:31)Daras napisał(a): [ -> ]Ileż to filmów można było zobaczyć spoza dystrybucji kinowej.
Głównie to do kina w tych czasach chodziłem, bo vhs oferował szajs. W kinach wtedy mogłem doświadczyć prawdziwego smaku filmowego. Czystego jak łza obrazu w porównaniu do vhs. normalnego dźwięku jak na tamte czasy i delektowania się nie zakłócana przez Janusza z kartką ścieżką dźwiękową. Problemem czasami mając 11 lat było wejść na film od 15+ (popcornu nie sprzedawali) . Obecny sprzęt pozwala na odtworzenie w pewnym stopniu sali kinowej, więc do kina rzadko zaglądam.
(30-04-2018, 12:40)wolfman napisał(a): [ -> ](...)
Głównie to do kina w tych czasach chodziłem, bo vhs oferował szajs. W kinach wtedy mogłem doświadczyć prawdziwego smaku filmowego.
(...)

Z kinowym repertuarem to bywało bardzo różnie. W czasach stanu wojennego oraz zaraz po nim panował marazm. Co niedzielę chadzałem do kina, lecz często bez satysfakcji.
Pamiętam, że np. „9 ½ tygodnia” (1986) obejrzałem na zamkniętym „seansie” VHS zorganizowanym przez dom kultury, natomiast w kinie dopiero w roku 1990 (lub jakoś tak). Teraz oczywiście posiadam ten tytuł na BD. Cool

Podobnie było z „Dirty Dancing” (1987). Najpierw VHS, potem sala projekcyjna. Takich przykładów jest więcej.
Ee tam. Oba filmy były normalnie w dystrybucji i oba były hitami. Ale np dla filmu Ostatnie kuszenie Chrystusa, alternatywy poza VHS-em nie bylo
(30-04-2018, 12:59)Daras napisał(a): [ -> ]„9 ½ tygodnia” (1986) obejrzałem na zamkniętym „seansie” VHS zorganizowanym przez dom kultury
A to wtedy to ja do kina jeszcze nie chodziłem Big Grin
(30-04-2018, 12:40)wolfman napisał(a): [ -> ]Obecny sprzęt pozwala na odtworzenie w pewnym stopniu sali kinowej, więc do kina rzadko zaglądam.
W pewnym stopniu? Jak dla mnie kina już od dawna są w tyle za sprzętem który można mieć w domu, na ten moment jedyna przewaga kina to wielkość ekranu i nic poza tym.
(30-04-2018, 13:02)Nie_zbieram_ale_lubie napisał(a): [ -> ]Ee tam. Oba filmy były normalnie w dystrybucji i oba były hitami.
(...)

Nie, nie – nie mylę się. Dobrze kojarzę kiedy te dwa hity weszły do kin. „9 ½ tygodnia” z całą pewnością w okolicach roku 1990. Byłem na filmie z narzeczoną i mam z tego okresu mocne wspomnienia.
Jako „działacz” pewnego domu kultury mogłem sporo tytułów zobaczyć na VHS. Dlaczego korzystałem z takiej formy? Bo określonych filmów nie puszczano u nas w kinach na czas! Natomiast zgoda - były one potem w normalnej dystrybucji.
Cytat:na ten moment jedyna przewaga kina to wielkość ekranu i nic poza tym.

Wcześniejsza dostępność. To jedyne co sprawia, że w ogóle bywam w kinie.