![]() |
|
CD vs. winyl vs. streaming (spotify) - Wersja do druku +- Filmozercy.com | Forum (https://forum.filmozercy.com) +-- Dział: Wydania Blu-ray i DVD (https://forum.filmozercy.com/dzial-wydania-blu-ray-i-dvd) +--- Dział: Muzyka filmowa (https://forum.filmozercy.com/dzial-muzyka-filmowa) +--- Wątek: CD vs. winyl vs. streaming (spotify) (/watek-cd-vs-winyl-vs-streaming-spotify) |
RE: CD vs. winyl vs. streaming (spotify) - sebas - 02-06-2020 (02-06-2020, 10:10)eMAR napisał(a): Jak ktoś kto przejmuje się obcięciem części oryginalnego obrazu, może lekceważyć obcięcie sporej części słyszalnego sygnału dźwiękowego !?Hmm. Ciekawe stwierdzenie, zwłaszcza w odniesieniu do LP. To ja mam parę pytań. Jaki jest praktycznie zakres częstotliwości sygnału akustycznego zapisanego na płycie winylowe, a jaki na CD? Jak się to ma to zakresu częstotliwości które słyszy człowiek? Jaki jest zakres dynamiki i stosunek sygnał-szum dla winyla, a jaki dla CD? Czy bas jest stereofoniczny na płycie winylowej? Czy jakość nagrania (zwłaszcza wysokich częstotliwości) w przypadku płyty winylowej jest zależna od odległości "rowka" od osi obrotu płyty i czy analogiczny problem występuje w CD? RE: CD vs. winyl vs. streaming (spotify) - Pan Anatol - 02-06-2020 Ja może nie należę do elitarnej grupy "posiadaczy słuchu", ale akurat nie chodziło mi o jakość w tym porównaniu, tylko o "upierdliwość" we wszelkich kwestiach związanych z analogowymi mediami: zużywają się podczas użytkowania, każda kopia jest trochę inna, trzeba szukać dobrego tłoczenia, no i wymaga to wszystko odpowiedniego sprzętu. Słowem, nie na mój portfel i nie na moje nerwy. A porównałem akurat do taśmy 16 mm, bo jest to format, który faktycznie kiedyś bywał używany do domowego odtwarzania filmów.A porównanie sygnału cyfrowego na CD do kadrowania obrazu filmu też nie jest zbyt trafione. Przecież istnieje znacznie bliższa odpowiedniość między CD a np. Blu-ray - to, że obydwa formaty przybliżają oryginalny nośnik danego medium (w przypadku muzyki załóżmy, że to oryginalne taśmy magnetyczne, w przypadku filmu - taśma filmowa 35 mm) przy użyciu danych cyfrowych. Jako że nie narzekam na jakość cyfrowych kopii filmów na Blu-ray, które całkiem nieźle przybliżają to, jak wyglądają oryginalne negatywy, nie będę też narzekać na płyty CD, które, o ile są wykonane z dobrych masterów, działają na podobnej zasadzie (i które zresztą też są często zbierane i doceniane w społecznościach audiofilskich - chociaż staram się nie zapuszczać na ich fora i inne grupy, można się nabawić zaburzeń obsesyjnych). To, że nie rozwinęło się analogiczne do winylowego stronnictwo wideofili, którzy odrzucaliby wszelkie cyfrowe nośniki filmów i oglądali je tylko i wyłącznie na analogowych taśmach, spowodował chyba tylko bardzo wysoki koszt i bardzo niewielka dostępność analogowych kopii filmów. A przecież większość ludzi ma zapewne bardziej rozwinięty i wyczulony zmysł wzroku niż słuchu, więc wszelkie niedostatki cyfrowej reprodukcji obrazu na Blu-rayach powinny być bardziej rażące, niż ich odpowiedniki na CD. Jeszcze można by do tego dodać taki wątek, że to, co oglądamy na Blu-rayach, jakkolwiek jest to cyfrowo przetworzone, i tak jest bliższe oryginalnemu negatywowi (oczywiście pod warunkiem, że wydanie zostało sporządzone na podstawie skanu tegoż negatywu), niż na przykład wyświetlane kiedyś w kinach kopie i pod pewnymi względami można by pewnie przyrównać to do sytuacji z winylami i CD. Ale nie znam się na tym aż tak, by na ten temat dyskutować.
RE: CD vs. winyl vs. streaming (spotify) - Gieferg - 02-06-2020 Satysfakcja z posiadania oryginalnego fizycznego nosnika + wygoda użytkowania - te dwa czynniki sprawiają, że nie ma takiej opcji bym kiedykolwiek z CD przerzucił się na spotify albo winyl. RE: CD vs. winyl vs. streaming (spotify) - Bipo - 02-06-2020 Słucham głównie muzyki z płyt CD i vinyli, Spotify używam głównie do odsłuchu czy kupić fizyczny nośnik lub jako muzyki w tle przy robieniu innych rzeczy w domu. Kupowałem, kupuje i będę kupował płyty bo sprawia mi przyjemność odsłuch muzyki z fizycznego nośnika i żaden plik mi tego nie zastąpi. Ostatnio np.zakupilem pięknie wydany 24 album Queen, gdzie każda płyta jest z książką w twardej okładce. Coś tak pięknego nie da żaden plik cyfrowy... :-) ![]() Do tego polecam drugi nośnik fizyczny jakim jest książka a nie e-book:
RE: CD vs. winyl vs. streaming (spotify) - shaman72 - 02-06-2020 Ja z kolei zbieram winyle i używam Apple Music i nie znam nic bardziej praktycznego.Słucham w samochodzie przez bluetooth i w domu mam połączony tel ze sprzętem muzycznym.Do biegania również korzystam i nic bardziej wygodniejszego wg mnie nie ma.Dostaje info o nowościach płytowych i automatycznie mam je zaraz po premierze w aplikacji.Kwota 19.90 zł na miesiąc i pełen dostęp do ulubionych wykonawców.Jakościowo również jest Ok, wiadomo, to nie winyl ale do posłuchania w samochodzie w zupełności wystarczy. RE: CD vs. winyl vs. streaming (spotify) - sebas - 02-06-2020 Po raz kolejny napisałeś o tym samym, tym razem dużo więcej, wiec odpowiem. Niestety, nie do końca zgadzam się Tobą i przedstawioną przez Ciebie wizją "biednego" Artysty. Na początek, małe założenie. Pisząc "Pani Zola" będę miał na myśli nie tyle konkretną osobę, a pewien model funkcjonowania i postawy artystycznej jaki miała, jak przypuszczam, jaskrawo prezentować przytoczona właśnie przez Ciebie Zola Jesus. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): W grudniu Zola Jesus opublikowała smutną serię wiadomości o swojej sytuacji finansowej - i ogólnie o tym, jak ciężko być tzw. niezależnym artystą. W skrócie: jest źle, jest coraz gorzej, a jak nie chcesz robić czegoś komercyjnego, to żyjesz od-do. Zola Jesus przez większość czasu - cytuję dosłownie - panikuje, że będzie musiała pójść do normalnej pracy. (Grafika: krew ją zalewa na myśl o prawdziwym życiu).Ja się chce być niezależnym artystą, to takie są niestety konsekwencje. Normalna praca to jest coś z czym ma na co dzień styczność większość "zwykłych" obywateli. Powiem więcej. W dzisiejszych, trudnych czasach normalna praca to wręcz przywilej, ale jak widać nie dla natchnionych Artystów pokroju Pani Zoli. Czy ta Pani zdaje sobie sprawę, że zapewne większość jej słuchaczy musi właśnie do takiej normalnej pracy chodzić, żeby mieć co jeść, gdzie mieszkać i... mieć za co kupować płyty, min. z jej muzyką? Dlaczego Pani Zola uważa się za lepszą od innych i traktuje normalne zarabianie na swoje utrzymanie za coś złego? (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): A przecież to jest Zola fuckin' Jesus. Popularność level Grimes, "Visions"-era, pre-Elon.Jak dla Ciebie. Sądząc po sukcesach tej Artystki, grono podzielające Twoją niezwykle entuzjastyczną opinię o talencie Pani Zoli jest ograniczone. Wspominasz o niej po raz kolejny. Jestem ciekaw ilu użytkowników tego Forum, poprzednim razem przyjrzało się bliżej twórczośći Pani Zoli i zakupiło coś z jej repertuaru. I żeby była jasność. Ja tej Pani talentu nie odmawiam. Fakty są jednak takie, że w otaczającej nas rzeczywistości nie jest w stanie znaleźć dostatecznie szerokiego grona słuchacz, żeby z działalności artystycznej "wyżyć" i z przedstawionego przez Ciebie opisu całej sytuacji, nie podejmuje efektywnych działań żeby to zmienić. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): U mnie połączenie "artysta + normalna praca" wywołuje prawie pogrzebową żałobę.A to niby czemu? Co jest złego w posiadaniu normalnego zatrudnienia? Gdyby większość z tych "biednych" artystów miała, jak to się potocznie mówi, jakiś porządny fach "w ręku", to zarobili by sobie na mieszkanie, samochody i rozwijanie muzycznej pasji. No ale jak się chce przez 24 godziny na dobę przeżywać twórcze uniesienia (i być może też wszystko to, co się wiąże z tzw. artystycznym stylem życia), to sorry - trzeba się liczyć z konsekwencjami. Mamy wolność słowa, demokrację, kapitalizm, wolny rynek, zaawansowane technologie do kontaktu z drugim człowiekiem. To daje pewne możliwości, ale też narzuca pewne reguły działania. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): Wokalista Los Campesinos (UK indie, znani) jeszcze parę lat temu, pomiędzy nagrywaniem i koncertowaniem, kosił trawniki na cmentarzu. W Wielkiej Brytanii mnóstwo członków rockowych zespołów (tych znanych, festiwalowych) pracuje głównie w pubach albo w salonach tatuażu.Dla mnie szokujące jest, że młody człowiek, zdrowy na ciele i umyśle, jak nie może muzykować, to już tylko do koszenia trawników się nadaje. A czego nauczył się za dzieciaka? Dostęp do edukacji, do poziomu szkoły średniej, jest zdaje się darmowy w większości europejskich krajów. Ktoś zabronił się uczyć? Znam takich co skończyli edukację na poziomie liceum, czy technikum i mają się finansowo bardzo dobrze. Jest kasa na życie, na hobby i pasje. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): Poza tym ktoś powie: przecież sztuka to nie prawdziwa praca, tylko pasja! Dlaczego oni mają robić to, co lubią - i jeszcze na tym zarabiać?? Dlaczego mają być lepsi od nas??? Taka logika jest absurdalna.Nie do końca tak jest. Tak funkcjonuje większość zwykłych ludzi u podnóży tego artystycznego Olimpu z którego lamentują wspomniani Artyści - mają zwykłą pracę, żeby mieć pieniążki na "pasję". Zdają sobie sprawę z tego, że z tej pasji nie zawsze da się wyżyć. Przykładowo, ktoś kocha filozofię. OK, ale to nie znaczy, że musi tej filozofii całe życie poświęcić i z niej żyć. Na życie zarabia robiąc to co lubi, albo zaledwie toleruje. Za to co zarobi ma pieniądze na przyjemności i pasję - tę filozofię właśnie. Jeden z moich wykładowców, oprócz wykształcenia stricte technicznego dzięki któremu świetnie zarabiał jako fachowiec w swojej branży, zrobił sobie magisterkę z filozofii. Ale na dokładkę, dla przyjemności. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): Dla prezesów banków mnożenie $$$ też jest pasją, więc może dawajmy im symboliczne - a nie astronomiczne - wynagrodzenie?Prezes banku mnoży pieniądze tysięcy ludzi, również Twoje i Zoli. Artysta jeżeli już, to mnoży głównie swoje. Te jedna z przyczyn w różnicy wysokości wynagrodzeń. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): Moim zdaniem tworzenie czegoś JEST prawdziwą pracą, czyli tak samo nieprawdziwą pracą, jak wiele innych "prawdziwych" prac. Bądźmy szczerzy: większość ludzi żyje z robienia rzeczy, bez których świat nie byłby gorszy. Byłby nawet lepszy. Praca w agencjach reklamowych, mediach, start-upach, korporacjach, etc. - nie są to czynności niezbędne dla ludzkości. Bo zgodnie z takimi kryteriami trzeba byłoby mówić: artyści - razem z większością populacji - do fabryki, do kopalni, do Biedronki.Ciekaw jestem, do której grupy zaliczasz swoją pracę? Ludzie mają mieć pracę, nawet głupią, min. po to, żeby nie siedzieli bez sensu na "czterech literach" i się nie nudzili. Z tych nudów tworzą się roszczenia, a z czasem i patologie. Ten pracownik korporacji czy agencji reklamowej zarabia pieniążki, dzięki którym da pracę innym, przykładowo kupując jakiś produkt który tworzą. W bardzo dużym uproszczeniu, tak działają gospodarki. Poza tym, skoro wymieniasz wspomniane rodzaje pracy jako zbędne dla ludzkości, to zadam proste pytanie, o coś co z Twojej wypowiedzi wprost nie wynika (albo ja czegoś, niestety nie zrozumiałem). Czy twórczość wszystkich Artystów jest tej ludzkości potrzebna? Nie damy rady się obejść bez kolejnej płyty Pani Zoli? (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): Jeśli oceniać pracę w oparciu o to, ile pochłania energii i czasu, to tworzenie czegoś może być cięższe niż inne zajęcia. Spróbujcie napisać książkę albo nagrać płytę. Ale nie byle jaką, kolejną kropelkę w morzu przeciętności, tylko coś dobrego, potencjalne arcydzieło. Trudno to zrobić w wolnych chwilach, na kolanie w autobusie, na przerwie w toalecie, pomiędzy życiowymi obowiązkami. Prawie nierealne.Nikt nikomu nie każe być artystą i się z tego utrzymywać. Nikt nikomu nie każę napisać arcydzieła. To jest dobrowolna decyzja każdego człowieka. Jak się nie można z tego utrzymać, to się tego nie robi. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): Wielkie gwiazdy mają miliony. Tak jak napisała Zola Jesus: muzycy dostają duże przelewy tylko wtedy, gdy ich utwory pojawią się w telewizji, w filmach, w serialach, w reklamach.Ktoś broni Pani Zoli napisać coś takiego co się będzie nadawało do filmu, serialu, czy reklamy? Bardzo zdolny artysta, powinien chyba sobie z czymś takim poradzić... Ponadto, czy ktoś każe Artystom się tym chwalić? Nie wiem kto jest autorem muzyki w reklamie którą oglądam w TV i do szczęścia mi to niepotrzebne. Pewnie można też tworzyć takie rzeczy pod pseudonimem. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): To dlatego np. Kasia Nosowska miała co jeść w święta - i miała co pić, bo pod jej domem stała ciężarówka Coca-Coli.Pani Kasia Nosowska miała co jeść i pić, bo jest osobą o ugruntowanej pozycji na polskim rynku muzycznym za sprawą jej osiągnięć z grupą Hey, na przestrzeni wielu lat. Myślę, że jakby Pani Zola miała taką pozycje u siebie w kraju jak Pani Kasia w Polsce to, metaforycznie rzec ujmując, ta ciężarówka Coca-coli (albo jakaś inna) też by mogła stanąć pod jej domem i zgaduje, że wtedy Pani Zola nie miałby nic przeciwko temu. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): W przemyśle rozrywkowym naprawdę są gigantyczne, abstrakcyjne pieniądze, większe niż kiedykolwiek wcześniej. Ale nie każdy chce mieć na koncie taką artystyczną i pozaartystyczną działalność komercyjną. Nie każdy chce się "sprzedawać" (i np. kompromitować).Ponownie, jeżeli uczciwa praca zarobkowa jest dla artysty poniżająca i kompromitująca, to niech płaci tego konsekwencje. Myślę, że zwykły "zjadacz kultury", mający właśnie taką "zwykłą" pracę nie widziałby w takim "sprzedawaniu się" nic złego. Doskonale wiedziałby, że przecież są rachunki do opłacenia i nie zawsze robi się na gruncie zawodowym, tylko to co się chce. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): Wielu muzyków - m.in. Zola Jesus - desperacko szuka ratunku w Patronitach i crowdfundingach.. Tutaj jestem trochę sceptyczny, szczególnie jeśli chodzi o szukanie funduszy na nagranie płyty, bo takie rzeczy można już robić na komputerze w pokoju w bloku, ale wiem, że niektórzy potrzebują studia i profesjonalnej realizacji.Jeżeli taki crowdfunding zakończyłby się nagraniem płyty zgodnej z oczekiwaniami "sponsorów", dostarczeniem jej w fizycznej postaci (ale niekoniecznie), to czemu nie? W końcu muzyka jest produktem artysty-muzyka. Jeżeli natomiast pieniądze szły by na "zachowanie wolności artystycznej" to jestem przeciw. To by w efekcie zrobiło z Artystów grupę roszczeniową - dajcie bo nam się należy. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): . Kontrargument nr 2: niech muzycy grają koncerty, bo teraz zarabia się tylko na koncertach. Tak, kiedyś koncerty promowały płyty, teraz płyty promują koncerty. Więc: do roboty, na koncerty! Ale co z muzykami, którzy z jakiegoś powodu nie chcą lub nie mogą występować na żywo? Poza tym spędzać co roku pół roku w trasie - zdrowy i stabilny tryb życia.No to niech się nie biorą za zarabianie na muzyce. Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): Nie bez winy są zespoły takie jak Radiohead, które rozdawały swoje płyty na zasadzie "pay what you want". Łatwo być takim wspaniałomyślnym św. Mikołajem, kiedy jesteś rockmanem-milionerem, ale co z nowymi muzykami, którzy nie mają - i nigdy nie będą mieli - takiej pozycji? Bardzo brzydko, panie Yorke.Z tego co mi wiadomo, to Radiohead udostępniło tak przez ograniczony czas swój album "In Rainbows". Ja mam ten album zakupiony na CD. Radiohead nagrało go za swoje pieniądze i sprzedało, ta jak chciało. To że Thom York ma miliony nie wynika z wygranej w totka. Niech Ci wszyscy lamentujący Artyści nagrają choć jedną płytę tak dobrą i tak dobrze się sprzedającą, jak OK Computer, The Bends czy Kid-A, to też będą mieli pieniądze. Sam stwierdziłeś, że przy współczesnej technologii to dużo tańsze łatwiejsze niż dawniej. Internet daje możliwość prezentowania i sprzedawania tego. Kiedyś tego nie było. Żeby trafić do szerokiego grona odbiorcy trzeba było być w radio albo w TV. Jasne. Za czasów świetności Radiohead ludzie kupowali muzykę na płytach, w MTV były teledyski, a nie perypetie "kardaszianek", czy seriale o problemach nastolatek co zaszły w ciąże na imprezie. Spotifaja nie było, ale nie było też youtube, a była konkurencja. Był Blur, było Oasis i inne kapele konkurujące o zainteresowanie słuchacza (i jego pieniądze), a czas antenowy ograniczony. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): Biznes muzyczny to biznes jak każdy inny. Żelazna zasada: maksymalizacja zysków, minimalizacja kosztów, oszczędzanie na pracownikach - czyli na artystach.Bingo po raz drugi. Dotyczy to także artysty. Jeżeli coś tworzy i chce za to pieniądze, to tworzy produkt i jest to biznes. Ten produkt, tak jak inne produkty typu pralka, suszarka, czy butelka mleka musi mieć odpowiednią jakość, cenę i znaleźć Klienta. Jedni sobie z tym radzą, a inni nie. (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): Świat, w którym nie można już nawet marzyć o byciu muzyczną gwiazdą (nawet na niezalową skalę) - to dla mnie totalna dystopia.Ma może Ci niektórzy Artyści to po prostu oderwani od rzeczywistości marzyciele, którzy nie mogą (i chyba nie chcą) pojąć, że świat wygląda trochę inaczej niż im się wydawało? Marzenia nie zawsze się spełniają. Nie wiedzieli tego? Próba spełnienia nierealnych marzeń ma konsekwencje. Co do spotify, to ja nie używałem i chyba już tak zostanie. Idea streamingu czegokolwiek do mnie nie przemawia. Przytoczone przez Ciebie stawki są faktycznie głodowe i nieuczciwe, ale jak napisał Kolega Glaeken: (02-06-2020, 10:25)Glaeken napisał(a): Spotify istnieje bo pozwalają mu istnieć. A pozwalają mu istnieć bo dociera do ok. 217mln użytkowników (razy X urządzeń na których zostaje zainstalowane) a to oznacza, że jakiś artysta który niekonicznie musi nawet znać nutki, może awansować z nieznanego Janusza na gwiazdę muzyki wartą miliony w ciągu kilku dni.Jeżeli Artyści czuja się oszukiwani, to niech szukają innej formy promocji i dotarcia do słuchacza. Kiedyś dawało się to zrobić. Istnienie spotifaja warunkuje aktywność artystów w ramach tej usługi. Jak ich tam nie będzie, to ludzie zaczną szukać gdzie indziej. Jeżeli Artyści uważają, że spotifaj na nich "pasożytuje" to nie ma innej rady - muszą go zagłodzić. Jednak żeby nie było tak pesymistycznie, to na koniec coś pozytywnego. Tak się składa, że znam kilku muzyków amatorów. Koledzy z pracy. Jeden gra na basie w kapeli hard-rockowej, inny jest wokalistą, jeszcze inny wokalistą i gitarzystą w kapeli metalowej. Mają porządne wykształcenie, stałą, dobrze płatną pracę. Jest mieszkanie, samochód, żona nie narzeka, że nie ma się w co ubrać, dzieci też boso nie chodzą. Przy okazji jest też kasa rozwijanie muzycznej pasji, na nagranie płyty, tłoczenie, digipack i książeczkę. I nigdy nie słyszałem, żeby narzekali. Granie muzyki na koncertach w klubach (niezbyt często, ale zawsze), jej tworzenie sprawia im przyjemność. To chyba kwestia lepiej dobranych, życiowych priorytetów, jak sądzę. RE: CD vs. winyl vs. streaming (spotify) - Mierzwiak - 02-06-2020 (01-06-2020, 23:23)Ethan napisał(a): A przecież to jest Zola fuckin' Jesus. Popularność level Grimes, "Visions"-era, pre-Elon.Raczysz żartować. Już klipy Grimes z albumu Visions miały dziesiątki milionów wyświetleń na YouTube, teledyski Zoli Jesus (o której pierwsze słyszę) mogą się pochwalić raczej niewielkim zainteresowaniem. Grimes to nie kaliber pokroju Gagi, wiadomo, ale pani Zola to jakaś totalna nisza. RE: CD vs. winyl vs. streaming (spotify) - Gieferg - 02-06-2020 Sebas napisał(a):Po raz kolejny napisałeś o tym samym, tym razem dużo więcej, wiec odpowiem. Sęk w tym, że dyskutujesz z czymś, czego on nie napisał, tylko zacytował. Cytat:A przecież to jest Zola fuckin' Jesus.Pierwsze, fuckin' słyszę. Cytat:Granie muzyki na koncertach w klubach (niezbyt często, ale zawsze), jej tworzenie sprawia im przyjemność.I o to chodzi. Fajnie połączyć pracę z przyjemnością, ale jak się nie da, to trzeba je potraktować jako osobne sprawy. Pracować dla kasy, grać dla przyjemności. Mi ją sprawia pisanie, kij, że nic nie wydałem, satysfakcja z własnej trylogii fantasy i kilkunastu opowiadań, które przeczytała garstka ludzi i tak jest
RE: CD vs. winyl vs. streaming (spotify) - Ethan - 03-06-2020 Chętnie bym podyskutował, bo gdzieś tam widze, że rozmowa kulturalna i fajna, ale jako, że w ciągu kilku dni powinna się wykluć druga Córka, a i koronawirus i sytuacje z nim związane (nie dość, że człowieka zdołowały, zwłaszcza na poziomie naszej krajowej polityki i róznych zakazów/nakazów) sprawiły, że odpuściłem sobie sieciowe dyskusje. Jednak trochę mogę napisać na szybko, bo sił nie mam dzisiaj na żaden film czy serial. To nie jest tak, że totalnie się zgadzam z zacytowanym artykułem, ale trochę zniesmacza mnie budowanie swojego bogactwa na modelu znanym z cda czy spotify'aja. A dodatkowo mniejsi gracze pokroju bandcampa pokazali, że można (nawet jeżeli to tylko taka skromna inicjatywa - była chyba zresztą przedłużona): https://muno.pl/news/bandcamp-wesprze-artystow-w-czasie-pandemii/ Bo Oni są świadomi, że bez Artystów nie byłoby ich. Spoti świetnie się wstrzelił w rynek, ale swój monopol, mam wrażenie, mógłby wykorzystać inaczej. Co do Zoli to nawet nie jestem jej fanem. Znam, obserwowałem od początku jest drogę muzyczną, uważam, że jest ok, ale płyt nie kupowałem. Co do jej popularności to trudno mi się odnieść, bo akurat siedzę mocno w muzyce i dla mnie nie jest to ktoś kto tworzy w undergroundzie. Zawsze ją postrzegałem jaka taka bardziej bezkompromisową i mroczną Florence Welch. Warto tez wspomnieć, że jest to przecież flagowa Artystka wytwórni Sacred Bones. I tutaj dochodzimy do najzabawniejszej sytuacji, bo Gieferg napisał, że w złym wątku napisałem. Otóż winylowa reedycja Cosia ukazuje się w barwach... Sacred Bones (Ścieżka z Parasite także w ich katalogu). Tak btw to z miesiąc temu (a jakże, na spoti) słuchałem płyty z tej wytwórni autorstwa Caleba Landry'ego Jonesa. Aktora znanego z Twin Peaks, Uciekaj, Trzech Billboardów, Florida Project... Co do zarzutu Mierzwiaka ciężko mi się odnieść, bo niby pamiętam czas Visions i tego jak sie tą płytą jarałem na poziomie premiery (myślę, że spokojnie top 20 poprzedniej dekady), ale nie wiem jaki był bum. W środowisku w którym sie obracałem niby nie była anonimowa, ale w Polsce raczej niewiele jej muzyki było w radiu (do dzisiaj tak jest). A ilość odsłon wideo jednego z moich ulubionych jej utworów (Oblivion - widze, że teraz 52 miliony, sam kilka razy dziennie męczyłem youtube'a), mogła zwiększać się z rosnącą popularnością Claire. Widzę, że video do takiego Vessel to "tylko" dwa miliony Z ciekawostek o Grimes: do dzisiaj w kartonie z pamiątkami (jestem sentymentalny) lezy bilet na odwołany w 2012 roku jej koncert. Szkoda tylko, że Visions okazało się miejscem, do którego Artystka już później nigdy nie trafiła. Łączącym genialne, przebojowe piosenki z popowym, do it yourselfowym mrokiem. Cieszę się, że została ostatnio Mamą (Tatą jest Elon Musk), szkoda tylko, że ta tegoroczna płyta jest bardzo przeciętna. Zresztą ostatni kawałek, który pokochałem całym serduszkiem to REALiTi. A to przeciez 2015 rok. Ale ten akapit to tak z innej beczki. PS Jakby ktoś chciał to mam na sprzedaż Miss Anthropocene. Za 35zł. Nówkę w folii. Dorzucę Halfaxę za 40zł. PS2 O i widzę, że świeżo w Sacred Bones ukazała się składanka z coverami Black Sabbath. Jest też ta nieszczęsna Zola. Są i Soft Moon, których miałem przyjemność obejrzeć w 2013 roku w B90 w Gdańsku, jest i Marissa Nadler. PS3 Odniose się, jak czas da, do tego co napisał Sebas. Bo widzę, że poświęcił swój czas, mimo, że to rzeczywiście tylko przytoczony przeze mnie artykuł kogoś innego. PS4 To tak na szybko, bo mam wrażenie, że Sebas nie uchwycił sedna cytowanego przeze mnie Artykułu. Tutaj nie chodzi przeciez o niedocenienie jakiejs undergroundowej Artystki. Tutaj chodzi o psucie rynku muzycznego przez spoti oraz o podział zysków. Zresztą sam Autor pewnie nawet nie jest przesadnym fanem małej wzrostem Artystki. No i naprawdę Zola nie jest jakąś niszą (chociaaż popularność level Grimes - jak zauważył Mierzwiak - na poziomie 2020 to nie jest), bo sobie nawet po dalekiej Polsce trasy robi, i założe się, że w nie jednym serialu się pojawiła jej muzyka. O, tak na szybko znalazłem: Teen Wolf, Grey's Anatomy, Vampire Diaries. Także w filmach: Mój Piękny Syn czy Tylko Kochankowie Przeżyją. A entuzjastą jej twórczości jest (nawet ją remiksował) David Lynch. I nawet fragment występu z 2011 z Warszawy na youtubie znalazłem: I jeszcze szybkie podsumowanie, żeby nie wyszło, że robię Zoli reklamę. Z pewnego wywiadu z Nią: "Cóż, Polska jest dla mnie bardzo ważna. Chociaż nie jestem Polką, to czuję z Polakami głęboką więź poprzez moje słowiańskie korzenie". Zresztą tak naprawdę Autorowi nie chodziło raczej o Nią. W jej miejsce można byłoby wkleić kogos innego. RE: CD vs. winyl vs. streaming (spotify) - sebas - 03-06-2020 (02-06-2020, 22:36)Gieferg napisał(a): Sęk w tym, że dyskutujesz z czymś, czego on nie napisał, tylko zacytował.Uściślijmy. W tym poście Kolega Ethan po raz pierwszy poruszył omawiane tu zagadnienia. Ethan faktycznie przytacza artykuł kogoś innego (nie było co prawda znaczków cytatu, kursywy, czy czegoś w ten deseń) więc faktycznie to przeoczyłem. Nie mogę się jednak odnieść to tej opinii, inaczej niż cytując Ethana, bo to "Jego" post. Ja natomiast w swoim poście komentuję przede wszystkim postawę tych Artystów. To jaki jest stosunek "Ethana", czy też faktycznego Autora Artykułu, do tych postaw jest tu sprawą drugorzędną. (03-06-2020, 00:23)Ethan napisał(a): Chętnie bym podyskutował, bo gdzieś tam widze, że rozmowa kulturalna i fajnaZawsze można do tego wrócić. Zresztą ten post do którego się odniosłem był właśnie takim powrotem do sprawy... PS (03-06-2020, 00:23)Ethan napisał(a): Tutaj nie chodzi przeciez o niedocenienie jakiejs undergroundowej Artystki. Tutaj chodzi o psucie rynku muzycznego przez spoti oraz o podział zysków.Akurat tego, że spotify traktuje Artystów pod względem finansowym nie fair, nie zakwestionowałem. Ale jeżeli taki stan rzeczy ma się zmienić, to oni muszą zgodnie zadziałać w tej sprawie. To oni w końcu dostarczają tu "produkt". Spotify jest tu cwanym, ale jednak tylko pośrednikiem. (03-06-2020, 00:23)Ethan napisał(a): jako, że w ciągu kilku dni powinna się wykluć druga Córka,No to powodzenia i gratulacje! |