20-07-2023, 21:11
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-07-2023, 22:08 przez ILSA FAUST.)
(19-07-2023, 22:00)fire_caves napisał(a): Drugą sprawą jest to, że adaptacje, nawet te dość wierne, zmieniają często mniej lub bardziej istotne elementy pierwowzoru, próbując lepiej lub gorzej nadać tekstowi źródłowemu nowe znaczenia. Skoro jesteśmy przy szeroko pojętym kinie fantastycznym to mamy Watchmen Snydera i Diunę Lyncha, jako przykłady bardziej i mniej udanych ingerencji w fabułę. Są też filmy, które całkowicie lub chociaż bardzo mocno rozjeżdżają się z pierwowzorem i to też może się udać (Blade Runner) lub zawieść na całej linii (Sędzia Dredd). Tylko od filmowców zależy co się wydarzy.
i tak oto "fire_caves" dotknął niechcący filmów, które są w moim top 10 ever...
na półce mam książki Blade Runner (elektryczne owce Dicka) oraz Diuna (1-6) więc mogę odnieść w dyskusji, krótko:
(1) Blade Runner - tutaj mamy sytuację przyjęcia tekstu Dicka jako "bazy" do zbudowania świata przez Scotta, w filmie jest więcej geniuszu Scotta niż samego Dicka ...dopiero kolejna lektura książki (a planuję wkrótce) przed kolejną nastą powtórką filmu w kilku wersjach (a planuję wkrótce) odkrywa, że "nadbudowa" Scotta do "bazy" Dicka jest naturalna, oczywista i prorocza...(dzisiejsze pokolenie META ma mniej z człowieka niż NEXUS-6)...
Ten film to mój film nr 001 EVER...więc tylko krótko...
film był klapą finansową, trudna literatura Dicka, szaleństwo Dicka...przypadkowe zlecenie i przypadkowa muzyka Vangelisa, który trochę wszystkiego tam dodał co miał w pamięci syntezatora....coś tam z Chariots of Fire coś tam retro kazał Scott...totalny niewypał...aby zaliczki nie oddawać Vangelis zdaje muzykę...(gdzie tu gwiezdne wojny...pyta Scott...i powstaje wersja orkiestrowa na rynek)....wszyscy próbują ratować film nie do uratowania...każdy liczy straty...
Dick nagle odkrywa, że Harrison Ford dostaje zlecenie na niego...przyznając tym samym światu że jest Androidem...śmierć Dicka...Scott wkleja jednorożca z kultowej Legendy z Tomkiem Kruzem...w kolejnych wersjach...i tu zaczyna się KULT.....kluby sci_fi_....koniec lat 80 tych początek 90 tych rozkwita era VHS i wtedy wszystko staje się jasne - film zostaje kultowym klasykiem a nieudane zlecenie Vangelisa arcydziełem muzyki filmowej...
pytanie czy zlecenie na Dicka które dostał Ford było udane?....
ja w tym czasie pod koniec lat 80 tych walczyłem z Ubikiem, Stygmatami, natknąłem się na elektryczne owce jako małej pojemności przerywnik - tak to ten obłąkany geniusz...jak może wyglądać film...se myślę...wtedy dopiero sięgam po film na jakimś wieczornym paśmie w TV....sam nie wierzę w to co piszę...to były inne czasy dostępu (a raczej braku dostępu) do kultury - i po prostu...TEARS IN RAIN...
potem sięgam do Vangelisa...i tak sięgam po to wszystko do dziś...Alien, Blade Runner, Legenda to wciąż dla mnie najlepszy (ten nostalgiczny) Scott...potem to co zrobił Denis Villeneuve z BR2049 oraz Hanz Zimmer w score...wzniosło odbiór całości świata BR na wyżyny...mojego_sci-fi a Denis to pełnoprawny następca tego najlepszego Scotta...co przypieczętował Diuną...właśnie
...Blade Runner 2099 (niestety jako serial) ale się kręci...zobaczymy co z tego wyjdzie...
(2) Diuna - w tym samym czasie pod koniec lat 80 tych sięgam po Diunę - nie daję rady...do 1/3 książki dotarłem....dla młodego człowieka to za dużo...taki Dick to "lekka literatura" przy Diunie...potem musiałem przez tydzień czytać bardzo lekką literaturę aby jakoś się uleczyć z Herberta (pamiętam te kilka Conanów Howarda naraz...)....ale nie przestaję myśleć o tej książce...Kwisatz Haderach, Muad'Dib...przyprawa....czerwie...nagle gdzieś tam w TV seans Diuny Lyncha....poczułem się "zlinczowany" najgorszym kiczem jaki w życiu widziałem...do dzisiaj mam odruchy wymiotne na samą myśl...mija rok...mija drugi...człowiek nabiera rozumu...cały czas gdzieś ta przyprawa mnie kusi...to raczej fakt nieprzeczytanej książki obok pozostałych mniejszych, większych dzieł sci-fi...tyle nagród a ja nie dałem rady...no i ten lynch...tzn...LINCZ...wracam do książki z upartości...po 3 latach od pierwszej próby i doznaję olśnienia - to jedna z najlepszych książek sci-fi....potem kolejne 2 części...ale pierwsza część zawiera tak bogaty materiał, każdy rozdział wprowadza tyle wątków...tyle postaci...definicji świata....sama ekranizacja Denisa V zawiera może ze 30% książkowej Diuny....ale tak musiało być aby Denis nie podzielił losu Davida...potem gdzieś tam zawiedziony jak wszyscy losem Diuny koło 2005 sięgam po raz drugi do Lyncza ...świat podzielony jest na 2 obozy...(za filmem i przeciwko) zaczynam oglądać...k...a...ale zakalec...nie mogę - nie dam rady...mam książkę w głowie...jak można było taki gwałt poczynić na widzu...mija kilka lat...no i mamy w końcu Dune DV 2021...pół roku przed premierą odświeżam książkę 1 oraz 2 część - siódme niebo...im człowiek starszy tym więcej geniuszu widzi w Diunie...są fotki....są trailery...po Sicario, New Arrivall, BR2049, już wiem że będzie dobrze...ale nie spodziewałem się że aż tak dobrze...sięgam po raz trzeci i ostatni w życiu po lyncha...po ponownej lekturze, ale przed premierą kinową...nie daję rady...takimi wyzwiskami dawno nie rzucałem...przed premierą 20 razy soundtrack zimmera i potem seanse premierowe...padam na kolana...posypuję się przyprawą....zostaję wyznawcą Muad'diba...
szczerze nie wierzyłem że Denis to zrobi...nakręcić film, który nie da się nakręcić....a w part Two zrobi to jeszcze lepiej jak mówi Rebecca Ferguson (tak to ja ILSA FAUST)...Denis zrobi takiego twista w świecie reżyserki i techniki filmowej...popamiętamy długo....wspomnicie me słowa...wiec czekam i oczywiście planuję raz jeszcze książkę łyknąć oraz Dune part one 4K w Dolby Vision ze dwa razy...+ materiały dodatkowe oraz vinyle score + sketchbook po kilkadziesiąt razy...potem muzyka do part two (znowu Zimmer) i seans w IMAX...potem mogę umierać...no poczekam chwilę na Rebel Moon Zacka Snydera...
(3) Dredd - krótko i na temat...w komiksach nie siedzę od 30 lat ...Stallone gdzieś tam było oglądane...nie powala nic a nic...ale REMAKE z 2012 roku po prostu zwalił mnie z nóg...umarłem...takiego wizualnego i sonicznego orgazmu dawno nie miałem...w ogóle nie miałem odniesienia książkowego, ani komiksowego, tylko słaby pre-make ze Sly-em...a...film rządzi na półce w STEELBOOK 4K oraz vinyle ze score oraz vinyle z remixami - drone score...po prostu nie mogę się nadziwić tej sztuce...każde ujęcie to wizyta w muzeum sztuki filmowej...cios w serce że nie ma kontynuacji...nie mogę nawet pisać tak serce me krwawi...
-------------
wracając to pytania HALA 9000 czy sięgnąłbym po książkę przed premierą CREATORA...nigdy w życiu...nie chcę psuć seansu...
napisałby ją nieznany pismak na zlecenie przed filmem...a Disney nie dałby by zgody na wydanie kasy...
po prostu scenariusz musi być tak dobry... aby w tak złych czasach Disney wydał tyle kasy...i to jest NADZIEJA...
Po projekcji CREATORA wszystko się okaże...jak będzie tak dobry jak w zwiastunie to będzie i książka na podstawie filmu i kolejne części...i komiksy...i kubki do kawy...wszystko....pewnie serial na D+...tylko tutaj niestety zadecyduje box-office...i cyferki...ale nikt nam nie odbierze STEELBOOKA 4K...
jak box-office będzie fatalne do pójdzie na D+ i nawet DVD nie wypuszczą...a potem za 2 lata odpis podatkowy i zniknie ze streamu...a HAL 9000 z rozpaczy usunie wątek...tak dzisiaj wygląda marne życie kolekcjonera....
Po prostu HAL 9000 się podjarał jak zobaczył zwiastun a mnie się udzieliło...każdy z nas zobaczył te kilkaset filmów sci_fi z własnej półki w zaledwie 60 sekund...ja nawet Blade Runnera zobaczyłem...(za dużo "przyprawy"...do kawy... chyba)...dlatego proponuję ochłonąć i czekać...na seans...
dużo też powie score Zimmera przed seansem...to będzie muzyka typowo obrazowa...więc będzie przedsmak...
jak po projekcji będzie tak dobrze jak na zwiastunie to idziemy dalej...szturmem...ramię w ramię...w imię nowej rebelii
Podsumowując: czytanie książki przed filmem to często duże ryzyko...a często przygoda...wszystko zależy od sytuacji czy ruszamy książkę klasyka czy książka powstanie na podstawie filmu
