Edycji 4 nie tknąłbym nawet kijem i przez szmatę 
Gdy w 2006 wróciłem do tej gry po latach przerwy, znudziła mi się po kilku rozgrywkach, a po rozbudowie tłukłem w nią kolejne trzy lata. No ale to był przemyślany zestaw zazębiających się dodatków (morze i szereg lądów na nim, mających własne, osobne plansze - kraina wikingów, wzorowana na Japonii kraina samurajów czy pełna potworów pokryta bagnami wyspa - wszystko zaprojektowane tak, żeby czemuś służyło i wiązało się z resztą), a nie jakaś randomowa zbieranina, jak ma to miejsce w większości przypadków ludzi grających z fanowskimi rozszerzeniami - tu mu się plansza spodobała to wydrukował, tam karty ładne - biorę, tu jakiś pomysł niezły - drukujemy. I potem, kiedy całośc się nie trzyma kupy ani dupy a dodatkowych plansz nikt nawet nie odwiedza bo i nie za bardzo jest po co, rzeczywiście szybko można sobie obrzydzić grę.
Co to jest 4,5 godziny?
Najlepiej wspominam epickie, trwające po kilkanaście godzin partyjki, rozgrywane w 2-3 częściach z wykorzystaniem opracowanego w tym celu systemu save'owania. Wyprawy morskie po klucz do tajemnych wrót, zestaw mocarnych przeciwników i innych atrakcji zastępujący oryginalne, nijakie instrukcje krainy wewnętrznej, krainy w których zdobywało się potężne artefakty czy takie w których szybciej rozwijało się postać, do tego setka dodatkowych poszukiwaczy, których zawsze się losowało, więc powtarzali się nie częściej niż raz na rok grania, a można było trafić moich ulubieńców - Ofiarę losu i Trędowatego
Jeśli kiedykolwiek jeszcze zagram (a pewnie zagram) to tylko w wersję full-wypas na 10 planszach

Cytat:Kiedy tworzysz sobie jedno duże uniwersum z oryginalnymi i fanowskimi dodatkami i dokładasz do talii masę kart to rozgrywka niemiłosiernie się wydłuża
Gdy w 2006 wróciłem do tej gry po latach przerwy, znudziła mi się po kilku rozgrywkach, a po rozbudowie tłukłem w nią kolejne trzy lata. No ale to był przemyślany zestaw zazębiających się dodatków (morze i szereg lądów na nim, mających własne, osobne plansze - kraina wikingów, wzorowana na Japonii kraina samurajów czy pełna potworów pokryta bagnami wyspa - wszystko zaprojektowane tak, żeby czemuś służyło i wiązało się z resztą), a nie jakaś randomowa zbieranina, jak ma to miejsce w większości przypadków ludzi grających z fanowskimi rozszerzeniami - tu mu się plansza spodobała to wydrukował, tam karty ładne - biorę, tu jakiś pomysł niezły - drukujemy. I potem, kiedy całośc się nie trzyma kupy ani dupy a dodatkowych plansz nikt nawet nie odwiedza bo i nie za bardzo jest po co, rzeczywiście szybko można sobie obrzydzić grę.
Cytat:po 4,5 godzinach gry
Co to jest 4,5 godziny?

Najlepiej wspominam epickie, trwające po kilkanaście godzin partyjki, rozgrywane w 2-3 częściach z wykorzystaniem opracowanego w tym celu systemu save'owania. Wyprawy morskie po klucz do tajemnych wrót, zestaw mocarnych przeciwników i innych atrakcji zastępujący oryginalne, nijakie instrukcje krainy wewnętrznej, krainy w których zdobywało się potężne artefakty czy takie w których szybciej rozwijało się postać, do tego setka dodatkowych poszukiwaczy, których zawsze się losowało, więc powtarzali się nie częściej niż raz na rok grania, a można było trafić moich ulubieńców - Ofiarę losu i Trędowatego

Jeśli kiedykolwiek jeszcze zagram (a pewnie zagram) to tylko w wersję full-wypas na 10 planszach
