(21-05-2026, 22:25)Gieferg napisał(a): Stwierdziłem, że czas w końcu obejrzeć dwa ostatnie filmyNie polecam. A mam się za fana serii...
Fallout to IMO ścisła czołówka kina akcji ever (film ma swoje problemy, ale takiej realizacji samej akcji i takiej adrenaliny nie czułem od czasu Ultimatum Bourne'a i chyba nigdy później), ale już cz. 7-8 to w zasadzie remake Fallout tylko rozciągnięty do ponad 5 godzin, z gorszą akcją (oba filmy mają pod tym względem dobrą jedną, góra dwie sekwencje), beznadziejnym czarnym charakterem i ekspozycją w takich ilościach, że Christopher Nolan pisząc Incepcję wypada jak uczniak. Ludzie w tych filmach w zasadzie nie rozmawiają tylko albo zadają pytania, na które ktoś udziela im odpowiedzi, albo myślą na głos udzielając na coś odpowiedzi (opowiadając sobie fabułę na głos) + ciągłe wspominanie przeszłych wydarzeń i planów na kolejne sceny. Męczarnia! Siódemkę jeszcze jakoś dało się oglądać (widziałem nawet dwa razy), ale ósemka to najgorszy film w karierze Cruise'a. Ktoś nawet zrobił materiał na YT jak powinna zostać poprawiona i chyba uszczuplił ją ze 170' do 133 minut
Może coś by to pomogło, ale wciąż byłby to idiotyczny film kręcony bez scenariusza z tragicznymi dialogami i przeciwnikiem. Także lepiej nie męczyć się 5,5 godziny na kopii Fallout tylko zakończyć powtórkę na części szóstej.(21-05-2026, 23:00)Reacher napisał(a): Po piątej części powiedziałem dość. Ile można ciągnąć serię wymyślając coraz bardziej absurdalne scenariusze?Jak pokazuje przykład Szybkich i wściekłych - nawet 27 lat i 12 filmów

Ja np. w tym przypadku stwierdziłem, że zaszło to za daleko. Lubię części 1-6, siódemkę zostawiam bo lepiej wieńczy serię od szóstki, ale już ósemki pozbyłem się bez żalu na początku roku. Widziałem też 9-10 i Hobbs&Show, ale dla mnie były to same zakalce z Domem-superbohaterem.
W ogóle mam tak w przypadku serii kina akcji, że dobrze mi się je ogląda dopóki nie wyskakują z jakimiś supernowoczesnymi sf technologiami w fabule (nie znoszę takich motywów). W Szybkich odwalono to w siódemce z Okiem Boga, w Bondzie w Spectre (Smart Blood), a Miszynach w siódemce (Byt). Jak tylko wjeżdża taki motyw, seria przestaje mnie bawić i zaczyna męczyć. Gadżety, z których korzystają bohaterowie (zegarki i auta Bonda, maski w Miszynach) - okej, ale nie coś ważnego dla fabuły, macguffin, albo przeciwnik rodem z filmu sf.
