Jeżeli ten siedmiolatek jest "niezbyt rozgarnięty" to nie wiem w jakim stopniu ty jesteś, skoro przedstawiasz taką teorię 
Nie pamiętam czy w tym filmie Ben Solo kogoś ożywia mocą (what?!), ale jeśli Rey dzięki temu należy się nazwisko Skywalker, to spoko. I jeśli odczytywałeś takie rzeczy w filmach chodząc do zerówki to też winszuję
W kwestii Obi-Wana, odkopałem moje wypociny:
No i nie dotrzymałem słowa, bo jednak dałem szansę Andorowi. Ale to był już ostatni raz. Słowo.
W ubiegłym roku zrobiłem sobie powtórkę całej sagi (tak, całej!) po niemal 10 latach, w następujący spośob: epizod I obejrzany ze skanu taśmy 35mm, II z płyty Blu-ray, Clone Wars Genndy'go Tartakovsky'go z dysku (ripy z polskiego Cartoon Network), III w kinie, R1 z płyty Blu-ray, a IV-VI ze skanów taśm 35mm w Wersjach Specjalnych z 1997 - i już wiem, że tylko tak będę do SW wracał.

Nie pamiętam czy w tym filmie Ben Solo kogoś ożywia mocą (what?!), ale jeśli Rey dzięki temu należy się nazwisko Skywalker, to spoko. I jeśli odczytywałeś takie rzeczy w filmach chodząc do zerówki to też winszuję

W kwestii Obi-Wana, odkopałem moje wypociny:
Juby napisał(a):Obejrzałem wczoraj jeden po drugim wszystkie 3 odcinki. Nie wierzę, że to powstało na serio i ludzie mają to oglądać "na serio". Tu się odstawiają takie cyrki, że brakowało tylko Leslie Nielsena uciekającego przed pociągiem po lesie. ? Nie wiem, które sceny były najgłupsze, ale na ten moment moje podium to:
3) Łowcy nagród goniący po lesie za Leią, która gdy prześlizgnie się pod gałęzią drzewa, lub nad nią przeskoczy, w zasadzie jest nie do dogonienia. Czemu? Bo dwukrotnie wyżsi, na dwukrotnie dłuższych nogach łowcy, nie potrafią zrobić wślizgu, nie potrafią skakać, nie potrafią złamać gałązki, najwyraźniej nie potrafią biegać z prędkością większą niż 5km/h, no i oczywiście nie potrafią myśleć.
2) Brama kontrolna Imperium, która jest wysoka na może 80cm, pod nią jest dość miejsca, aby się przeczołgać, a obok są tak niskie pagórki, że w sumie można ją obejść! xD
3) Vader rozpalający ogień, później go gaszący i... zamiast samemu przyciągnąć do siebie mocą Obi-Wana rozkazuje przyprowadzić go szturmowcom na co reaguje JEDEN szturmowiec. Potem ogień rozpala dezerterka Imperium i Vader już go nie umie zgasić, nie zatrzymuje droida, który zabiera Obi-Wana z pola walki, nie zabiera też mocą samego Obi-Wana, tylko patrzy zza płomieni, słucha krzyków swojej armii 7 szturmowców "O nie! Ogień! Nie ma przejścia! Co teraz!?" odwraca się na pięcie i odchodzi. ROTFL
Sceny akcji, zdjęcia, efekty wizualne - to jest tak złe, że aż niewiarygodne. To mój pierwszy kontakt z serialami Disneya w świecie SW i już wiem, że ostatni. Masakrowanie marki trwa.
Juby napisał(a):W czwartym odcinku bohaterowie uciekają z bazy Imperium, a setka szturmowców stojąca obok wielu TIE Fighters stoi i się patrzy! xD NIKT ICH NIE ŚCIGA! A Obi-Wan, który próbuje pozostać w ukryciu, zamiast tak, jak Luke i Han w ANH przebrać się za Szturmowca (do czego ma doskonałą okazję), zostawia go i kitra się po kątach. Ten serial to złoto komedii. Tylko Vader (pomijając nieszczęsną scenę pojedynku) wyszedł dobrze w tym zakalcu, póki co.
Juby napisał(a):Pierwszy odcinek był jeszcze okej*, drugi też oglądalny, dopiero 3-4 to padaka po całości.
*poza uprowadzeniem Lei jest jeszcze jedna kretyńska scena w odc. 1. Ben sugeruje Jedi aby zakopał swój miecz na pustyni. Myślałem że to przenośnia, bo - wiadomo - jedna noc, trochę wiatru i pustynia tak się przeczesze, że cokolwiek na niej będzie nie do odnalezienia. Ale nie. Obi mówił to na serio, okazało się że sam tak zrobił i w tym odcinku odnalazł(!) swe dwa nagie miecze i odkopał je w 5 minut. xD
Juby napisał(a):Vader nie potrafi zabić, ani wyczuć życia w kimś, kogo próbował zabić, a na dodatek on i cała jego "armia" zostawia tę osobę przy życiu i z bronią leżącą tuż obok!
Scena, w której Vader zatrzymał startujący CGI-mini-statek, a potem gdy okazało się to podpuchą i wystartował drugi, a on już nic z tym nie robi - xD "Bitwa" to niezły skecz, rozmowa Bena z Trzecią siostrą przy wrotach, gdzie 10m za nimi stoją szturmowcy/rebelianci, a ci twardo opowiadają sobie historię Anakina - rotfl. Twist, że ona poluje na Vadera, a łysy przeżył to zwrot akcji dla samego zwrotu, który w dodatku pozbawia serial pierwszoplanowego czarnego charakteru.
Nie mam pojęcia czym mnie zaskoczą za tydzień, ale to jest złe. To jest bardzo złe. Jakby scenarzyści pisali skrypt wyłącznie z myślą o dialogach i story-arkach bohaterów, a logikę wydarzeń odłożyli na bok. A co do dialogów, to w piątym jest kolejna perła przy której śmiechłem:
Obi-Wan: "Ile czasu potrzebujesz, aby otworzyć te wrota?"
Raker: "3-4 godziny."
Obi-Wan: "Masz jedną."
? Co on, qrwa, jego dowódca? Nick Fury rozkazujący agentce Hill? Raker mu oszacował ile czasu potrzebuje, nie jest Jedi, nic na to nie poradzi. A właśnie, gdyby tylko był wśród nich mistrz Jedi, który używając mocy mógłby otworzyć te wrota. xD
Juby napisał(a):Obejrzałem ostatni odcinek.
WERSJA SPOILEROWA !! A więc w czasie minut(?), godziny(?) w trakcie której Obi-Wan i uciekinierzy starają się zgubić pościg, nieśmiertelna Goldie Hawn z Ze śmiercią jej do twarzy odnalazła na tej skale sprawny statek i doleciała do Tatooine... Na którym mija w trakcie odcinka cały dzień, a w tym samym czasie u Obi-Wana może z godzina... Nolan przy pisaniu Interstellar byłby dumny. xD
No ale dobra, Goldie Hawn poleciała na Tatooine w celu... szkoda gadać jak bardzo jej plan nie miał sensu i jakim qrwa cudem znalazła się akurat w mieście (dobrze pamiętam, że na Tatooine jest więcej niż jedno, prawda?), w którym ktoś znał rolnika imieniem Owen! Oj dobra, w końcu bez najmniejszych problemów znalazła go, na plancie(!), więc Owen z żoną zastawili pułapkę - tylko zapomnieli, że mogą celować z broni palnej z 10 metrów i nie trafiają w nią ani razu. Może to i dobrze, ich przeciwniczka i tak jest nieśmiertelna. Kilka godzin temu została szaszłykiem świetlnym, a tutaj BIEGNIE za Lukiem do kanionu. Ridley Scott przy kręceniu Prometeusza by temu przyklasnął.
Może skupię się na tym drugim, ważniejszym wątku. Obi-Wan postanawia stać się przynętą, aby Raker mógł naprawić hipernapęd w statku. Pomijając kolejną walkę Ben vs. Vader, która jest równie absurdalna co ta z TFA (nieużywający od 10 lat mocy, ranny po poprzednim pojedynku Obi-Wan pokonuje najpotężniejszego Sitha w galaktyce wywijając niczym młodziak), czysty jakby wcale nie został przed chwilą zakopany pod toną kamieni Obi-Wan wsiada do statku i odlatuje. W tym momencie zażartowałem do młodszego brata i narzeczonej: "A teraz okaże się, że on w tej kapsule ma hipernapęd, którego przecież nie miał statek rebeliantów i którego próbowali naprawić, i jeszcze sam doleci na Tatooine." To było najgłupsze co w tym momencie przyszło mi do głowy, najbardziej absurdalna rzecz jaka mogłaby nastąpić. Yep, dokładnie TO SIĘ STAŁO! ?
Dramat. Parodia. Profanacja. Oglądanie tych aktorów na ewidentnych green-screenach powinno wreszcie uciszyć hejterów Ataku klonów. Wizualna bida z nędzą, reżysersko i scenariuszowo jeszcze gorzej. Gościnne występy i "Hello there" to fanserwis najgorszego sortu, choć podejrzewam, że dzięki niemu serial zbierze bdb oceny od fanów. Ode mnie nie, maksymalnie 2/10. Jeden punkt za Ewana, który starał się jakby grał w czymś naprawdę dobrym, drugi za kilka dobrych scen z Vaderem. Reszta - 0/10.
Nigdy więcej nic ze Star Wars Disneya. Nigdy.
No i nie dotrzymałem słowa, bo jednak dałem szansę Andorowi. Ale to był już ostatni raz. Słowo.
W ubiegłym roku zrobiłem sobie powtórkę całej sagi (tak, całej!) po niemal 10 latach, w następujący spośob: epizod I obejrzany ze skanu taśmy 35mm, II z płyty Blu-ray, Clone Wars Genndy'go Tartakovsky'go z dysku (ripy z polskiego Cartoon Network), III w kinie, R1 z płyty Blu-ray, a IV-VI ze skanów taśm 35mm w Wersjach Specjalnych z 1997 - i już wiem, że tylko tak będę do SW wracał.
