Mamy październik, tak więc wczorajszego wieczoru, po dłuższym wpatrywaniu się w regał, padło na „Egzorcystę” w 4K. Pamiętam, że w dniu premiery byłem mega zawiedziony tym, jak niską jakością została przedstawiona sekwencja tytułowych egzorcyzmów. Wtedy nieco olałem temat, ale postanowiłem, że jeszcze raz to ocenię i porównam ze starym wydaniem BD. Do czego jednak ostatecznie nie doszło. Tym razem doprowadziłem sprawę do końca i stwierdzam jedno: to jest dramat! To wygląda tak jakby ktoś po 80 % poprawnego remastera dokleił master VHS i dodatkowo przefiltrował go jakimś analogowym gównem. Wszystko jest tutaj wyprane i wypłowiałe. Nie ma mowy o jakiejkolwiek saturacji kolorów czy kontraście. Cała 20-minutowa sekwencja to jedno wielkie mydło, skutecznie wytrącające z narastającego przez cały seans klimatu. Do pozostałych sekwencji raczej nie mogę się przyczepić, choć i tutaj odczuwalny jest DNR i ogólnie mało wyrazisty obraz. Każda scena wygląda tak samo miałko i płytko. Na tle współczesnych wydań jest to jednak akceptowalne i gdyby cały film tak wyglądał, w pełni bym się z tym pogodził. Byłem na tyle wkurwiony, że przerwałem seans egzorcyzmów i od razu wrzuciłem do odtwarzacza starą płytę BD. No i mnie, kur@#, powaliło. Na Blu-rayu też nie ma jakiegoś wielkiego „och” i „ach”, ale kolorystyka i ogólny look tej sekwencji nokautują wydanie UHD pod każdym względem. Tutaj przynajmniej stuła księdza w kolorze fioletowym nie rozlewa się po obrazie jak jakieś VHS-owe popłuczyny. Dramat. Nigdy więcej nie wrócę do wersji UHD. Od razu będę odpalać stare wydanie BD.
Unboxing >> YouTube
