14-09-2014, 02:06
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-09-2014, 02:10 przez Szczepan600.)
Wszelkie 3D, Motion Plus czy inne tego rodzaju rzeczy interesują mnie tylko wtedy gdy są częścią wizji reżysera. Dlatego Hobbita moim zdaniem NALEŻY oglądać w 48/3D inaczej mamy pół-produkt. Czy sam chciałbym mieć taki TV 3D itp.? Raczej tak... ale jako ciekawostkę/dodatek, którą odpalę raz na jakiś czas (i właśnie dla zachowania wizji twórców). Mój TV standardowo jest konfigurowany pod względem barw i ma wyłączone wszelkie pseudo-ulepszacze stworzone dla raczej (nie napisze brzydko)... mało wbitego w temat konsumenta. Jednak nie wzgardziłbym MOŻLIWOŚCIĄ odpalenia takiego seansu 3D czy 48.
Czy jednak podobają mi się te efekty? 3D to zależy. Niestety w epoce konwertowania do 3D ławo się do ów zabiegu zniechęcić. Ekipy filmowe pod to robiące często zapominają iż 1. fajnie gdybyście tak budowali sceny by zwiększać głębie 2. Fajnie gdybyście już to robiąc nie starali się szpanować ów techniką poprzez celowe posyłanie co chwila czegoś w stronę widza (strzała, pięść czy co tam jeszcze). Zrobić to jak należy i tam gdzie to faktycznie pasuje... Bo dodanie 3D do zwykłego dramatu nie da mi absolutnie niczego poza efekcikiem wizualnym (a w mojej opinii ma to wzbogacać narrację). Co do 48klatek... nie byłem przekonany, Hobbit jakoś czasem wyglądał jakby działa się "za szybko"... no, ale nie można było odmówić obrazowi waloru "totalnej żylety". Jednak to znów zwiększa tylko efektowność... bo narracyjnie niczego mi to do Hobbita nie dodało. A co do tego sztucznego 100hz/Motion Plus czy jak to zwał... to jest to dla mnie potworność wypaczająca filmy. Do efektu teatru, oko szybko przywyknie (ktoś to może nawet polubić)... ale cholera... taki Ojciec Chrzestny to 24klatki na sekundę... Czyli odświeżany jest 24 razy na cholerną sekundę, Nic więcej nie jest mi tu potrzebne.
Tak więc odkrywczo stwierdzę... Wszystko zależy JAK i zależy GDZIE. Bo i nawet Motion plus może gdzieś wykazać się plusami.
Czy jednak podobają mi się te efekty? 3D to zależy. Niestety w epoce konwertowania do 3D ławo się do ów zabiegu zniechęcić. Ekipy filmowe pod to robiące często zapominają iż 1. fajnie gdybyście tak budowali sceny by zwiększać głębie 2. Fajnie gdybyście już to robiąc nie starali się szpanować ów techniką poprzez celowe posyłanie co chwila czegoś w stronę widza (strzała, pięść czy co tam jeszcze). Zrobić to jak należy i tam gdzie to faktycznie pasuje... Bo dodanie 3D do zwykłego dramatu nie da mi absolutnie niczego poza efekcikiem wizualnym (a w mojej opinii ma to wzbogacać narrację). Co do 48klatek... nie byłem przekonany, Hobbit jakoś czasem wyglądał jakby działa się "za szybko"... no, ale nie można było odmówić obrazowi waloru "totalnej żylety". Jednak to znów zwiększa tylko efektowność... bo narracyjnie niczego mi to do Hobbita nie dodało. A co do tego sztucznego 100hz/Motion Plus czy jak to zwał... to jest to dla mnie potworność wypaczająca filmy. Do efektu teatru, oko szybko przywyknie (ktoś to może nawet polubić)... ale cholera... taki Ojciec Chrzestny to 24klatki na sekundę... Czyli odświeżany jest 24 razy na cholerną sekundę, Nic więcej nie jest mi tu potrzebne.
Tak więc odkrywczo stwierdzę... Wszystko zależy JAK i zależy GDZIE. Bo i nawet Motion plus może gdzieś wykazać się plusami.
