03-02-2016, 18:47
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-02-2016, 18:51 przez Szczepan600.)
Koledzy postaram się odnieść do większości rzeczy.
1. Danus-> Atakuję gdy widzę, że ktoś bez problemu pisze o piractwie i jeszcze twierdzi, że to ok. Cała dyskusja ogółem jest jakoś negatywnie nacechowana, bo ludzie zaraz bronią się jak mogą. Sam zauważasz, że ludzie nadużywają pirackich kopii... tak więc trzeba po prostu znieść Dozwolony użytek. Bo jeden ściągnie raz na dziesięć kupionych filmów, inny zassie tysiąc i kupi jeden. Nie możemy nad tym zapanować więc trzeba ujednolicić. A w tym przypadku zdrowsze i legalniejsze (patrząc tez na decyzje innych krajów i ogółem przyjętych norm) lepiej zakazać surowo piractwa. Jednakże przy okazji bardzo byłbym za rozwojem innych systemu dystrybucji i może większym wsparciem dla kultury w tym kraju, ale to tylko gdybania itp.
2. Wyjaśniam dlaczego nie popieram ściąganie nawet jednego odcinka serialu. Nie dlatego, że uważam, że zaraz zawali się ekonomia czy człowiek pobierający ten odcinek ma płakać po nocach. To jak ze wszystkim... dasz palec zaraz ktoś zechce całą rękę. Tak więc nie mogę napisać "a jasne, to ok zasysaj" bo zaraz pojawią się kolejne "dobre powody" itp.
3. Mefisto powiedz mi szczerze czy doczytałeś post, z którego cytujesz czy tylko w przypływie emocji zacząłeś komentować bez tego? Czy ja nie dopisałem tam, że faktycznie jest tu nieścisłość i jej nie wyjaśniłem? Ja nie mówię "Podważajmy wszystkie prawa" czy "wszystkich przestrzegajmy!". Zachęcam do interpretacji i myślenia nad nim. Czy ktoś z czystym sercem jest w stanie napisać, że konsumpcja dóbr kultury w momencie gdy WIEMY, że wydawca prosi o zapłatę za takowy produkt jest spoko? Moim zdaniem nie. Dlatego takie prawo podważam, nazywam głupim i nieprzemyślanym, bo pozwala by masa osłabiała jedną (dość dokładnie sprecyzowaną) branżę. Nie neguję prawa do sprzedaży swoich dóbr, bo szczerze... czy ktoś by chciał takiego stanu rzeczy? Niektórzy mi zarzucają, że "lecę za mocno", że za daleko, a jednocześnie oczekuję, że pochwalę odbieranie ludziom jedno z podstawowych praw związanych z ich majątkiem. Nie jest to super fajne dla wydawców, ale niestety jak pisałem niejednokrotnie "Nie mam pomysłu na system idealny". Może jeśli rozpleni się idea OpenCulture czy coś takiego będzie lepiej w tym zakresie. Poza tym, jeśli już negować używki w świecie kultury, to zaraz może też ciuchy, samochody itp. Niestety, nie widzę tego (widzę za to jakaś apokalipsę złomowanych samochodów i wyrzucanych płyt). Chyba tylko świat dóbr cyfrowych sobie poradził z tym problemem. Zachęca do dyskusji na ten temat i przemyślenia czy faktycznie to co napisałem jest tak bardzo pozbawione sensu.
4. MoviPsycho, Wolf -> Na Filmwebie, FB itp. też grasuję ;-). Nikt nie jest bezpieczny :-D.
5. Moim zdaniem dyskusja na tym forum jest sensowna. Każdy z nas zaznał dwóch stron tego konfliktu (piraciliśmy lub piracimy i kupujemy zarazem). To tutaj spodziewałem się najbardziej otwartych i ciekawych dyskusji.
6. Mierzwiak... fajnie, ze to wypisałeś... i co dodałeś do tematu? Nie zgadzasz się. napisz dlaczego i może dojdziemy do jakiś wniosków. Ton mam poważny, bo właśnie bagatelizowanie problemu i stawianie poniżej wszystkich innych tematów (bo to wygodne?) nie prowadzi do dobrej dyskusji,. Nie będę zgłębiał teraz gdzie się stawiam ponad prawami, o których piszę i gdzie sugeruje, ze kupno płyty to nabycie praw... powiedzmy, że to mało ważne. Chętnie poczytam co uważasz o ile faktycznie masz tak super sensowne argumenty jak sugerują to twoje wypowiedzi.
Patrzy ma ogół problemu, a nie czy "na nas ktoś jednak zyskał". Pomyślmy dalej czy podejście 100% legal nie doprowadzi do lepszego asortymentu i cen. Czy kary za ściąganie (serio nie chodzi mi o 25 lat więzienia ;-)) nie doprowadzą do wytworzenia się społecznego wstydu związanego z piractwem itp. I czy to nie odbije sie pozytywnie na naszym rynku filmów/muzyki itp. Czy np. opłaty za dostęp do kultury zamiast guzika Download i kolejnego nieprzemyślanego seansu nie jest zdrowsze, bo być może długofalowo wytworzy w ludziach chęć "badania" tego co obejrzą. Powróci kultura krytyki filmowej itp. Czy to może mieć na to wypływ, czy to realne... O tym dyskutujmy i starajmy się zgłębić.
1. Danus-> Atakuję gdy widzę, że ktoś bez problemu pisze o piractwie i jeszcze twierdzi, że to ok. Cała dyskusja ogółem jest jakoś negatywnie nacechowana, bo ludzie zaraz bronią się jak mogą. Sam zauważasz, że ludzie nadużywają pirackich kopii... tak więc trzeba po prostu znieść Dozwolony użytek. Bo jeden ściągnie raz na dziesięć kupionych filmów, inny zassie tysiąc i kupi jeden. Nie możemy nad tym zapanować więc trzeba ujednolicić. A w tym przypadku zdrowsze i legalniejsze (patrząc tez na decyzje innych krajów i ogółem przyjętych norm) lepiej zakazać surowo piractwa. Jednakże przy okazji bardzo byłbym za rozwojem innych systemu dystrybucji i może większym wsparciem dla kultury w tym kraju, ale to tylko gdybania itp.
2. Wyjaśniam dlaczego nie popieram ściąganie nawet jednego odcinka serialu. Nie dlatego, że uważam, że zaraz zawali się ekonomia czy człowiek pobierający ten odcinek ma płakać po nocach. To jak ze wszystkim... dasz palec zaraz ktoś zechce całą rękę. Tak więc nie mogę napisać "a jasne, to ok zasysaj" bo zaraz pojawią się kolejne "dobre powody" itp.
3. Mefisto powiedz mi szczerze czy doczytałeś post, z którego cytujesz czy tylko w przypływie emocji zacząłeś komentować bez tego? Czy ja nie dopisałem tam, że faktycznie jest tu nieścisłość i jej nie wyjaśniłem? Ja nie mówię "Podważajmy wszystkie prawa" czy "wszystkich przestrzegajmy!". Zachęcam do interpretacji i myślenia nad nim. Czy ktoś z czystym sercem jest w stanie napisać, że konsumpcja dóbr kultury w momencie gdy WIEMY, że wydawca prosi o zapłatę za takowy produkt jest spoko? Moim zdaniem nie. Dlatego takie prawo podważam, nazywam głupim i nieprzemyślanym, bo pozwala by masa osłabiała jedną (dość dokładnie sprecyzowaną) branżę. Nie neguję prawa do sprzedaży swoich dóbr, bo szczerze... czy ktoś by chciał takiego stanu rzeczy? Niektórzy mi zarzucają, że "lecę za mocno", że za daleko, a jednocześnie oczekuję, że pochwalę odbieranie ludziom jedno z podstawowych praw związanych z ich majątkiem. Nie jest to super fajne dla wydawców, ale niestety jak pisałem niejednokrotnie "Nie mam pomysłu na system idealny". Może jeśli rozpleni się idea OpenCulture czy coś takiego będzie lepiej w tym zakresie. Poza tym, jeśli już negować używki w świecie kultury, to zaraz może też ciuchy, samochody itp. Niestety, nie widzę tego (widzę za to jakaś apokalipsę złomowanych samochodów i wyrzucanych płyt). Chyba tylko świat dóbr cyfrowych sobie poradził z tym problemem. Zachęca do dyskusji na ten temat i przemyślenia czy faktycznie to co napisałem jest tak bardzo pozbawione sensu.
4. MoviPsycho, Wolf -> Na Filmwebie, FB itp. też grasuję ;-). Nikt nie jest bezpieczny :-D.
5. Moim zdaniem dyskusja na tym forum jest sensowna. Każdy z nas zaznał dwóch stron tego konfliktu (piraciliśmy lub piracimy i kupujemy zarazem). To tutaj spodziewałem się najbardziej otwartych i ciekawych dyskusji.
6. Mierzwiak... fajnie, ze to wypisałeś... i co dodałeś do tematu? Nie zgadzasz się. napisz dlaczego i może dojdziemy do jakiś wniosków. Ton mam poważny, bo właśnie bagatelizowanie problemu i stawianie poniżej wszystkich innych tematów (bo to wygodne?) nie prowadzi do dobrej dyskusji,. Nie będę zgłębiał teraz gdzie się stawiam ponad prawami, o których piszę i gdzie sugeruje, ze kupno płyty to nabycie praw... powiedzmy, że to mało ważne. Chętnie poczytam co uważasz o ile faktycznie masz tak super sensowne argumenty jak sugerują to twoje wypowiedzi.
Patrzy ma ogół problemu, a nie czy "na nas ktoś jednak zyskał". Pomyślmy dalej czy podejście 100% legal nie doprowadzi do lepszego asortymentu i cen. Czy kary za ściąganie (serio nie chodzi mi o 25 lat więzienia ;-)) nie doprowadzą do wytworzenia się społecznego wstydu związanego z piractwem itp. I czy to nie odbije sie pozytywnie na naszym rynku filmów/muzyki itp. Czy np. opłaty za dostęp do kultury zamiast guzika Download i kolejnego nieprzemyślanego seansu nie jest zdrowsze, bo być może długofalowo wytworzy w ludziach chęć "badania" tego co obejrzą. Powróci kultura krytyki filmowej itp. Czy to może mieć na to wypływ, czy to realne... O tym dyskutujmy i starajmy się zgłębić.
