Też mam seans Suicide Squad już za sobą, i niestety zgadzam się z powszechną opinią. Ten film to niestety kolejny po BvS koszmarek z DCEU, i mimo że najnowszy film z gackiem bardzo mi się nie podobał i nie zamierzam do niego wracać... to tutaj jest jeszcze gorzej. O ile Batman v Superman jeszcze jakoś działał od początku do końca jako film (słaby bo i słaby, ale wciąż film), to w przypadku SS mam wrażenie że oglądam coś zmontowanego na kolanie, w ostatnim momencie.
Brak tu ładu, składu, sensownej fabuły, konsekwencji realizatorskiej; najbardziej drażniły chyba mnie wstawki muzyczne, które pojawiały się co chwilę, a prócz tego często w momentach w których nie powinno ich być. Warner Bros chyba za bardzo zapatrzyło się na sukces marvelowskich Strażników Galaktyki, i chcieli stworzyć coś o podobnym feelu - no ale niestety, wiedzieli gdzie dzwoni, ale nie w którym kościele. Ponadto koszmarne tęczowe przejścia do flashbacków, albo a'la komiksowe karty z opisem postaci, wepchnięte nie wiadomo po co (przy czym zauważyłem też dziwną niekonsekwencję, bo chyba jeden członek (albo dwóch) "Legionu" takiej prezentacji nie dostało... emm, wut?) - są one niesamowicie infantylne, drażniące, i zakładają że widz potrzebuje takiego typu "in your face" ekspozycji. Zdecydowanie za dużo było też niesamowicie tępych (w zamierzeniu śmiesznych) dialogów i one-linerów, które chyba były efektem tych całych przerażających dokrętek mających podnieść "zabawność" filmu - a co do których nie jestem pewien czy wzbudziły śmiech u przeciętnego dziecka z pierwszych klas podstawówki.
Gdzieś spod tego bagienka wyłania się fajniejszy film, który po fabularnej rekonstrukcji, wypieprzeniu części ekipy produkcyjnej (w szczególności montażystów) na zbity pysk i większym nacisku położonym na niektóre postacie (no do cholery, gdzie ten Joker?) byłby całkiem zjadliwy. Większość aktorów koniec końców oglądało się całkiem przyjemnie (jak mieli coś do roboty), a parę wątków jest nawet ciekawych (ale nigdy nie zostają rozwinięte) - niestety oba te aspekty pokazują nic więcej, jak jedynie zmarnowany potencjał Suicide Squad. No ale nie o gdybanie "co by było..." tutaj chodzi, tylko o produkt finalny - a ten niestety jest stosunkowo słaby. Oglądałem wersję kinową, ale wątpię żeby te 11-12 minut w jakikolwiek sposób pomogły mi w odbiorze tego filmu. 3-4/10.
Brak tu ładu, składu, sensownej fabuły, konsekwencji realizatorskiej; najbardziej drażniły chyba mnie wstawki muzyczne, które pojawiały się co chwilę, a prócz tego często w momentach w których nie powinno ich być. Warner Bros chyba za bardzo zapatrzyło się na sukces marvelowskich Strażników Galaktyki, i chcieli stworzyć coś o podobnym feelu - no ale niestety, wiedzieli gdzie dzwoni, ale nie w którym kościele. Ponadto koszmarne tęczowe przejścia do flashbacków, albo a'la komiksowe karty z opisem postaci, wepchnięte nie wiadomo po co (przy czym zauważyłem też dziwną niekonsekwencję, bo chyba jeden członek (albo dwóch) "Legionu" takiej prezentacji nie dostało... emm, wut?) - są one niesamowicie infantylne, drażniące, i zakładają że widz potrzebuje takiego typu "in your face" ekspozycji. Zdecydowanie za dużo było też niesamowicie tępych (w zamierzeniu śmiesznych) dialogów i one-linerów, które chyba były efektem tych całych przerażających dokrętek mających podnieść "zabawność" filmu - a co do których nie jestem pewien czy wzbudziły śmiech u przeciętnego dziecka z pierwszych klas podstawówki.
Gdzieś spod tego bagienka wyłania się fajniejszy film, który po fabularnej rekonstrukcji, wypieprzeniu części ekipy produkcyjnej (w szczególności montażystów) na zbity pysk i większym nacisku położonym na niektóre postacie (no do cholery, gdzie ten Joker?) byłby całkiem zjadliwy. Większość aktorów koniec końców oglądało się całkiem przyjemnie (jak mieli coś do roboty), a parę wątków jest nawet ciekawych (ale nigdy nie zostają rozwinięte) - niestety oba te aspekty pokazują nic więcej, jak jedynie zmarnowany potencjał Suicide Squad. No ale nie o gdybanie "co by było..." tutaj chodzi, tylko o produkt finalny - a ten niestety jest stosunkowo słaby. Oglądałem wersję kinową, ale wątpię żeby te 11-12 minut w jakikolwiek sposób pomogły mi w odbiorze tego filmu. 3-4/10.
