Mimo wszystkich problemów, jakie ta seria miała, do tej pory ją lubiłem (choć czwartą częśc oglądało się już naprawdę ciężko), ale to, co Bay odpieprzył przy okazji części piątej wyczerpało moją cierpliwość. 2,5 godziny srakopadaki z której miałem ochotę wyjść z kina.
Kilka luźnych uwag:
- Optimus Prime oczywiście rzucił dwa razy swoim ulubionym "I'll kill You!" i przedstawił się chyba z dziesięć razy.
- Megatron znowu jest Megatronem, ani słowa wyjaśnienia co się stało z jego poprzednim wcieleniem
- jest tu najsłabszy główny villain w całej serii
- i najnudniejsza finałowa bitwa w całej serii
- i najmarniejsze finałowe starcia z głównymi przeciwnikami w całej serii
- wrzucamy do filmu transformera-okręt podwody - super, nie? Szkoda tylko, że nigdy się nie transformuje
- Parafrazując klasykę - "A dziewczynka? Chooy z dziewczynką, równie dobrze w ogóle mogło nie być żadnej dziewczynki".
- na cholere robić scenę prezentacji jakichś jednostrzałowych pionków?
- jesli ktoś uważa, że "Martha" to słaby motyw to... just wait for it.
Ten cały writers room z Goldsmanem na czele sprawił, że zatęskniłem za Ehrenem Krugerem. Nie chce mi się nawet specjalnie rozpisywać, ten film to jakiś zryty miks Da Vinci Code z Dniem Niepodległości, z ADHD podniesionym do kwadratu w stosunku do wcześniejszych części, ogólnie jedna wielka parująca kupa gówna, pierdolnik fabularny i montażowy i franchise interest killer skuteczny jak Terminator Genisys
Na dodatek film ma zmienny AR nawet w zwykłych kinach i na ekranie 2.40:1 wyświetla się czasami w ramce jak non-anamorphic DVD. WTF Bay?!
2/10, bo Cogman bywał zabawny.
Kilka luźnych uwag:
- Optimus Prime oczywiście rzucił dwa razy swoim ulubionym "I'll kill You!" i przedstawił się chyba z dziesięć razy.
- Megatron znowu jest Megatronem, ani słowa wyjaśnienia co się stało z jego poprzednim wcieleniem
- jest tu najsłabszy główny villain w całej serii
- i najnudniejsza finałowa bitwa w całej serii
- i najmarniejsze finałowe starcia z głównymi przeciwnikami w całej serii
- wrzucamy do filmu transformera-okręt podwody - super, nie? Szkoda tylko, że nigdy się nie transformuje
- Parafrazując klasykę - "A dziewczynka? Chooy z dziewczynką, równie dobrze w ogóle mogło nie być żadnej dziewczynki".
- na cholere robić scenę prezentacji jakichś jednostrzałowych pionków?
- jesli ktoś uważa, że "Martha" to słaby motyw to... just wait for it.
Ten cały writers room z Goldsmanem na czele sprawił, że zatęskniłem za Ehrenem Krugerem. Nie chce mi się nawet specjalnie rozpisywać, ten film to jakiś zryty miks Da Vinci Code z Dniem Niepodległości, z ADHD podniesionym do kwadratu w stosunku do wcześniejszych części, ogólnie jedna wielka parująca kupa gówna, pierdolnik fabularny i montażowy i franchise interest killer skuteczny jak Terminator Genisys
Na dodatek film ma zmienny AR nawet w zwykłych kinach i na ekranie 2.40:1 wyświetla się czasami w ramce jak non-anamorphic DVD. WTF Bay?!2/10, bo Cogman bywał zabawny.
