22-04-2018, 09:34
(22-04-2018, 05:25)Gieferg napisał(a):Cytat:ale z H. Fordem mogę oglądać wszystko.
Ja nie. Do czwartego Indiany nigdy nie wróciłem
Gwoli pewnej uczciwości uzupełnię swoje posty o krótkie wspominki. Mam nadzieję, że Kirek nie wyrzuci tego do kosza.
Choć kino SF kręci mnie średnio, to jest kilka tytułów, które cenię bardzo wysoko, np. „Odyseję kosmiczną 2001” (1968). Film „zagościł” na mojej ulubionej szerokiej taśmie i z czystym sumieniem polecam go w wersji BD. Ale nie o tym chciałem napisać.
H. Ford utkwił mi w pamięci po polskiej premierze „Gwiezdnych wojen” (1977). To było prawdziwe szaleństwo! Tasiemcowe kolejki po bilety mówiły same za siebie. Ja obejrzałem film w jednym z najnowocześniejszych kin w Polsce z dźwiękiem surround. Czad! Harrison zapadł ludziom w pamięć. Jego „wielki” powrót przypadł na rok 1981. Chodzi mi oczywiście o „Poszukiwaczy zaginionej Arki”, który to obraz zadebiutował w naszym kraju w czasach stanu wojennego (o ile dobrze wszystko pamiętam). „Arkę” oglądali wszyscy bez względu na wiek i wyznanie!
Na widowni zasiadł nawet właściciel zakładu fotograficznego, w którym wówczas pracowałem - człowiek niezwykle konserwatywny i raczej „starej daty”. Jednak zgodzę się, że Ford wystąpił też w filmach słabszych, co nie znaczy, że omijam je szerokim łukiem. Za taki tytuł uważam np. „Świątynię zagłady” (1984). Zatem dziś przyznam trochę racji koledze Czuubakka, choć nadal podtrzymuję swoje wcześniejsze wypowiedzi.Mamy wiosenną niedzielę. Na biurku widzę kwietniowy numer miesięcznika „Kino”. Zaraz pojawi się kawa. Życzę wszystkim udanego odpoczynku.
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.

