29-07-2018, 14:48
(03-06-2018, 20:58)Uatu_TheWatcher napisał(a): Pchany w nurt filmów sci-fi, praojców dzisiejszych przesyconych - ale nie mówię, że złych i beznadziejnych - efektami specjalnymi najbardziej ,,wypasionego" sortu, wysokobudżetowych hollywoodzkich produkcji, zdecydowałem się na obejrzenie kolejnego z ,,klasyków" filmowych lat 50-tych: "Bestia z głębokości 20 000 sążni". Sam tytuł tego dzieła może lekko odpychać, ale i zaciekawić, zaintrygować. Jak wiemy, lata 50-te i ten ich sentyment do odważnego nazewnictwa kinowych produkcji; ach, te czasy. Zresztą zdziwić można się jeszcze bardziej, gdy w pierwszych ujęciach filmu, kilka jego klatek zaczyna dumnie prezentować czarno białą charakterystyczną tarczę studia "Warner Bros", co poświadcza jedno: produkcję i dystrybucję tego filmu przez to przedsiębiorstwo.W przypadku takich filmów jak "Bestia"... efekty specjalne mają mniejsze znaczenie, przymyka się na nie oko, bierze w nawias umowności. Grunt, że wygląda to urokliwie, a nie irytująco. W tym filmie znacznie ciekawszy jest sposób prezentacji tajemnicy, rozbudzanie w widzu dziecięcych fantazji o odkrywaniu nieznanych lądów i zwierząt. Najpierw pojawiają się sygnały od pojedynczych rybaków, że widzieli morskiego potwora; w rewelacje te nikt nie wierzy. Potem obserwacji dokonuje ktoś ważniejszy, a wreszcie zaczynają ginąć ludzie. Rusza ekspedycja itd. Coś pięknego.
Jak na obraz z 1953.r, "Bestia z głębokości 20 000 sążni" urzeka wspaniałą animatroniką ,,godzillowatej" kreatury - przerośniętego jaszczura o grubych jak tarcze, wystających z grzbietu, od ogona aż do linii brwi, kryzach. Ruch stwora, którego spoczywającego w głębokiej zapadlinie pod lodowcem obudził wybuch atomowy, był jak na rok, w którym został wydany film, czyli technologia, efekty specjalne - tu wybuchy w makro i mikroskali, makiety i m.in. mozolne nakładanie zdjęć ,,poruszanych" przez specjalistów figurek czy kukieł klatka po klace, i stosowane typy kamer, pierwszorzędnym świetnie zaaranżowanym widowiskiem, z ciekawie opowiedzianą fabułą, mimo wielu luk w scenariuszu i zbyt płytkich wątków, ale o tym spoilerować już nie zamierzam.
Oglądać i dzielić się wrażeniami!
Swego czasu obejrzałem "Draculę" z 1931 i tak się wkręciłem w resztę Universal Monsters lat 30., że następnym naturalnym krokiem było sprawdzenie czegoś z tej stajni z lat 50. Wybór padł na "Potwora z Czarnej Laguny" (1954). Czarno-białe zdjęcia, kameralne scenerie i ta utracona elegancja starych filmów. Po tym filmie musiały przyjść następne. Może nie było ich dużo, bo choć utworów jest sporo, to wiele z nich się nieprzyjemnie zestarzało (np. te wszystkie familijne dziełka o UFO, przedstawiane najczęściej z pozycji dziecka; nawet dziś nie chciałbym czegoś takiego oglądać, a gdy mówimy o rzeczy sprzed, ho, ho, blisko 70 lat, to niestety wygląda to często żenująco i infantylnie). Ciągle poluję na "Czarnego skorpiona" (1957) i ew. "The Monolith Monsters" (1957) i na razie będę miał ten rozdział zamknięty.
Top 10 (można to uznać za kanon):
1. Planeta Małp (1968)
2. Dzień Tryfidów (1962)
3. Inwazja porywaczy ciał (1956)
4. One! (1954)
5. Potwór z Czarnej Laguny (1954)
6. Wojna światów (1953)
7. Bestia z głębokości 20.000 sążni (1953)
8. Tarantula (1955)
9. Godzilla: Król potworów (1954)
10. Wehikuł czasu (1960)
