29-07-2018, 21:30
(29-07-2018, 14:48)Amer napisał(a): W przypadku takich filmów jak "Bestia"... efekty specjalne mają mniejsze znaczenie, przymyka się na nie oko, bierze w nawias umowności. Grunt, że wygląda to urokliwie, a nie irytująco. W tym filmie znacznie ciekawszy jest sposób prezentacji tajemnicy, rozbudzanie w widzu dziecięcych fantazji o odkrywaniu nieznanych lądów i zwierząt. Najpierw pojawiają się sygnały od pojedynczych rybaków, że widzieli morskiego potwora; w rewelacje te nikt nie wierzy. Potem obserwacji dokonuje ktoś ważniejszy, a wreszcie zaczynają ginąć ludzie. Rusza ekspedycja itd. Coś pięknego.
Swego czasu obejrzałem "Draculę" z 1931 i tak się wkręciłem w resztę Universal Monsters lat 30., że następnym naturalnym krokiem było sprawdzenie czegoś z tej stajni z lat 50. Wybór padł na "Potwora z Czarnej Laguny" (1954). Czarno-białe zdjęcia, kameralne scenerie i ta utracona elegancja starych filmów. Po tym filmie musiały przyjść następne. Może nie było ich dużo, bo choć utworów jest sporo, to wiele z nich się nieprzyjemnie zestarzało (np. te wszystkie familijne dziełka o UFO, przedstawiane najczęściej z pozycji dziecka; nawet dziś nie chciałbym czegoś takiego oglądać, a gdy mówimy o rzeczy sprzed, ho, ho, blisko 70 lat, to niestety wygląda to często żenująco i infantylnie). Ciągle poluję na "Czarnego skorpiona" (1957) i ew. "The Monolith Monsters" (1957) i na razie będę miał ten rozdział zamknięty.
Top 10 (można to uznać za kanon):
1. Planeta Małp (1968)
2. Dzień Tryfidów (1962)
3. Inwazja porywaczy ciał (1956)
4. One! (1954)
5. Potwór z Czarnej Laguny (1954)
6. Wojna światów (1953)
7. Bestia z głębokości 20.000 sążni (1953)
8. Tarantula (1955)
9. Godzilla: Król potworów (1954)
10. Wehikuł czasu (1960)
Jeśli chodzi o mnie w kwestii doświadczania na własne oczy filmów, które stanowią absolut i wyjątkowość swoich czasów, to poluję na nieco późniejsze dzieła z gatunku ,,pseudo-sci-fi", gdzie np. takie "Miasto Żab" z 1988r. jest dziwactwem, ale i rarytasem - ,,białym krukiem" nie do dostania. Stosunek do starszych emanujących świetnym podejściem do tematyki ludzkości zagrożonej przez coś niedawno odkrytego i nieznanego, filmów science-fiction z lat 50-tych i 60-tych, mam podobny do twojego. W takie kino, jako widz, angażuję się niezwykle emocjonalnie, szanując tamte czasy, w których te filmy, o których mowa powstawały. Pomysł, zaangażowanie, wykonanie - mimo fatalnego w stosunku do dzisiejszej typowo-filmowej technologii, zaplecza, no i przede wszystkim dotarcie do grona odbiorców, nie tylko ówczesnych, ale i zyskując w ten sposób na ponadczasowości - do współczesnych widzów.
Lista twoich topowych filmów sci-fi z lat 50-tych i 60-tych bardzo mi pomogła. Znalazłem na niej film, którego do tej pory nie oglądałem, za którego dzisiaj właśnie się zabieram, a jest to: "Tarantula" z 1955r. Niedługo przygotuję swoją listę do tej kategorii.
