16-08-2018, 23:41
A ja właśnie obejrzałem "Robinsona Crusoe na Marsie" (1964). Jako że w kinie SF nie ma rzeczy niemożliwych, to od razu wyjaśniam, że tytuł nie ma żadnego związku z postacią wymyśloną przez D. Defoe. Nazwa filmu funkcjonuje na zasadzie skojarzenia: tam rozbitek statku morskiego, tu – statku kosmicznego. Partner ze statku ginie, cudem ocala małpka. Na początku tej dwójce brakuje tak podstawowych składników do przeżycia jak powietrze i woda.
Urocza scenografia, survival od początku do końca, to "Marsjanin" (2015) lat 60. Naiwne i nieprawdopodobne, ale piękne. Najbliższe rodzina filmowa to "Mój własny wróg" (1985). W pewnym momencie pojawia się pewien znany motyw z SF lat 50., ale powiedzmy, że nie chcę psuć zabawy.
I dopiero teraz zauważyłem, że za reżyserię odpowiadał ten sam człowiek co za "Wojnę światów" (1953).
Dostępny od dwóch dni w jakości HD z polskimi napisami na YT: https://www.youtube.com/watch?v=mi0N6keyl8g (na tym kanale łącznie 188 filmów, ale warto spojrzeć na listę po prawej, bo tam inne powiązane kanały, takie jak MOVIES czy SCREENING ROOM; w sumie naliczyłem 9 takich kont i ponad tysiąc filmów z lektorem bądź napisami). Żeby przejrzeć wszystkie filmy na danym kanale, trzeba wejść w profil i kliknąć "Odtwórz wszystkie".
A przed kilkoma dniami obejrzałem "Twarze na sprzedaż" (1966), moją zaległość z rankingów WatchMojo (patrz: post nr 22 – http://forum.filmozercy.com/watek-kultowe-filmy-sci-fi-i-horror-z-lat-50-tych-i-60-tych?pid=42620#pid42620 ), choć zdążyłem już zapomnieć, że ten film się tam znajdował. Obejrzałem tę pozycję, bo często na nią trafiałem i zaczęło mnie to drażnić. "Twarze na sprzedaż" to melanż kilku motywów (proza Kafki, "Gabinet doktora Caligari" [1920], "Milczenie" [1963]). Nie starałem się wyszukiwać podobieństw na siłę, same mi się narzuciły. Jako że film średnio przypadł mi do gustu, a i niezbyt pasuje do tematu, bo to dzieło ciężkie, poważne, to tu się zatrzymam.
Urocza scenografia, survival od początku do końca, to "Marsjanin" (2015) lat 60. Naiwne i nieprawdopodobne, ale piękne. Najbliższe rodzina filmowa to "Mój własny wróg" (1985). W pewnym momencie pojawia się pewien znany motyw z SF lat 50., ale powiedzmy, że nie chcę psuć zabawy.
I dopiero teraz zauważyłem, że za reżyserię odpowiadał ten sam człowiek co za "Wojnę światów" (1953).
Dostępny od dwóch dni w jakości HD z polskimi napisami na YT: https://www.youtube.com/watch?v=mi0N6keyl8g (na tym kanale łącznie 188 filmów, ale warto spojrzeć na listę po prawej, bo tam inne powiązane kanały, takie jak MOVIES czy SCREENING ROOM; w sumie naliczyłem 9 takich kont i ponad tysiąc filmów z lektorem bądź napisami). Żeby przejrzeć wszystkie filmy na danym kanale, trzeba wejść w profil i kliknąć "Odtwórz wszystkie".
A przed kilkoma dniami obejrzałem "Twarze na sprzedaż" (1966), moją zaległość z rankingów WatchMojo (patrz: post nr 22 – http://forum.filmozercy.com/watek-kultowe-filmy-sci-fi-i-horror-z-lat-50-tych-i-60-tych?pid=42620#pid42620 ), choć zdążyłem już zapomnieć, że ten film się tam znajdował. Obejrzałem tę pozycję, bo często na nią trafiałem i zaczęło mnie to drażnić. "Twarze na sprzedaż" to melanż kilku motywów (proza Kafki, "Gabinet doktora Caligari" [1920], "Milczenie" [1963]). Nie starałem się wyszukiwać podobieństw na siłę, same mi się narzuciły. Jako że film średnio przypadł mi do gustu, a i niezbyt pasuje do tematu, bo to dzieło ciężkie, poważne, to tu się zatrzymam.
