21-08-2018, 10:56
"Całun Mumii" z 1967 roku jako film nie podbijał serc miłośników kina sci-fi i horroru z lat 50-tych i 60-tych, tak jak to robiły produkcje pokroju "Zakazana Planeta" z 1956r. czy "Opowieści Niesamowite" z 1962r. Ten brytyjski horror, z którego przezierał zbyt intensywnie, jakby chodziło o ciągłe ukazywanie historycznych faktów i wytłuszczanie tego, jak zmieniają się relacje między bohaterami pod wpływem specyficznego odkrycia, motyw odkrycia grobowca faraona Kah-To-Beya, a potem miejsca pochówku jego oddanego mu sługi, nie wzbudzał lekkiego odczucia strachu, zgorszenia, czy krążącej wokół sensacyjnego, historycznego odkrycia, tajemnicy. Samego ,,wybudzonego" zła, które miało swymi jękami i wyciągniętymi do przodu rękoma niszczyć wszystko co napotka na swojej drodze, jak typowy popkulturowy wizerunek okrytej postrzępionymi, rozkładającymi się szmatami Mumii, było ciut za mało; za to plener, dekoracja i oddanie ,,ducha czasu" pierwszym dziesięcioleciom XX wieku wformie dystyngowanych strojów ludzi, wyglądów pomieszczeń, w których rozgrywała się akcja i użytych elementów dnia codziennego zasługiwały na uznanie. Również odzienie Mumii, ba muszę rzec: całun, kupiło mój archeologiczno-przygodowy gust w całości, gdyż tak wyobrażałbym sobie mistycznie otulonego w szaty, jakieś zdobienia i paski, faraona, którego ciało złożono do grobu i po kilkudziesięciu latach wykopano. Film ten oceniam na: 7/10
Natomiast "Robot Monster" z 1953r. to jak na lata 50-te XX wieku katastrofalna realizacja scenariusza filmowego, w której ostateczny i definitywny gwóźdź do trumny temu dziełu wbiło stworzenie i urzeczywistnienie wizerunku wyglądu zewnętrznego i wewnętrznego, czyli zachowania, celów i przeznaczenia niedźwiedzio-humanoidalnego monstrum, z dziwnym, wykonanym z cyny lub marnego aluminium kulistym hełmem na głowie, na środku którego w okolicach twarzy znajdowała się owalna dziura, z której z kolei nie było widać absolutnie nic: żadnych oczu, ust... jakby nazbyt wpompowana tajemnica, tylko strach, który miał opanować umysły ludzi.
Ten film oceniam na: 5/10
Tak wygląda "Ro-Man": istota, która w "Robot Monster" ponad wszelką wątpliwość pragnie podbić Ziemię i wyplenić gatunek ludzki. Ach te ich ,,promienie zagłady". Czasami z tego przesadnego kiczu wyrasta coś czego nie da się, ot tak zapomnieć
Natomiast "Robot Monster" z 1953r. to jak na lata 50-te XX wieku katastrofalna realizacja scenariusza filmowego, w której ostateczny i definitywny gwóźdź do trumny temu dziełu wbiło stworzenie i urzeczywistnienie wizerunku wyglądu zewnętrznego i wewnętrznego, czyli zachowania, celów i przeznaczenia niedźwiedzio-humanoidalnego monstrum, z dziwnym, wykonanym z cyny lub marnego aluminium kulistym hełmem na głowie, na środku którego w okolicach twarzy znajdowała się owalna dziura, z której z kolei nie było widać absolutnie nic: żadnych oczu, ust... jakby nazbyt wpompowana tajemnica, tylko strach, który miał opanować umysły ludzi.
Ten film oceniam na: 5/10Tak wygląda "Ro-Man": istota, która w "Robot Monster" ponad wszelką wątpliwość pragnie podbić Ziemię i wyplenić gatunek ludzki. Ach te ich ,,promienie zagłady". Czasami z tego przesadnego kiczu wyrasta coś czego nie da się, ot tak zapomnieć
