26-10-2018, 13:52
(26-10-2018, 12:42)czuubakka napisał(a):(16-10-2018, 11:30)Ethan napisał(a): ControlObejrzałem ten film. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony żal mi chłopaka, z drugiej strony, straszny z niego dupek był.
Znam tylko tą historię z ekranu, nie wiem na ile to było prawdziwe na ile się różniło od rzeczywistości. Może kiedyś coś więcej poczytam o Curtisie, czy JD.
Pod względem muzycznym nie moje klimaty, choć z dwa kawałki mi się spodobały. Film na raz, dla mnie. Wsio.
O super, że się skusiłeś. Tak jak wspomniałem, po seansie kinowym miałem wrażenie, że coś nie zagrało, że Corbijn (przypomnę autor kilku słynnych teledysków Depeche Mode, ale też Nirvany, Metalliki czy Cave'a) przegiął. Ale potem pomyślałem: to przecież troche hołd dla Iana, dla Joyów. Bo mimo, że Unknown Pleasure i Closer to albumy przez fanów oraz krytyków muzyki poważane, będące w poważnych rankingach muzycznych w czołówce, to nie jest to zespół który przeniknął do popkultury jak np Rolling Stones. A przecież płyty Micka Jaggera i spółki pojawiają się w tych wszystkich rankingach, ale sporo niżej. Zresztą JD to też trochę, pewnie dzięki m.in. Tomkowi Beksińskiemu, polski fenomen. Gdzieś tam nawet rzutujący na naszą scenę muzyczną w latach 80tych. Chichotem historii okazało się to, że Ian nie doczekał sławy swojego zespołu. Zarówno późniejszy wielki sukces pozostałem trójki jako New Order, jak i kult Joy Division, który trwa do dziś przyciągając nowe pokolenia (vide twórczość Interpolu), sprawiają jednak, że chłopak wraca

Czy był dupkiem. Pewnie tak. Fajne jest takie zdanie kogoś z "offu", kogoś kto nie jest "związany" z JD. Ma lepszą perspektywę, podświadomie nie broni. Jednak ja zabawie się w adwokata
Chodzi np o wiek Iana. Ja wiem, że wtedy dojrzewano wcześniej, ale mimo wszystko On w momencie śmierci miał tylko... 23 lata. Jak ja sobie przypomne siebie z takiego wieku... Lepiej spuścić zasłonę milczenia. Wiek to jedno, zauroczenie drugie. Szybki ślub, który chyba był błędem i nawet nie dlatego, że nie było uczuć, bo były, ale w takim wieku fascynacje pojawiają się co chwilę. Moim zdaniem tkwienie w tym trójkącie miłosnym w głównej mierze pchnęło Curtisa w objęcia śmierci. Nie żaden strach przed wyprawa za Atlantyk, seans ze Stroszkiem czy epilepsja. Ian miał poczucie winy względem Deborah, wiedział, że ją rani, ale nie miał siły odejść. Oglądając film, pomiędzy kadrami, czytałem książkę. Dlatego nie mogłem mieć żalu do Annik, bo Ona też była tylko częścią greckiej tragedii czy do Iana. Deborah po latach pisząc książkę łączyła lekki żal (jako kobieta odrzucona), ale przede wszystkim dostrzegała geniusz męża. I czuć to ciepło, czuć w jej opowieści pewien rodzaj zrozumienia. I choćby dlatego wracałem do filmu z przyjemnością ze trzy razy. Podobnie jak do książki i tych ostatnich z niej zdań, po tym jak Deborah jako pierwsza znalazła ciało:"Siedziałam w samochodzie i czekałam - nadal byłam w zbyt wielkim szoku, by płakać, ale zdołałam zauważyć, jakby w przebłysku świadomości, że słońce nadal świeci, a wiatr wieje. To był piękny dzień. Zielone liście drzew rosnących na Barton Street odcinał się od niebieskiego, bardzo niebieskiego tła nieba.
Po raz ostatni Ian i ja wyruszaliśmy w przeciwnych kierunkach".
