01-04-2019, 09:40
(01-04-2019, 09:24)truvneeck napisał(a): "Piątki..." to slasher pełną gębą, w której elementem fantastycznym jest osoba zabójcy- niepowstrzymanej maszyny do zabijania, którą można zastrzelić, spalić i utopić, a i tak wróci w kolejnym filmie. "Psychoza" to raczej thriller/dreszczowiec niż horror (poza sceną pod prysznicem mamy pełen suspensu kryminał). A "Krzyk" to z kolei ciekawy przypadek. Teoretycznie slasher, jak "Piątki...", czy "Halloween", sam zabójca jednak nie jest 'nadnaturalny', za to mamy zabieg (niedosłownego) rozbicia czwartej ściany, kiedy bohaterowie rozmawiają właśnie o klasycznych horrorach, schematach postępowań etc. "Krzyk" to taki trochę "Deadpool" slasherów. I ew. to uznałbym za element fantastyczny - nieomal uświadamiania sobie przez postacie, że jest się bohaterem slashera.
Piątek 13-ego to slasher = slasher to horror = Piatek 13-ego to horror. W Piątku 13-ego nie ma żadnych elementów fantastycznych (w drugim zresztą też). "Nieśmiertelny Jason" to części 6-10. W pierwszym była tylko grupa nastolatków mordowanych przez wariatkę nad jeziorem.
Krzyk - to samo, zero elementów fantastycznych, a jest klasyką gatunku.
Z Psychozą rzeczywiście przesadziłem, to dreszczowiec (choć to również prekursor gatunku "slasher"). Koniec końców, gatunek filmowy "horror" rozrósł się, od lat nie musi zawierać elementów fantastyki, więc Gieferg się wygłupił.
