02-04-2019, 19:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-04-2019, 19:16 przez Szczepan600.)
Wtrącę się. Bowiem zagadnienie gatunku jakim jest horror, to jedno z moich zainteresowań. Na start powiem, że "horror to fantastyka grozy" lub "Horror to Thriller z elementami fantastycznymi" to żadna definicja... to żart, a nie próba zrozumienia zjawiska jakim współcześnie jest gatunek Horror. Może była dobrą definicją, gdy Stoker pisał Draculę, a frankenstein dopiero był zszywany z tuszu i papieru. Obecnie to za mało i nie mogę odnaleźć żadnej poważnej publikacji filmoznawczej, która sztywno traktowałaby taką definicję i nie przekształcała jej już w drugim zdaniu pierwszego rozdziału. Co nie znaczy, że nie ma filmów ja wypełniających. Są i ja je lubię nazywać "Horrorcore" (to moje propozycja i nic poważnego). Poza tym mamy całe MASY podgatunków, transformacji, przetworzeń i hybryd. O tak jak koledzy napisali Slasher, gore, cannibal movie i setka innych odmian to nadal Horrory. Tak jak Nu Metal, Black Metal i Power Metal... to nadal Metal :-) Kolejne nazwy mają raczej ułatwić rozeznanie wśród smakoszy i stanowią cześć precyzyjnego słownika kinomanów, a nie jakieś sztywno traktowane gatunki główne (co nie znaczy, ze te odnogi nie mają poświęconych sobie opracowań naukowych). Ktoś stwierdził, że Horror to słowo wytrych i w pewnym sensie ma rację. Mało który gatunek w historii kina pożarł sąsiadujące z sobą gatunku (thriller) i stworzył niemal swobodny byt kulturowy opierający się o poczucie grozy lub strachu. Co w istocie nie jest jakimś głównym celem horroru. Dlatego leksykony, encyklopedie, opracowania i zestawiania są tak niejednorodne i pod mianem Horroru stoi ramie w ramię Egzorcysta, Psychoza, Krzyk i Milczenie Owiec. Bo zaczyna dominować poczucie grozy i ogólny klimat produkcji, a nie założenia fabularne. I w zasadzie to dobrze, bo gatunki umierają z racji potężnych hybrydyzacji, a twórcy scenariuszy mają swobodę twórczą. I tak mogą tworzyć horrory bez elementów fantastyki i dzięki temu zaskakują i tworzą nową jakość. Dlatego "gatunkowość subiektywna" to wcale nie jest jakiś mit czy głupota. To w zasadzie juz istnieje, a kolejne gatunki to tylko naklejki ułatwiające nam identyfikacje elementów dzieła, ale coraz rzadziej jakieś twarde, stałe i niezmienne prawidła.
