28-12-2019, 01:57
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-12-2019, 05:43 przez Szczepan600.)
Oho widzę, że forum nadal w formie i nadal są mielone stare jak świat tematy i dochodzi o pięknego mierzenia genitaliów :-D
Jasne, choćby Jezus-kolekcji przybył i wszystkim wyłożył "co to jest kolekcjonowanie", to nadal byłoby na ten temat kilka różnych opinii. Są całe opracowania książkowe poświęcone kolekcjonowaniu rzeczy i cholera szkoda, że ktoś się tak rozpisywał skoro tutaj tyle gotowych receptur :-)
Aż sobie pozwolę zaśmiecić jeszcze trochę ten temat. No więc... zagadnienie jest szerokie i szukanie jednej "dobrej" definicji mija się z celem. Bo choćby tak proste pytanie jak: "Co kolekcjonujesz?" już rozwidli temat na kilka gałęzi, z których każda będzie pi razy oko dobra (od razu powiem, że odpowiedź "filmy" to nie odpowiedź w tym przypadku :-))
Dlatego jeżeli szukamy PROSTEJ odpowiedzi, to kolekcjonera nie należy szukać w jakości czy ilości przedmiotów. Bo zaraz mogłoby się okazać, że wymogi będą dyktować ludzie z grubym portfelem lub tacy, którzy radzą sobie z językami obcymi. Zmiennych, jak pisałem, jest dużo... ale potrzeba "nobilitacji" to zazwyczaj stała w takich środowiskach. Należy więc podejść od innej strony. I w MOJEJ OPINII kolekcjonera wyznacza poświęcenie, upór i szacunek względem swojego zbioru.
Bo czy kolekcjonerem będzie ktoś, z całym Criterionem i wszystkim z Korei, bo kupił to w miesiąc, gdyż jest milionerem? Czy osoba kupująca filmy na tony, nie oglądająca ich i tylko rzucająca na stos jest kolekcjonerem? A może ktoś, kto kupuje filmy od tak sobie czasami, by obejrzeć... od 20 lat i ma powiedzmy 600 tytułów, ale w zasadzie ma je, bo ma??? No takich "prostych przykładów" można wypisywać na całe strony A4, ale zmierzam do tego, że ostatecznie "na oko" widać, kto kolekcjonuje, a kto "zbiera" (już będę się trzymał używanego tu nazewnictwa).
Kolekcjoner poświęca się dla swojej kolekcji. Czy to szuka wydań, czy po prostu poświęca na to finanse... jakoś się poświęca. Poświęca swój czas by te filmy obejrzeć i by coś o nich wiedzieć. Poświęcą miejsce. Nie jest osobą, która jest laikiem w temacie. Zna źródła kolekcjonowanych przedmiotów, ich wartość, twórców i inne takie. Często też ma rozeznanie w przedmiotach, których akurat nie zbiera, ale z racji "eksperstwa" poświęca czas na naukę o nich. Poświęca się na wielu polach. Długo można by pisać. Ale by to zaistniało musi mieć jakiś upór. Musi to lubić i ciągnąc latami. Tak, by w pewnym sensie udowodnić podejście do tematu. Wysunąć je ponad "chwilowa fascynację" czy "słomiany zapał". Serio po stworzeniu materiału o moich zbiorach dostałem sporo wiadomości typu "Czy zbieranie filmów się nie nudzi?" albo "Jestem lepszy, bo zbieram rok i mam już 1000 filmów". No nikt nie brzmiał jak chociażby zalążek prawdziwego kolekcjonera. A co najwyżej dzieci, które sprzedadzą zbiory, gdy będą "passe". Więc często to właśnie ten upór lub czas zdeterminuje, kto faktycznie "kolekcjonuje|. No i finalnie... Kolekcjoner dba o zbiory. To nie wieża filmów pokoju obok grzejnika albo jakaś szafa wypchana filmami i zamknięta na siłę. Kolekcjonerom zależy na dobrej prezentacji, zadbaniu i poukładaniu zbiorów. Czasami nawet na ich "wyczyszczeniu" jeżeli uaktualnił formaty czy coś w tym stylu. Tak więc kolekcjoner jest po prostu ZAANGAŻOWANY i daleki od ignorancji w temacie.
Ale czy to wszystko oznacza, że kolekcjoner to chodzący ideał? Jakiś Jedi przedmiotów? NO NIE! Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że w końcu każdy łapie w tej materii luz i z laika staje się ekspertem, potem sztywnym mistrzem, a na końcu ma w zasadzie wywalone na łatki i kieruje się doświadczeniem oraz instynktem. Dlatego kolekcjoner może czasami kupić coś dla funu (bez sprawdzenia miliona opcji) lub może sobie wymyślić zbieranie dziwnego, dalekiego od jakości czy wartości crapu (nie umniejszając zbytnio... np. Snappery lub fizyczne wydania filmów z Public domain). Ważne by miał przy tym ubaw i był w pełni zaangażowany. Poświęcenie, upór i szacunek. I wiem... trudno wtedy zidentyfikować tych "prawdziwych kolekcjonerów", bo nie można nikomu wytknąć w zasadzie wydania z biedronki, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo i bez poświęcenia czasu, by tak sobie rzucać "przydomkami" ;-)
Jasne, choćby Jezus-kolekcji przybył i wszystkim wyłożył "co to jest kolekcjonowanie", to nadal byłoby na ten temat kilka różnych opinii. Są całe opracowania książkowe poświęcone kolekcjonowaniu rzeczy i cholera szkoda, że ktoś się tak rozpisywał skoro tutaj tyle gotowych receptur :-)
Aż sobie pozwolę zaśmiecić jeszcze trochę ten temat. No więc... zagadnienie jest szerokie i szukanie jednej "dobrej" definicji mija się z celem. Bo choćby tak proste pytanie jak: "Co kolekcjonujesz?" już rozwidli temat na kilka gałęzi, z których każda będzie pi razy oko dobra (od razu powiem, że odpowiedź "filmy" to nie odpowiedź w tym przypadku :-))
Dlatego jeżeli szukamy PROSTEJ odpowiedzi, to kolekcjonera nie należy szukać w jakości czy ilości przedmiotów. Bo zaraz mogłoby się okazać, że wymogi będą dyktować ludzie z grubym portfelem lub tacy, którzy radzą sobie z językami obcymi. Zmiennych, jak pisałem, jest dużo... ale potrzeba "nobilitacji" to zazwyczaj stała w takich środowiskach. Należy więc podejść od innej strony. I w MOJEJ OPINII kolekcjonera wyznacza poświęcenie, upór i szacunek względem swojego zbioru.
Bo czy kolekcjonerem będzie ktoś, z całym Criterionem i wszystkim z Korei, bo kupił to w miesiąc, gdyż jest milionerem? Czy osoba kupująca filmy na tony, nie oglądająca ich i tylko rzucająca na stos jest kolekcjonerem? A może ktoś, kto kupuje filmy od tak sobie czasami, by obejrzeć... od 20 lat i ma powiedzmy 600 tytułów, ale w zasadzie ma je, bo ma??? No takich "prostych przykładów" można wypisywać na całe strony A4, ale zmierzam do tego, że ostatecznie "na oko" widać, kto kolekcjonuje, a kto "zbiera" (już będę się trzymał używanego tu nazewnictwa).
Kolekcjoner poświęca się dla swojej kolekcji. Czy to szuka wydań, czy po prostu poświęca na to finanse... jakoś się poświęca. Poświęca swój czas by te filmy obejrzeć i by coś o nich wiedzieć. Poświęcą miejsce. Nie jest osobą, która jest laikiem w temacie. Zna źródła kolekcjonowanych przedmiotów, ich wartość, twórców i inne takie. Często też ma rozeznanie w przedmiotach, których akurat nie zbiera, ale z racji "eksperstwa" poświęca czas na naukę o nich. Poświęca się na wielu polach. Długo można by pisać. Ale by to zaistniało musi mieć jakiś upór. Musi to lubić i ciągnąc latami. Tak, by w pewnym sensie udowodnić podejście do tematu. Wysunąć je ponad "chwilowa fascynację" czy "słomiany zapał". Serio po stworzeniu materiału o moich zbiorach dostałem sporo wiadomości typu "Czy zbieranie filmów się nie nudzi?" albo "Jestem lepszy, bo zbieram rok i mam już 1000 filmów". No nikt nie brzmiał jak chociażby zalążek prawdziwego kolekcjonera. A co najwyżej dzieci, które sprzedadzą zbiory, gdy będą "passe". Więc często to właśnie ten upór lub czas zdeterminuje, kto faktycznie "kolekcjonuje|. No i finalnie... Kolekcjoner dba o zbiory. To nie wieża filmów pokoju obok grzejnika albo jakaś szafa wypchana filmami i zamknięta na siłę. Kolekcjonerom zależy na dobrej prezentacji, zadbaniu i poukładaniu zbiorów. Czasami nawet na ich "wyczyszczeniu" jeżeli uaktualnił formaty czy coś w tym stylu. Tak więc kolekcjoner jest po prostu ZAANGAŻOWANY i daleki od ignorancji w temacie.
Ale czy to wszystko oznacza, że kolekcjoner to chodzący ideał? Jakiś Jedi przedmiotów? NO NIE! Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że w końcu każdy łapie w tej materii luz i z laika staje się ekspertem, potem sztywnym mistrzem, a na końcu ma w zasadzie wywalone na łatki i kieruje się doświadczeniem oraz instynktem. Dlatego kolekcjoner może czasami kupić coś dla funu (bez sprawdzenia miliona opcji) lub może sobie wymyślić zbieranie dziwnego, dalekiego od jakości czy wartości crapu (nie umniejszając zbytnio... np. Snappery lub fizyczne wydania filmów z Public domain). Ważne by miał przy tym ubaw i był w pełni zaangażowany. Poświęcenie, upór i szacunek. I wiem... trudno wtedy zidentyfikować tych "prawdziwych kolekcjonerów", bo nie można nikomu wytknąć w zasadzie wydania z biedronki, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo i bez poświęcenia czasu, by tak sobie rzucać "przydomkami" ;-)
