28-03-2015, 11:35
Nareszcie i w koncu skonczylam czytanie mojej pierwszej i zapewne nie ostatniej ksiazki o jednym z najlepszych rockowych zespolow wszech czasow czyli grupie Queen. Byla to ksiazka Petera Hincea - "Queen. Nieznana historia". Biorac pod uwage, ze byla to moja pierwsza ksiazka poswiecona zespolowi Queen, to z cala pewnoscia musze stwierdzic, ze dowiedzialam sie kilku nowych rzeczy odnosnie jej czlonkow, a przede wszystkim o trasach koncertowych, o ich realizacji, przebiegu, o pocie i lzach ekipy technicznej, ale wszystko od poczatku.
Peter Hince, autor ksiazki byl czlonkiem ekipy technicznej od poczatku lat siedemdziesiatych, odpowiedzialnej za sprzet, jego zaladunek i transport, a przede wszystkim za gitare basisty Queen, Johna Deacona.
Nie bede wdawac sie w szczegoly, na wypadek gdyby ktos nie czytal ksiazki, a mial taki zamiar. Moim zdaniem jednak, zbyt duzo jest Petera Hincea, w ksiazce Petera Hincea. Jak kolwiek dziwnie to brzmi, odnioslam wrazenie, ze pomimo opowiesci o rockowym zywocie zespolu i ekipy, o paru ciekawostkach zwiazanych z zespolem, jest to swoista opwiesc o 10 latach z zycie Hincea, a ze pracowal on wtedy dla Queen, to wspomnial pare slow i o nich. Odnioslam takze wrazenie, ze pomimo szacunku z jakim wypowiada sie o samym liderze Freddiem, to chyba nizbyt za nim przepadal. Mozna to wyczuc w sposobie, jakim o nim pisal.
Ogolnie rzecz ujmujac ksiazka dobra, warta polecenia jako ciekawosta, ale bez rewelacji.
Peter Hince, autor ksiazki byl czlonkiem ekipy technicznej od poczatku lat siedemdziesiatych, odpowiedzialnej za sprzet, jego zaladunek i transport, a przede wszystkim za gitare basisty Queen, Johna Deacona.
Nie bede wdawac sie w szczegoly, na wypadek gdyby ktos nie czytal ksiazki, a mial taki zamiar. Moim zdaniem jednak, zbyt duzo jest Petera Hincea, w ksiazce Petera Hincea. Jak kolwiek dziwnie to brzmi, odnioslam wrazenie, ze pomimo opowiesci o rockowym zywocie zespolu i ekipy, o paru ciekawostkach zwiazanych z zespolem, jest to swoista opwiesc o 10 latach z zycie Hincea, a ze pracowal on wtedy dla Queen, to wspomnial pare slow i o nich. Odnioslam takze wrazenie, ze pomimo szacunku z jakim wypowiada sie o samym liderze Freddiem, to chyba nizbyt za nim przepadal. Mozna to wyczuc w sposobie, jakim o nim pisal.
Ogolnie rzecz ujmujac ksiazka dobra, warta polecenia jako ciekawosta, ale bez rewelacji.
