GOTG#3 dupy nie urwało i chyba Gunn tez mi się już trochę przejadł.
Ogólnie całość jedzie na tym, że ma takich, a nie innych bohaterów, ale choć ogląda się niby nieźle to jednak czuć zmęczenie materiału. Łzawy i turbo-przewidywalny wątek zwierzaczków mnie specjalnie nie poruszył, villain był taki se, Warlock to już w ogóle nie wiem po co się tu musiał pojawić, a wątek Quill-Gamora w sumie do niczego ciekawego nie prowadzi. Humor częściej chybiony niż trafiony, a muzyka najsłabsza z całej serii. Na domiar złego trzeci akt to jedna wielka dłużyzna z przebłyskiem w postaci fajnej bitki w korytarzu (w sumei finał dwójki był podobny pod tym względem więc bez zaskoczeń). Co najgorsze, nie miałem poczucia, że zakończenie jest jakimś naturalnym efektem tego, co zobaczyliśmy, to było bardziej takie "no dobra, koniec imprezy, rozejść się". Aha, ok.
Tak więc niby fajne, ale nie za bardzo, choć wciąż lepsze niż większość post-endgame'owego MCU ale lepiej mi się oglądało drugiego Strange'a.
Ot, takie 6-7/10, raz się skłaniam ku niższej, raz ku wyższej ocenie, drugi seans zdecyduje.
Ogólnie całość jedzie na tym, że ma takich, a nie innych bohaterów, ale choć ogląda się niby nieźle to jednak czuć zmęczenie materiału. Łzawy i turbo-przewidywalny wątek zwierzaczków mnie specjalnie nie poruszył, villain był taki se, Warlock to już w ogóle nie wiem po co się tu musiał pojawić, a wątek Quill-Gamora w sumie do niczego ciekawego nie prowadzi. Humor częściej chybiony niż trafiony, a muzyka najsłabsza z całej serii. Na domiar złego trzeci akt to jedna wielka dłużyzna z przebłyskiem w postaci fajnej bitki w korytarzu (w sumei finał dwójki był podobny pod tym względem więc bez zaskoczeń). Co najgorsze, nie miałem poczucia, że zakończenie jest jakimś naturalnym efektem tego, co zobaczyliśmy, to było bardziej takie "no dobra, koniec imprezy, rozejść się". Aha, ok.
Tak więc niby fajne, ale nie za bardzo, choć wciąż lepsze niż większość post-endgame'owego MCU ale lepiej mi się oglądało drugiego Strange'a.
Ot, takie 6-7/10, raz się skłaniam ku niższej, raz ku wyższej ocenie, drugi seans zdecyduje.
