(31-05-2026, 19:30)Altair napisał(a): U mnie czeka na seans Bez przebaczenia w 4K, a ulubiony film z Clintem to Ucieczka z Alcatraz.Nice. Mój ulubiony film z Clintem to bezapelacyjnie Dobry, zły i brzydki (1966), a przez niego wyreżyserowany to Za wszelką cenę (2004).
Wczoraj zamiast płyty podłączyłem dysk i w końcu powtórzyłem - po ponad 14 latach od pierwszego kontaktu w tv - Doskonały świat (1993). Dobre kino drogi z świetnym Costnerem, subtelnym humorem i znakomitą, trzymającą za jaja sceną u czarnej rodzinki. Wprawdzie nie podzielam zachwytów nad całością (z lat 90. to jedno z jego mniej angażujących mnie dokonań), ale dobrze było go sobie odświeżyć, bo być może jak już skończę całą jego filmografię to zrobię jakiś ranking na filmwebie, skoro dodali niedawno taką funkcję.
Wracając jeszcze na chwilę do Clinta, poniżej krótka historia mojego uwielbienia "Człowieka bez imienia".
Gdzieś w 2005-2006 na tvn miała się odbyć premiera telewizyjna Rzeki tajemnic, którą reklamowano "nowy film Clinta Eastwooda". Moją reakcją było: "Co? To Eastwood nie tylko gra w filmach, ale jest też reżyserem?" (kojarzyłem go wtedy głównie jako "tego, który gra kowboja w westernach i Brudnego Harry'ego"). Zaintrygowany przysiadłem do piątkowego Superkina i film zmiótł mnie z planszy. Byłem zachwycony do tego stopnia, że był on jednym z pierwszych tytułów ocenionych przeze mnie na filmwebie (gdy założyłem konto) na 10/10 z serduszkiem i trafił do listy moich ulubionych. Niedługi czas później brat cioteczny strasznie polecał mi jego kolejny film - Za wszelką cenę. Powiedział, że to najlepszy film o boksie, zdecydowanie lepszy - bo bardziej realistyczny i emocjonalny - od Rocky'ego (którego uwielbiałem). Gdy nadarzyła się okazja i ktoś pożyczył nam gazetowe DVD przysiadłem do seansu z mamą i braćmi... Od momentu, w którym Maggie wspomina imię pupila siedziałem z zaciśniętym gardłem do samego końca, a gdy zaczęły się napisy końcowe wstałem, poszedłem do łazienki i rozkleiłem się jak na mało którym filmie. Po tych dwóch arcydziełach Clint stał się moim ulubionym reżyserem i tak jest po dziś dzień. W latach 2003-2006 zdarzyło mi się dostać/ kupić miesięcznik film z jakimś hitem na okładce, który mnie interesował, ale dopiero ta okładka ze stycznia 2007 roku...
![[Obrazek: 352x500.jpg]](https://s.lubimyczytac.pl/upload/books/84000/84125/352x500.jpg)
...sprawiła, że zacząłem kupować go regularnie (z braku kasy/ czasu chyba mam kilka braków w roczniku 2009, ale lata 2007-2008 i 2010-2012 mam kompletne). Gdy w sierpniu 2007 roku w moim domu pojawił się Internet założyłem konto na filmwebie i chyba mogę stwierdzić, że to wtedy poczułem się kinomanem, młodym gnojkiem, który ciągle chciał zgłębiać historię kina, techniki filmowe i oglądać jak najwięcej filmów
Od tamtej pory - czyli blisko dwie dekady - staram się nadrobić wszystko, co Clint stworzył, a po tym jak dowiedziałem się, że nie tylko w filmach grał i je kręcił, ale też je produkował i komponował do nich muzykę + po zapoznaniu się z Trylogią Dolara Sergio Leone latem 2009 roku, Eastwood przestał być jedynie moim ulubionym reżyserem, ale także aktorem (nie interesuje mnie to, że są mistrzowie z większym zasięgiem i lepszym warsztatem, nawet będąc człowiekiem dwóch min - w kapeluszu i bez kapelusza - można kraść dla siebie ekran) i ulubioną osobą związaną ze światem filmu w ogóle. Dla mnie, nie ma większego mistrza niż Clint 
