27-12-2019, 16:47
A gdzie tu film jako "twórczość artystyczna" w tym całym kolekcjonowaniu? 
Wychodzi na to, że dla kolekcjonerów liczą się wyłącznie zbiory składające się z wypasionych wydań, a pozostałe to mało warty 'chłam", który prędzej czy później wyląduje w koszu w MM lub biedronce.
Sam posiadam dokładnie 116 filmów wydanych w "puszkach". Rzeczywiście, może i przyjemniej się z nimi obcuje... jako wydania kolekcjonerskie często nazywane też ekskluzywnymi może i przedstawiają większą wartość, ale... też wiele z nich można było później uświadczyć w koszach w MM za 20 - 30 zł, nawet obecnie przed i po Świętach.
Zmierzam do tego, że dla znawców to zapewne stanowi jakąś tam wartość kolekcjonerską, jak też inne rzeczy, które się zbiera, warte tyle, ile kiedyś później ktoś będzie chciał za nie dać lub tyle, ile dany kolekcjoner będzie w takim całym zbiorze upatrywał wartości ze swoich własnych pobudek (upodobanie, sentyment, chęć obcowania / otaczania się czymś w jego mniemaniu bardziej wartościowym, czy coś tam jeszcze...).
Pytanie zatem, czy tak do końca warto? Może jednak lepiej obejrzeć 10 filmów zamiast jednego w wypasionym wydaniu, które później tak samo równo będzie się kurzyło na półce jak te 10 innych "plastików".

Wychodzi na to, że dla kolekcjonerów liczą się wyłącznie zbiory składające się z wypasionych wydań, a pozostałe to mało warty 'chłam", który prędzej czy później wyląduje w koszu w MM lub biedronce.
Sam posiadam dokładnie 116 filmów wydanych w "puszkach". Rzeczywiście, może i przyjemniej się z nimi obcuje... jako wydania kolekcjonerskie często nazywane też ekskluzywnymi może i przedstawiają większą wartość, ale... też wiele z nich można było później uświadczyć w koszach w MM za 20 - 30 zł, nawet obecnie przed i po Świętach.
Zmierzam do tego, że dla znawców to zapewne stanowi jakąś tam wartość kolekcjonerską, jak też inne rzeczy, które się zbiera, warte tyle, ile kiedyś później ktoś będzie chciał za nie dać lub tyle, ile dany kolekcjoner będzie w takim całym zbiorze upatrywał wartości ze swoich własnych pobudek (upodobanie, sentyment, chęć obcowania / otaczania się czymś w jego mniemaniu bardziej wartościowym, czy coś tam jeszcze...).
Pytanie zatem, czy tak do końca warto? Może jednak lepiej obejrzeć 10 filmów zamiast jednego w wypasionym wydaniu, które później tak samo równo będzie się kurzyło na półce jak te 10 innych "plastików".
