05-12-2018, 16:20
"Mothra vs Godzilla" z 1964r. - pod względem klimatu, atmosfery, i odczucia, że przerośnięty post-atomowy jaszczur z każdym kolejnym swym krokiem roztacza wokół siebie ścianę niewyobrażalnego zniszczenia, na pewno nie była tym samym, tym czymś niezwykłym, co pierwsza produkcja z 1954r. z Godzillą w roli głównej. Pojedynek z Mothrą - ni to motylem, ni to ćmą zajmował mały procent nieco młodszego filmu, który wczoraj obejrzałem . Zanim jednak do pojedynku doszło, Godzilla zaliczył kilka niewytłumaczalnych, solidnych wpadek: dziwna utrata równowagi, przewracanie się o byle co, stąpanie po podłożu, jakby stworowi coś dolegało; nie wiem, co Ishiro Honda chciał przez to osiągnąć, ale wyglądało to komicznie. Jednak jak to w przypadku Godzilli bywa i w tej produkcji z 1964r. Godzilla okazał się praktycznie niezniszczalny. Sercem filmu były ludzkie jednostki. Poszczególne postacie chciały wykorzystać gigantyczne jajo Mothry dla zysku, jednakże reszta chroniła je - w końcu coś musiało się z niego wykluć i pokonać Godzillę.
Zapewne w kolejnym chronologicznie dziele, z niniejszego cyklu - po starciu z Mothrą - Jaszczura obudzi niby przypadkowa eksplozja, osunięcie Ziemi, czy jakieś inne sztuczne lub naturalne kataklizmy. Godzilla to krocząca machina zagłady, niezniszczalna, niezatapialna gadzina!
Zapewne w kolejnym chronologicznie dziele, z niniejszego cyklu - po starciu z Mothrą - Jaszczura obudzi niby przypadkowa eksplozja, osunięcie Ziemi, czy jakieś inne sztuczne lub naturalne kataklizmy. Godzilla to krocząca machina zagłady, niezniszczalna, niezatapialna gadzina!
