19-08-2018, 17:56
Odkurzyłem kolejne dwie części sagi, czyli Mission: Impossible 2 z 2000 roku oraz trójkę z 2006.
O ile pierwsza część zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, film owszem, nieco się zestarzał, ale nadal jest to świetne widowisko, które ogląda się z zapartym tchem, to druga część wzbudziła całkowicie odmienne odczucia. Zapewne główna zasługa za takie wrażenia przysługuje osobie reżysera. John Woo znany jest ze swoich manier i owszem, ma parę ciekawych filmów na koncie, ale MI do nich się nie zalicza. Co więc tutaj otrzymujemy? Oczywiście nagromadzenie spowolnień, często w momentach gdzie zupełnie nie pasują. Muszą także być obowiązkowe gołąbki, a scena z płonącymi drzwiami i wylatującym białym gołębiem jest kiczowata aż do bólu. Do tego dziwaczne "karate", idealna celność nawet z motoru i zderzanie się w powietrzu. Niby to miały być sceny zapierające dech w piersiach, a powodują jedynie uśmiech politowania. Scena spotkania na przystani jest tak rozwleczona że aż strach, a do tego powiewająca apaszka i jej złapanie... Tragedia... Dodatkowo film jest po prostu strasznie nudny i przez te idiotyczne sceny do tego okropnie się ciągnie. I jeszcze przesada z maskami, czy ten sztuczny romans... Uczciwie należy jednak dodać, że parę niezłych scen także tu się znalazło, ale niestety, przeważają ogólnie negatywne odczucia.
Za trójkę odpowiada J.J. Abrams, i na szczęście stanął na wysokości zadania. Tutaj otrzymujemy kino akcji przygotowane z rozmachem, wiele się dzieje, akcja pędzi na złamanie karku, są spokojniejsze momenty, ale nie ma czasu na nudę. ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a do tego film sporo wnosi do uniwersum i tworzy podwaliny choćby dla najnowszej odsłony. Bezsprzecznie warto obejrzeć.
O ile pierwsza część zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, film owszem, nieco się zestarzał, ale nadal jest to świetne widowisko, które ogląda się z zapartym tchem, to druga część wzbudziła całkowicie odmienne odczucia. Zapewne główna zasługa za takie wrażenia przysługuje osobie reżysera. John Woo znany jest ze swoich manier i owszem, ma parę ciekawych filmów na koncie, ale MI do nich się nie zalicza. Co więc tutaj otrzymujemy? Oczywiście nagromadzenie spowolnień, często w momentach gdzie zupełnie nie pasują. Muszą także być obowiązkowe gołąbki, a scena z płonącymi drzwiami i wylatującym białym gołębiem jest kiczowata aż do bólu. Do tego dziwaczne "karate", idealna celność nawet z motoru i zderzanie się w powietrzu. Niby to miały być sceny zapierające dech w piersiach, a powodują jedynie uśmiech politowania. Scena spotkania na przystani jest tak rozwleczona że aż strach, a do tego powiewająca apaszka i jej złapanie... Tragedia... Dodatkowo film jest po prostu strasznie nudny i przez te idiotyczne sceny do tego okropnie się ciągnie. I jeszcze przesada z maskami, czy ten sztuczny romans... Uczciwie należy jednak dodać, że parę niezłych scen także tu się znalazło, ale niestety, przeważają ogólnie negatywne odczucia.
Za trójkę odpowiada J.J. Abrams, i na szczęście stanął na wysokości zadania. Tutaj otrzymujemy kino akcji przygotowane z rozmachem, wiele się dzieje, akcja pędzi na złamanie karku, są spokojniejsze momenty, ale nie ma czasu na nudę. ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a do tego film sporo wnosi do uniwersum i tworzy podwaliny choćby dla najnowszej odsłony. Bezsprzecznie warto obejrzeć.
