30-07-2023, 12:29
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30-07-2023, 12:36 przez ILSA FAUST.)
Skoro jesteśmy w wątku o merytorycznej dyskusji na temat filmów z serii MISSION IMPOSSIBLE, polecam bardzo dobry artykuł ze strony głównej Filmożerców jeśli fanom serii MI umknął:
https://filmozercy.com/wpis/mission-accomplished-ewolucja-serii-mission-impossible-czesc-i
--------------------------------------------------------------
Zapraszam do merytorycznej dyskusji nt. artykułu
--------------------------------------------------------------
Może zacznę dyskusję moimi przemyśleniami nt. artykułu Pana Redaktora
oraz moimi wrażeniami z seansów pierwszej partii antologii MI (1-2-3),
ILSA FAUST
---------------------------------
ARCHIWA IMF:
Dobrze napisany artykuł Redaktora, dobry wstęp do Antologii serii MISSION IMPOSSIBLE, w uzupełnieniu dodam od siebie własne odczucia, że MI:1 z 1996 roku to była odpowiedź na serię Bonda, odpowiedź na Goldeneye z 1995 roku gdzie franczyzę odświeża Pierce Brosnan i robi to dobrze. Pamiętam obie premiery z tamtych lat…o ile po Bondzie nie było niespodzianki tylko Brosnan przeniósł nieoglądalną już serię na poziom „oglądalności” co też potem Brosnan pociągnął 3 razy zanim Craig przejął pałeczkę….i zrobił to jeszcze lepiej….(może nie taki przystojny jak Brosnan ale Craig to najlepszy Bond EVER….jak dotąd), o tyle premiera MI:1 bo był bardzo świeży MIX kina szpiegowskiego z kinem akcji…to samo potem zrobił Matt Damon w 2002 rok z serią Bourne’a. Problemy na planie MI:1 spowodowane ciągłym napięciem pomiędzy Tomkiem a De Palmą…rosły i rosły….marzeniem Tomka był Sydney Pollack i nowe 3 Dni Kondora…dzięki uporowi Tomka mamy to…nie sądzę aby Pollack zgodził się zrobić kopię Condora…a, a De Palma niejako oddał hołd Pollackowi…nie mając wyjścia aby Tomek mu odpuścił inne kwestie na planie….finalnie połowa filmu jest w klimacie genialnego Condora a druga połowa w klimacie….Luca Bessona. Tak, to przez tę „mordę” (w jakże pozytywnym sensie) Jeana Reno...świeżo po genialnym Leonie Zawodowcu, wcześniej jako Victor the Cleaner w Nikicie…Jak ktoś oglądał Mission Impossible pierwszy raz w XXI wieku…(niektórzy młodzi adepci kina dowiedzieli się o MI ze Shreka i sceny z Pinokio) nie będąc w 1996 w kinie, to po kultowym Leonie to Jean Reno był wtedy przeciwwagą w tym filmie dla Tomka Kruza a nie świetnie grający John Voight…Cała postać, mimika Franza Kriegera (Reno w MI:1) to ten sam Victor, Leon a nawet trochę Godfryd z Gości Gości…w MI:1 Reno gra oczywiście bardziej w stylu swojej postaci Vincenta z Ronina (1998) ale to raczej Ronin jest tak dobry bo Vincent to nie kto inny jak klon Kriegera z MI:1 (1996)….Mina Reno po wlocie helikopterem do tunelu…bezcenna…
![[Obrazek: attachment.php?aid=1755]](https://forum.filmozercy.com/attachment.php?aid=1755)
Finalnie pierwszy Mission Impossible to najlepszy dla mnie film z całej serii, ponieważ problemy na planie spowodowały, że nie dostaliśmy kolejnego Scarface/Serpico (i bardzo dobrze, bo to inne, wspaniałe, ale gangsterskie kino) tylko porządne kino szpiegowskie w stylu Condora z Redfordem ale okraszone trzema zaledwie sekwencjami akcji…gdzie ekran kradnie Jean Reno a cały czas Tomek Kruz…oraz genialnymi sekwencjami muzycznymi Dannego Elfmana (także najlepszy score z całej serii MI) z motywem przewodnim umiejętnie wplecionym w score…
Świeżość MI:1 z 1996 roku oraz genialny efekt końcowy na ekranie uderzył mocno do głowy Tomkowi i poszedł za ciosem rozkręcając franczyzę, którą uwielbiamy do dzisiaj…ale popełnił fatalny błąd, realizując jakieś tam „marzenia” aktorskie w drugiej części, próbując zrobić niepotrzebnie „kino kopane” (Tomek chciał się popisać, że też z niego może być taki prawie Van-Damme), które nijak nie pasuje do formatu organizacji IMF…dlatego też większość ludzi z MI:2 pamięta tylko scenę ze skałkami w prologu…która poza tym że jest widowiskowa nic a nic nie wnosi do filmu…ot taka pocztówka z urlopu Tomka…a inni pamiętają scenę z apaszką…ja pamiętam z kolei z tego filmu, że najlepszą rolę zagrała w nim LISA GERRARD…, która razem z Hansem Zimmerem stworzyła kilka genialnych sekwencji wokalko-muzycznych, które ratują ten film…niestety najgorszy z całej serii Mission Impossible…Tandem Zimmera oraz Gerrard niejako jako „odrzut” materiału muzycznego z Gladiatora Scotta, wynosi ten film na miano oglądalnego…widowiskowa scena „car dance” oraz scena ucieczki Tomka z wieżowca, poprzez naprędce zrobiony wyłom w metrowym żelbecie i skok ze spadochronem, okraszone wokalem LISY GERRARD (tylko ona ma taki głos na całym świecie), to wizualno-soniczne arcydzieła…gdzie reszta filmu oraz reszta score’a są po prostu marne…ale oglądalne, dlatego MI:2 to najgorszy film z serii…zresztą pokazał to box-office i recenzje…i franczyza została mocno zagrożona przez fatalny dobór reżysera i elementy kina kopanego klasy B…shame…
![[Obrazek: attachment.php?aid=1756]](https://forum.filmozercy.com/attachment.php?aid=1756)
W kolei bardzo ryzykowny ruch Tomka i genialny dobór reżysera JJ Ambramsa w MI:3 ratuje całą serię Mission Impossible, dzięki czemu franczyza funkcjonuje do dzisiaj…Abrams to był bardzo ryzykowny ruch, bo był to ….debiut JJ-a jako reżysera na dużym ekranie…ale to właśnie świetnie nakręcony i wyprodukowany przez BAD ROBOT (firma JJ-a) serial ALIAS był tym zapalnikiem dla MI:3…gdzie klimat ALIAS sączy się przez cały film…przywracając MI:3 na prawidłowe tory kina szpiegowskiego…z elementami akcji a nie odwrotnie….a fakt, że „debiutant” Abrams ale z dużym warsztatem ALIAS, podchodził do swojej roli jako do życiowej roli…Abrams kręcił film jako fan MI:1 oraz fan Tomka Kruza…a Tomek potrzebował gościa, który wykona jego rozkazy (De Palma nie dał mu swobody z kolei Tomek dał Woo za dużo swobody) i Tomek robi swoje wyczyny a Abrams daje warsztat i powstaje najlepsza po MI:1 odsłona serii w części szpiegowskiej…gdyby nie pojawienie się ILSY FAUST (tak to ja) w MI:5, która odświeża serię ponownie, to MI:3 byłaby na drugiej pozycji z całej serii w rankingu IMF…
MI:3 jest tak dobre bo naprawia wszystkie pomyłki Woo z MI:2 – przywraca klimat kina szpiegowskiego akcją odbicia uczennicy Tomka w Berlinie oraz wątkiem prywatnym z Michele Monaghan, która w 20 sekund szkoli się z użycia broni a potem radzi sobie z nią lepiej od samego Tomka…oraz ten czarny charakter (najlepszy z całej serii MI) po którym zostaje tylko but…poje…ny geniusz zła…przez to wszystko film jest mocno dynamiczny i ratuje całą serię….bo to jest spy movie a Tomek ma także wolną rękę do swoich kolejnych popisów czy to w scenie z wiatrakami czy też w scenie wybuchu na moście…odbicie konwoju….genialne…
![[Obrazek: attachment.php?aid=1757]](https://forum.filmozercy.com/attachment.php?aid=1757)
Jednakże film kradną dwie kobiety – agentka Lindsay, którą Tomek ratuje i traci…oraz dziewczyna a potem żonka Julia, która czuje że traci Tomka…który żyje w innym świecie…odzyskuje go na „ślubnym” kobiercu, potem musi go „uśmiercić” odpowiednim voltażem tylko po to aby „uratować” mu życie poprzez akt rezurekcji…genialne...gdzie Tomek po zmartwychwstaniu od razu łapie za broń jak po przebudzeniu o 4 rano po przerwanej misji w MI:1 – dla mnie to taki łącznik pomiędzy filmami ….tak to ten sam Tomek z MI:1….a już bałem że zapuścił te włosy z MI:2 na zawsze… MI:2 nie musiało nawet nigdy powstać ale człowiek uczy się na błędach…może dzięki „skopanemu” Woo mamy lepszę serię…ta sobie to tłumaczę. Pamiętajmy, że misja niemożliwa była bardzo trudna, bo po porażce MI:2 (2000) mieliśmy dwie genialne odsłony Jasona Bourne’a (2002 oraz 2004) gdzie MI:3 (2006) odpowiedziało doskonale na projekt TREADSTONE, że Ethan Hunt ma się dobrze i jest w stanie konkurować z Bournem i Bondem Brosnanem….pamiętajmy, że MI:3 jest w kinach pół roku przed fenomenalnym restartem serii Bonda przez Daniela Craiga w Casino Royale (2006)…przypadek i zarazem nauczka, że po Casino Royale trzeba było dopracować Ghost Protocol…ale to będzie w drugiej części artykułu Redaktora jak mniemam.
![[Obrazek: attachment.php?aid=1758]](https://forum.filmozercy.com/attachment.php?aid=1758)
W oczekiwaniu na artykuł Redaktora Part 2 oraz Part 3….
Prezentuję ranking IMF dla serii MI:
(1) MI:1 (10/10) (10 pkt. za CONDORA, JEANA RENO oraz ELFMANA)
(2) MI:7 (08/10) (8 pkt. za ILSĘ FAUST)
(3) MI:6 (08/10) (8 pkt. za ILSĘ FAUST)
(4) MI:5 (08/10) (8 pkt. za ILSĘ FAUST)
(5) MI:3 (08/10) (aż 8 pkt. za JJ ABRAMSA i uratowanie serii)
(6) MI:4 (07/10) (tylko 7 pkt. za wyrzucenie prze okno LEY’I SEYDOUX)
(7) MI:2 (07/10) (aż 7 pkt. za główną rolę LISY GERRAD)
--------------------------------
Ranking Spy Blockbusters:
(1) Mission Impossible (real Blockuster)
(2) Bond (Brosnan & Craig only) (poprzenie Bondy są nieoglądalne)
(3) Jason Bourne (świeże spojrzenie na kino szpiegowskie)
(4) Jack Ryan (Harrison Ford a potem w każdym Ryanie inny aktor…taka strata...)
(5) Johnny English
Best Spy movie ever: Tinker Tailor Soldier Spy
-------------------------------------------------------
this message will self-destruct in 5 seconds...
--------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------
Zapraszam do merytorycznej dyskusji nt. artykułu
--------------------------------------------------------------
https://filmozercy.com/wpis/mission-accomplished-ewolucja-serii-mission-impossible-czesc-i
--------------------------------------------------------------
Zapraszam do merytorycznej dyskusji nt. artykułu
--------------------------------------------------------------
Może zacznę dyskusję moimi przemyśleniami nt. artykułu Pana Redaktora
oraz moimi wrażeniami z seansów pierwszej partii antologii MI (1-2-3),
ILSA FAUST
---------------------------------
ARCHIWA IMF:
Dobrze napisany artykuł Redaktora, dobry wstęp do Antologii serii MISSION IMPOSSIBLE, w uzupełnieniu dodam od siebie własne odczucia, że MI:1 z 1996 roku to była odpowiedź na serię Bonda, odpowiedź na Goldeneye z 1995 roku gdzie franczyzę odświeża Pierce Brosnan i robi to dobrze. Pamiętam obie premiery z tamtych lat…o ile po Bondzie nie było niespodzianki tylko Brosnan przeniósł nieoglądalną już serię na poziom „oglądalności” co też potem Brosnan pociągnął 3 razy zanim Craig przejął pałeczkę….i zrobił to jeszcze lepiej….(może nie taki przystojny jak Brosnan ale Craig to najlepszy Bond EVER….jak dotąd), o tyle premiera MI:1 bo był bardzo świeży MIX kina szpiegowskiego z kinem akcji…to samo potem zrobił Matt Damon w 2002 rok z serią Bourne’a. Problemy na planie MI:1 spowodowane ciągłym napięciem pomiędzy Tomkiem a De Palmą…rosły i rosły….marzeniem Tomka był Sydney Pollack i nowe 3 Dni Kondora…dzięki uporowi Tomka mamy to…nie sądzę aby Pollack zgodził się zrobić kopię Condora…a, a De Palma niejako oddał hołd Pollackowi…nie mając wyjścia aby Tomek mu odpuścił inne kwestie na planie….finalnie połowa filmu jest w klimacie genialnego Condora a druga połowa w klimacie….Luca Bessona. Tak, to przez tę „mordę” (w jakże pozytywnym sensie) Jeana Reno...świeżo po genialnym Leonie Zawodowcu, wcześniej jako Victor the Cleaner w Nikicie…Jak ktoś oglądał Mission Impossible pierwszy raz w XXI wieku…(niektórzy młodzi adepci kina dowiedzieli się o MI ze Shreka i sceny z Pinokio) nie będąc w 1996 w kinie, to po kultowym Leonie to Jean Reno był wtedy przeciwwagą w tym filmie dla Tomka Kruza a nie świetnie grający John Voight…Cała postać, mimika Franza Kriegera (Reno w MI:1) to ten sam Victor, Leon a nawet trochę Godfryd z Gości Gości…w MI:1 Reno gra oczywiście bardziej w stylu swojej postaci Vincenta z Ronina (1998) ale to raczej Ronin jest tak dobry bo Vincent to nie kto inny jak klon Kriegera z MI:1 (1996)….Mina Reno po wlocie helikopterem do tunelu…bezcenna…
Finalnie pierwszy Mission Impossible to najlepszy dla mnie film z całej serii, ponieważ problemy na planie spowodowały, że nie dostaliśmy kolejnego Scarface/Serpico (i bardzo dobrze, bo to inne, wspaniałe, ale gangsterskie kino) tylko porządne kino szpiegowskie w stylu Condora z Redfordem ale okraszone trzema zaledwie sekwencjami akcji…gdzie ekran kradnie Jean Reno a cały czas Tomek Kruz…oraz genialnymi sekwencjami muzycznymi Dannego Elfmana (także najlepszy score z całej serii MI) z motywem przewodnim umiejętnie wplecionym w score…
Świeżość MI:1 z 1996 roku oraz genialny efekt końcowy na ekranie uderzył mocno do głowy Tomkowi i poszedł za ciosem rozkręcając franczyzę, którą uwielbiamy do dzisiaj…ale popełnił fatalny błąd, realizując jakieś tam „marzenia” aktorskie w drugiej części, próbując zrobić niepotrzebnie „kino kopane” (Tomek chciał się popisać, że też z niego może być taki prawie Van-Damme), które nijak nie pasuje do formatu organizacji IMF…dlatego też większość ludzi z MI:2 pamięta tylko scenę ze skałkami w prologu…która poza tym że jest widowiskowa nic a nic nie wnosi do filmu…ot taka pocztówka z urlopu Tomka…a inni pamiętają scenę z apaszką…ja pamiętam z kolei z tego filmu, że najlepszą rolę zagrała w nim LISA GERRARD…, która razem z Hansem Zimmerem stworzyła kilka genialnych sekwencji wokalko-muzycznych, które ratują ten film…niestety najgorszy z całej serii Mission Impossible…Tandem Zimmera oraz Gerrard niejako jako „odrzut” materiału muzycznego z Gladiatora Scotta, wynosi ten film na miano oglądalnego…widowiskowa scena „car dance” oraz scena ucieczki Tomka z wieżowca, poprzez naprędce zrobiony wyłom w metrowym żelbecie i skok ze spadochronem, okraszone wokalem LISY GERRARD (tylko ona ma taki głos na całym świecie), to wizualno-soniczne arcydzieła…gdzie reszta filmu oraz reszta score’a są po prostu marne…ale oglądalne, dlatego MI:2 to najgorszy film z serii…zresztą pokazał to box-office i recenzje…i franczyza została mocno zagrożona przez fatalny dobór reżysera i elementy kina kopanego klasy B…shame…
W kolei bardzo ryzykowny ruch Tomka i genialny dobór reżysera JJ Ambramsa w MI:3 ratuje całą serię Mission Impossible, dzięki czemu franczyza funkcjonuje do dzisiaj…Abrams to był bardzo ryzykowny ruch, bo był to ….debiut JJ-a jako reżysera na dużym ekranie…ale to właśnie świetnie nakręcony i wyprodukowany przez BAD ROBOT (firma JJ-a) serial ALIAS był tym zapalnikiem dla MI:3…gdzie klimat ALIAS sączy się przez cały film…przywracając MI:3 na prawidłowe tory kina szpiegowskiego…z elementami akcji a nie odwrotnie….a fakt, że „debiutant” Abrams ale z dużym warsztatem ALIAS, podchodził do swojej roli jako do życiowej roli…Abrams kręcił film jako fan MI:1 oraz fan Tomka Kruza…a Tomek potrzebował gościa, który wykona jego rozkazy (De Palma nie dał mu swobody z kolei Tomek dał Woo za dużo swobody) i Tomek robi swoje wyczyny a Abrams daje warsztat i powstaje najlepsza po MI:1 odsłona serii w części szpiegowskiej…gdyby nie pojawienie się ILSY FAUST (tak to ja) w MI:5, która odświeża serię ponownie, to MI:3 byłaby na drugiej pozycji z całej serii w rankingu IMF…
MI:3 jest tak dobre bo naprawia wszystkie pomyłki Woo z MI:2 – przywraca klimat kina szpiegowskiego akcją odbicia uczennicy Tomka w Berlinie oraz wątkiem prywatnym z Michele Monaghan, która w 20 sekund szkoli się z użycia broni a potem radzi sobie z nią lepiej od samego Tomka…oraz ten czarny charakter (najlepszy z całej serii MI) po którym zostaje tylko but…poje…ny geniusz zła…przez to wszystko film jest mocno dynamiczny i ratuje całą serię….bo to jest spy movie a Tomek ma także wolną rękę do swoich kolejnych popisów czy to w scenie z wiatrakami czy też w scenie wybuchu na moście…odbicie konwoju….genialne…
Jednakże film kradną dwie kobiety – agentka Lindsay, którą Tomek ratuje i traci…oraz dziewczyna a potem żonka Julia, która czuje że traci Tomka…który żyje w innym świecie…odzyskuje go na „ślubnym” kobiercu, potem musi go „uśmiercić” odpowiednim voltażem tylko po to aby „uratować” mu życie poprzez akt rezurekcji…genialne...gdzie Tomek po zmartwychwstaniu od razu łapie za broń jak po przebudzeniu o 4 rano po przerwanej misji w MI:1 – dla mnie to taki łącznik pomiędzy filmami ….tak to ten sam Tomek z MI:1….a już bałem że zapuścił te włosy z MI:2 na zawsze… MI:2 nie musiało nawet nigdy powstać ale człowiek uczy się na błędach…może dzięki „skopanemu” Woo mamy lepszę serię…ta sobie to tłumaczę. Pamiętajmy, że misja niemożliwa była bardzo trudna, bo po porażce MI:2 (2000) mieliśmy dwie genialne odsłony Jasona Bourne’a (2002 oraz 2004) gdzie MI:3 (2006) odpowiedziało doskonale na projekt TREADSTONE, że Ethan Hunt ma się dobrze i jest w stanie konkurować z Bournem i Bondem Brosnanem….pamiętajmy, że MI:3 jest w kinach pół roku przed fenomenalnym restartem serii Bonda przez Daniela Craiga w Casino Royale (2006)…przypadek i zarazem nauczka, że po Casino Royale trzeba było dopracować Ghost Protocol…ale to będzie w drugiej części artykułu Redaktora jak mniemam.
W oczekiwaniu na artykuł Redaktora Part 2 oraz Part 3….
Prezentuję ranking IMF dla serii MI:
(1) MI:1 (10/10) (10 pkt. za CONDORA, JEANA RENO oraz ELFMANA)
(2) MI:7 (08/10) (8 pkt. za ILSĘ FAUST)
(3) MI:6 (08/10) (8 pkt. za ILSĘ FAUST)
(4) MI:5 (08/10) (8 pkt. za ILSĘ FAUST)
(5) MI:3 (08/10) (aż 8 pkt. za JJ ABRAMSA i uratowanie serii)
(6) MI:4 (07/10) (tylko 7 pkt. za wyrzucenie prze okno LEY’I SEYDOUX)
(7) MI:2 (07/10) (aż 7 pkt. za główną rolę LISY GERRAD)
--------------------------------
Ranking Spy Blockbusters:
(1) Mission Impossible (real Blockuster)
(2) Bond (Brosnan & Craig only) (poprzenie Bondy są nieoglądalne)
(3) Jason Bourne (świeże spojrzenie na kino szpiegowskie)
(4) Jack Ryan (Harrison Ford a potem w każdym Ryanie inny aktor…taka strata...)
(5) Johnny English

Best Spy movie ever: Tinker Tailor Soldier Spy
-------------------------------------------------------
this message will self-destruct in 5 seconds...
--------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------
Zapraszam do merytorycznej dyskusji nt. artykułu
--------------------------------------------------------------
