06-08-2023, 21:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-08-2023, 06:28 przez ILSA FAUST.)
(06-08-2023, 19:53)HAL 9000 napisał(a): MI wygląda jak seria popisów jednego aktora, który realizuje swoje fantazje
Tak, gość ma fantazje niezłe...jak się ogląda całą serię naraz to...jest to seria popisów...a każdym filmie mamy po kilka popisów...jakby było więcej to produkcja każdego filmu kosztowałaby po 600-800 mln USD....dlatego zawsze są 2-3 sekwencje, w miarę przewidywalne bo przed każdą sekwencją plan jest wyłożony na stole i dostajesz skrót akcji aby się nie pogubić...(to taki "rytuał" jak Q w Bondzie...albo piosenka otwierająca film...czasami po długiej sekwencji...)potem dostajesz tę akcję, którą znasz z mediów na przestrzeni 2 letniej produkcji filmu...na tym polega cały urok filmu, że każdy z nich jest wydarzeniem, tak jak premiera każdego z Bondów...(nomen omen to seria Bonda idzie w stronę MI bo także dostajemy długie sekwencji akcji...)
Czekałeś na scenę ze skokiem z motorem i dostałeś...finalnie lokomotywa efektowniej "skacze" z urwiska...przy okazji każdy prawie zapomniał, że Brosnan w Goldeneye wykonuje praktycznie identyczny skok z urwiska na motorze...z tą różnicą, że tam był kaskader a w MI:7 mamy Tomka osobiście...
W tych częściach najmniej szpiegowskich jak MI-6 oraz MI-2 to mamy wrażenie akcyjniaka od punktu A do B....najbardziej blado w tym wypada MI:2 to faktycznie akcyjniak z elementami kina kopanego...MI-6 to czyste kino akcji - ino powiązania z MI:5 oraz MI:7 w tym powiązanie tych części postacią ILSY FAUST - jak się razem ogląda po kolei to oczyszcza trochę MI:6 z etykiety akcyjniaka...ale wiadomo ten helikopter...
Paradoksalnie "gra jednego aktora" + dwóch pomocników oraz ciekawie dobranych dziewczyn Bonda...przepraszam Hunta...jest siłą serii...tylko Bourne miał "prawie" jednego aktora (czwórka to spinn-off) oraz właśnie MI...z kolei Bond się zmienia...(na szczęście mnie tylko 2 ostatnie zmiany interesują w tej sztafecie oraz ewentualnie następca Craiga) a Jack Ryan, scenariuszowo najbardziej bogaty z każdej tej serii, to fatalna zmiana aktorów, po prostu te filmy trzeba oglądać osobno, nie wyobrażając sobie ciągle Harrisona Forda jako najlepszego Jacka Ryana, którego zagrał tylko 2 razy niestety...
Wracając do MI:7 - ten film przywraca stabilizację serii, gdzie MI:6 zostaje "okiełznana" jako akcyjniak i niejako MI:7 przywraca z powrotem ten film do serii i daje oczko wyżej dla szóstki....bez MI:5 oraz MI:7 łączące je MI:6 wypada znacznie gorzej, natomiast jako oddzielne kino akcji, broni się ...akcją właśnie...więcej mordobicia...Cavill...
jak się nastawisz na wyszukiwanie smaczków w serii, wejdziesz w score przed projekcją i lecisz maraton misji to naprawdę wciągasz całość jednym haustem...a wiadomo Tomek musi się poświęcać jako "męczennik" (wiesz dlaczego), więc zawsze epatuje swoją osobą...ale dzięki temu trzyma tę serią w ryzach, gdzie nawet MI:2 da się obejrzeć, głównie dla głównej roli kobiecej, LISY GERARD...
