22-06-2026, 12:52
Wiele się mówi, że za bardzo rozgościliśmy się na orbicie okołoziemskiej i promy kosmiczne, choć z pozoru bardzo obiecujące okazały się ślepym zaułkiem. Szkoda tylko, że rozwój ludzkości w celu kolonizacji kosmosu odbywa się tylko w atmosferze zimnej wojny (wcześniej z ZSRS, dziś ze wspomnianymi Chinami). Ale nawet w Star Treku, przedstawiajacym bezdyskusyjnie najoptymistyczniejsza wizję ludzkiej przyszłości, do gwiazd trzeba było przejść przez przysłowiowe ciernie.
Osobiście w przyszłości kosmicznej upatruję recepty na takie bolączki ludzkości jak zanikająca spontaniczność i kreatywność. Inżynierowie i przyszli koloniści będą stawali w obliczu nowych o nieprzewidzianych (pomimo starań) okoliczności, co będzie stymulować myślenie out of the box.
Z kolei największą obawą z kategorii nieznanych, jest to, że okaże się jednak, że ludzie nie będą w stanie na dłuższą metę funkcjonować z dala od Ziemi. To problemy zasygnalizowane w Ikarii XB1 oraz w "Człowieku ze stali". Wiadomo, że przeniesiemy demony ludzkości w kosmos - wojny i zbrodnie się tam na stałe zadomowią wraz z nami, ale ten biologiczny lub psychologiczny aspekt może stanowić problem nie do rozwiązania.
Wreszcie co do nadmiernego optymizmu pisarzy SF - nie wiem na ile to był optymizm, a na ile próba z jednej strony ekstrapolacji dotychczasowego tempa podboju kosmosu (mało kto zakładał w latach 50 i 60, że ZSRS wywali się na ryj w ciągu 20+ lat) a z drugiej może nawet inspirowania coraz śmielszego sięgania gwiazd. Nie zapominajmy o tym, że wielu pracowników NASA nie pracowałoby tam, gdyby w młodości nie zaczytywali się w SF i nie oglądali Star Trek a czy Gwiezdnych Wojen.
Osobiście w przyszłości kosmicznej upatruję recepty na takie bolączki ludzkości jak zanikająca spontaniczność i kreatywność. Inżynierowie i przyszli koloniści będą stawali w obliczu nowych o nieprzewidzianych (pomimo starań) okoliczności, co będzie stymulować myślenie out of the box.
Z kolei największą obawą z kategorii nieznanych, jest to, że okaże się jednak, że ludzie nie będą w stanie na dłuższą metę funkcjonować z dala od Ziemi. To problemy zasygnalizowane w Ikarii XB1 oraz w "Człowieku ze stali". Wiadomo, że przeniesiemy demony ludzkości w kosmos - wojny i zbrodnie się tam na stałe zadomowią wraz z nami, ale ten biologiczny lub psychologiczny aspekt może stanowić problem nie do rozwiązania.
Wreszcie co do nadmiernego optymizmu pisarzy SF - nie wiem na ile to był optymizm, a na ile próba z jednej strony ekstrapolacji dotychczasowego tempa podboju kosmosu (mało kto zakładał w latach 50 i 60, że ZSRS wywali się na ryj w ciągu 20+ lat) a z drugiej może nawet inspirowania coraz śmielszego sięgania gwiazd. Nie zapominajmy o tym, że wielu pracowników NASA nie pracowałoby tam, gdyby w młodości nie zaczytywali się w SF i nie oglądali Star Trek a czy Gwiezdnych Wojen.
