Mnie rozwaliła ta pompatyczna, dramatyczna muzyka. Najgorzej jest wtedy, gdy odwala się jakaś drama, na którą mam totalnie wywalone, bo to tylko wydmuszkowy przerywnik między walkami. Jak jeszcze połączymy z nią boty w postaci statystów z upadłego świata, to już kompletnie rzygałem tęczą.To, co było mocne w wersji z 1995 roku, to właśnie soundtrack i bardzo zgrabnie dopasowane, unikalne kawałki do każdej walki. Tutaj mamy typowe „srutututu” z dramatycznymi przerywnikami. Chyba dosłownie nie ma ani jednej chwili wytchnienia od tej obniżającej klimat, taniej muzyki filmowej.Poza tym wieje nudą, bo oprócz Urbana i Kano nie ma tutaj żadnej charyzmy. Nie czuć stawki ani zagrożenia, to wygląda jak fanfilm z nieco większym budżetem.
Unboxing >> YouTube
