15-07-2023, 08:21
Wydaje mi się, że niewiedza kiedy w sadze rozgrywa się akcja filmu R1, nie jest konieczna. Czy dla laika wiele zmienia to, że będzie wiedział, że chodzi o budowę pierwszej, drugiej czy jakiejś innej Gwiazdy Śmierci? R1 jest filmem niemalże samodzielnym w tym sensie, że przedstawia zwięzłą historię, która ma początek, środek i koniec. Więc laik nie potrzebuje, by mu to tłumaczyć. A fan sagi wie wszystko o filmie zanim go obejrzy 
Co do Star Trek 2009, tak tylko z rzeczy najważniejszych, komiks wyjaśnia:
- motywację Nero i to, że on i Spock znali się przed zniszczeniem Romulusa (właściwie mieli bardzo bliską więź),
- skąd załoga górników ma super-duper okręt, któremu nie może sprostać cała Gwiezdna Flota,
- skąd romulański górnik wiedział jak posługiwać się czerwoną materią,
- co załoga Narady robiła przez 30 lat po zniszczeniu Kelvina zamiast udać się od razu utrzeć nosa Federacji,
- dlaczego Klingoni mieli problem z Nero.
I chociaż w trakcie seansu filmu można nie poczuć, że coś brakuje, uważny widz w przynajmniej kilku momentach zacznie się mocno drapać po głowie. Wiele spraw związanych z motywacją "czarnego charakteru" oraz jego możliwościami zostało wypchniętych ze scenariusza prosto do komiksów Countdown i Nero.
A to, że Ci się film podobał (i szerokiej publiczności też), to mnie w ogóle nie dziwi. Star Trek 2009 był prezentacją możliwości Abramsa, aby pokazać że jest właściwym wyborem by zabrać się za Gwiezdne Wojny. Film jest bardzo daleko od wolnego tempa wszystkiego co było poprzednio w Treku. Jest wypełniony non-stop akcją, postaci kierują się wyłącznie emocjami, Abrams sam mówił o istnieniu siły (przeznaczenia), którym tłumaczył dogodne spotykania członków oryginalnej załogi. Jest to myślenie magiczne, kojarzące się z mistycyzmem Gwiezdnych Wojen. To tak w skrócie.

Co do Star Trek 2009, tak tylko z rzeczy najważniejszych, komiks wyjaśnia:
- motywację Nero i to, że on i Spock znali się przed zniszczeniem Romulusa (właściwie mieli bardzo bliską więź),
- skąd załoga górników ma super-duper okręt, któremu nie może sprostać cała Gwiezdna Flota,
- skąd romulański górnik wiedział jak posługiwać się czerwoną materią,
- co załoga Narady robiła przez 30 lat po zniszczeniu Kelvina zamiast udać się od razu utrzeć nosa Federacji,
- dlaczego Klingoni mieli problem z Nero.
I chociaż w trakcie seansu filmu można nie poczuć, że coś brakuje, uważny widz w przynajmniej kilku momentach zacznie się mocno drapać po głowie. Wiele spraw związanych z motywacją "czarnego charakteru" oraz jego możliwościami zostało wypchniętych ze scenariusza prosto do komiksów Countdown i Nero.
A to, że Ci się film podobał (i szerokiej publiczności też), to mnie w ogóle nie dziwi. Star Trek 2009 był prezentacją możliwości Abramsa, aby pokazać że jest właściwym wyborem by zabrać się za Gwiezdne Wojny. Film jest bardzo daleko od wolnego tempa wszystkiego co było poprzednio w Treku. Jest wypełniony non-stop akcją, postaci kierują się wyłącznie emocjami, Abrams sam mówił o istnieniu siły (przeznaczenia), którym tłumaczył dogodne spotykania członków oryginalnej załogi. Jest to myślenie magiczne, kojarzące się z mistycyzmem Gwiezdnych Wojen. To tak w skrócie.
