16-09-2023, 22:37
Gieferg napisał:
No to źle zapamiętałeś.
Sam fakt, że na Giewoncie masz odcinek z łańcuchami, na którym tu i tam wypadałoby trochę używać rąk ustawia go w zupełnie innej kategorii niż Nosal.
Może kiedyś miałem / mieliśmy inną gradację stopni trudności (w domyśle skromniejszą). Przykładowo - Giewont, Rysy, Nosal wrzucaliśmy do jednego worka, czyli dla mojej ekipy były to deptaki. Dziś mogę zrozumieć, że turyści mają inną sprawność oraz podwyższony próg lęku. Zatem rozpiętość tonalna ocen jest inna, i ja to szanuję.
Za szlaki wymagające uznałem te, gdzie czułem adrenalinę, a w tym był jeden zamknięty. Także pamiętam moment, w którym zajrzałem w oczy śmierci. Nie to abym się chwalił. Przeciwnie. Wykazałem nieroztropność i powtórzę – współczesną skalę ryzyka oceniam jako rozsądną, przynajmniej po analizach Waszych wpisów.
Na marginesie. To będzie dla Ciebie pożywka do ostrej krytyki, ale mam ją gdzieś. Myśmy (a piszę w imieniu całej paczki z osiedla) biegali po dachach wieżowców i podchodziliśmy do ich krawędzi aby spojrzeć w dół. Byliśmy dzieciuchami. Zgoda – głupota do potęgi! Ale chyba teraz rozumiesz z jakiego powodu tatrzańskie deptaki były dla nas deptakami.
Gieferg napisał:
Tak to sobie możesz każdą bzdurę tłumaczyć.
No, bez jaj. Obieramy określony kierunek, aby iść w daną stronę, czyli co do zasady jakoś to definiujemy. Mógłbym napisać: kierujemy się na zachód lub wschód, ale najzwyczajniej w świecie nie pamiętam jak sprawy wyglądały z poziomu Kasprowego. Dajmy temu spokój.
Opisałem w jaki sposób zaplanowałem swój wpis, a Ty masz prawo do wątpliwości. Nie widzę problemu.
No to źle zapamiętałeś.
Sam fakt, że na Giewoncie masz odcinek z łańcuchami, na którym tu i tam wypadałoby trochę używać rąk ustawia go w zupełnie innej kategorii niż Nosal.
Może kiedyś miałem / mieliśmy inną gradację stopni trudności (w domyśle skromniejszą). Przykładowo - Giewont, Rysy, Nosal wrzucaliśmy do jednego worka, czyli dla mojej ekipy były to deptaki. Dziś mogę zrozumieć, że turyści mają inną sprawność oraz podwyższony próg lęku. Zatem rozpiętość tonalna ocen jest inna, i ja to szanuję.
Za szlaki wymagające uznałem te, gdzie czułem adrenalinę, a w tym był jeden zamknięty. Także pamiętam moment, w którym zajrzałem w oczy śmierci. Nie to abym się chwalił. Przeciwnie. Wykazałem nieroztropność i powtórzę – współczesną skalę ryzyka oceniam jako rozsądną, przynajmniej po analizach Waszych wpisów.
Na marginesie. To będzie dla Ciebie pożywka do ostrej krytyki, ale mam ją gdzieś. Myśmy (a piszę w imieniu całej paczki z osiedla) biegali po dachach wieżowców i podchodziliśmy do ich krawędzi aby spojrzeć w dół. Byliśmy dzieciuchami. Zgoda – głupota do potęgi! Ale chyba teraz rozumiesz z jakiego powodu tatrzańskie deptaki były dla nas deptakami.
Gieferg napisał:
Tak to sobie możesz każdą bzdurę tłumaczyć.
No, bez jaj. Obieramy określony kierunek, aby iść w daną stronę, czyli co do zasady jakoś to definiujemy. Mógłbym napisać: kierujemy się na zachód lub wschód, ale najzwyczajniej w świecie nie pamiętam jak sprawy wyglądały z poziomu Kasprowego. Dajmy temu spokój.
Opisałem w jaki sposób zaplanowałem swój wpis, a Ty masz prawo do wątpliwości. Nie widzę problemu.
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
