NWWStation napisał:
1. Mówienie, że Rysy i Giewont (nie wspomnę o nosalu) to ten sam poziom jest oderwane od rzeczywistości…
Dzięki za ten wpis.
To nie jest tak, że nie potrafię przyznać się do błędu. Odkurzyłem rozpadające się stare mapy Tatr i spojrzałem na czasy przemarszów poszczególnych odcinków. Zgoda, te wartości są różne i kwestie kondycyjne mogą mieć dla wielu osób znaczenie. Wygląda na to, iż pochopnie wrzuciłem wymienione szczyty do jednego worka. Niemniej – uwierz – my nie mieliśmy problemu z krzepą. Po prostu się szło, i tyle. Rysy ze względu na długość trasy oceniłem jako monotonne oraz nieszczególnie skomplikowane. Na wspomnianych „deptakach” brakowało mi adrenaliny (takie wejścia na jeden raz), choć widoki wspominam jako przepiękne.
W tamtych czasach obracałem się w towarzystwie ludzi aktywnych (bieganie, pływanie, rowery itp.). Gdyby porównać tempo marszu mojej paczki z innymi turystami, to było one dość porównywalne. Stąd wnoszę, iż z kondycją rodaków było OK.
Zakochałem się w Orlej Perci. Prawie zawsze przechodziłem całą za jednym podejściem. Ten szlak nigdy mi się nie sprzykrzył. Ale przypomnę – to zabawa dla ludzi o dużej sprawności fizycznej, także psychicznej. Gdy pierwszy raz zaliczyłem Orlą pomyślałem – Kurna, to powinno zostać zamknięte / zakazane. Przecież będą ginąć ludzie!
Jeden raz – o czym wspomniałem – byłem świadkiem ataku lęku. Zawisła kobieta. Ani do góry, ani w dół. Nie pamiętam jak i kto jej pomógł zejść.
Nie wykluczam, że ktoś zechce określić Orlą Perć „deptakiem”, tak ja nazywałem inne szlaki. Mógłbym to uszanować, np. słysząc opinię z ust alpinisty.
Mieszkam w bloku. Kiedyś spotkałem młodego człowieka, który biegał z wypełnionym plecakiem z dołu do góry i odwrotnie. Na moje zapytanie odparł, iż czyni przygotowania pod wyjazd w góry.
EDIT:
Gieferg napisał:
Co do tenisówek - można w klapkach, można i boso, jak ktoś lubi. A czy to mądre to już osobny temat. Niektórzy są dumni z tego, że kiedyś robili głupoty i udało im się nie zrobić sobie krzywdy - no i co im zrobisz?
Raz jeden próbowałem w dedykowanych traperach. Myślałem, że się zabiję. Po prostu nie szło mi. Moje tenisówki miały cienką podeszwę i świetnie przylegały do skał. W szpilkach bym nie ryzykował.
Miałem też takie spostrzeżenia, że im ktoś posiadał lepszy ekwipunek, tym gorsze umiejętności. Nie wiem jak jest teraz.
1. Mówienie, że Rysy i Giewont (nie wspomnę o nosalu) to ten sam poziom jest oderwane od rzeczywistości…
Dzięki za ten wpis.
To nie jest tak, że nie potrafię przyznać się do błędu. Odkurzyłem rozpadające się stare mapy Tatr i spojrzałem na czasy przemarszów poszczególnych odcinków. Zgoda, te wartości są różne i kwestie kondycyjne mogą mieć dla wielu osób znaczenie. Wygląda na to, iż pochopnie wrzuciłem wymienione szczyty do jednego worka. Niemniej – uwierz – my nie mieliśmy problemu z krzepą. Po prostu się szło, i tyle. Rysy ze względu na długość trasy oceniłem jako monotonne oraz nieszczególnie skomplikowane. Na wspomnianych „deptakach” brakowało mi adrenaliny (takie wejścia na jeden raz), choć widoki wspominam jako przepiękne.
W tamtych czasach obracałem się w towarzystwie ludzi aktywnych (bieganie, pływanie, rowery itp.). Gdyby porównać tempo marszu mojej paczki z innymi turystami, to było one dość porównywalne. Stąd wnoszę, iż z kondycją rodaków było OK.
Zakochałem się w Orlej Perci. Prawie zawsze przechodziłem całą za jednym podejściem. Ten szlak nigdy mi się nie sprzykrzył. Ale przypomnę – to zabawa dla ludzi o dużej sprawności fizycznej, także psychicznej. Gdy pierwszy raz zaliczyłem Orlą pomyślałem – Kurna, to powinno zostać zamknięte / zakazane. Przecież będą ginąć ludzie!
Jeden raz – o czym wspomniałem – byłem świadkiem ataku lęku. Zawisła kobieta. Ani do góry, ani w dół. Nie pamiętam jak i kto jej pomógł zejść.
Nie wykluczam, że ktoś zechce określić Orlą Perć „deptakiem”, tak ja nazywałem inne szlaki. Mógłbym to uszanować, np. słysząc opinię z ust alpinisty.
Mieszkam w bloku. Kiedyś spotkałem młodego człowieka, który biegał z wypełnionym plecakiem z dołu do góry i odwrotnie. Na moje zapytanie odparł, iż czyni przygotowania pod wyjazd w góry.
EDIT:
Gieferg napisał:
Co do tenisówek - można w klapkach, można i boso, jak ktoś lubi. A czy to mądre to już osobny temat. Niektórzy są dumni z tego, że kiedyś robili głupoty i udało im się nie zrobić sobie krzywdy - no i co im zrobisz?
Raz jeden próbowałem w dedykowanych traperach. Myślałem, że się zabiję. Po prostu nie szło mi. Moje tenisówki miały cienką podeszwę i świetnie przylegały do skał. W szpilkach bym nie ryzykował.
Miałem też takie spostrzeżenia, że im ktoś posiadał lepszy ekwipunek, tym gorsze umiejętności. Nie wiem jak jest teraz.
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
