19-09-2023, 20:29
Znaczy się w sumie dwie sprawy.
Po pierwsze, określanie, że teraz ludzie mają słabą krzepę, patrząc po np. spotykanych ludziach na szlakach, może być mocno mylące. Wynika to z faktu, że tych ludzi jest teraz masę, jak to ktoś już wspominał, chodzenie po górach stało się modne, więc wpadają tam ludzie tez i bez wyobraźni — od razu próbujący zdobyć szczyty, mimo że nie prowadza względnie aktywnego życia.
Sam sporo łażę (z psem na spacerach głównie), jeżdżę rowerem średnio 110km tygodniowo, sporadycznie baseny i to pozwoliło mi przejść wszystkie szlaki, jakie sprawdzałem, a nawet osławioną Orlą Perć — tak, wymęczyła mnie, bo jest ciężka, ale tak "zdrowo ciężka". Czyli wymaga "krzepy" na całości, a nie w jakimś jednym konkretnym miejscu jest jakaś wybitnie trudna. To jest dobre i złe jednocześnie.
Druga sprawa w końcu. To nie jest tak, że uważam Rysy za coś ciężkiego lub Giewont łatwego i dlatego je tak mocno rozdzielam. Po prostu połączenie czasu i wymaganego wysiłku wpływa na fakt, jak je oceniam. Taki Giewont jak wchodziłem, to potem ze znajomymi sobie jeszcze dołożyliśmy kilka rzeczy, bo była dopiero 12.00, a nie zaczynaliśmy o 5 rano. Włażenie na Rysy trzeba jednak rozplanować, jeśli się zaczyna z Zakopanego. Trzeba brać pod uwagę pogodę, by się nacieszyć widokiem — to też wyższy szczyt, wiec trzeba brać pod uwagę oblodzenia. To wszystko chcąc nie chcąc tworzy jakiś typ wyprawy, dlatego dla mnie jednak Giewont brzmi bardziej jak wypad.
Z tym sprzętem i umiejętnościami, to sam nie wiem, raczej ze sprzętem mają umiejętności. Bardziej odnosiłem czasem wrażenie, że tego sprzętu czasem ludzie biorą jakąś mocno dużo. Nie wiem po co, ale wiem, że część osób przebywa w parku parę dni — nocuje w schroniskach i jest w ruchu, a stąd ma tego sprzętu dużo.
Reasumując, gdyby porównać na pewnych szlakach trudne momenty, może być ich zbliżona liczba, ale przy dłuższych trasach dochodzi zmęczenie, a ono może powodować jakieś błędy. Moja rada, którą sam stosowałem, zwiększanie trudności stopniowe. Samemu najlepiej się przekonać, jaką się dysponuje siłą/umiejętnościami. To nie wstyd dopasować do własnych możliwości wyprawę, a zdrowy rozsądek, który bardzo mocno cenię, zamiast się porywac bezsensu na coś trudnego. Człowiek stopniowo przywyka do nowego poziomu trudności i potem nawet mu się wydaje, że jest prościej, ale tutaj kluczową rolę zaczyna odgrywać doświadczenie.
Po pierwsze, określanie, że teraz ludzie mają słabą krzepę, patrząc po np. spotykanych ludziach na szlakach, może być mocno mylące. Wynika to z faktu, że tych ludzi jest teraz masę, jak to ktoś już wspominał, chodzenie po górach stało się modne, więc wpadają tam ludzie tez i bez wyobraźni — od razu próbujący zdobyć szczyty, mimo że nie prowadza względnie aktywnego życia.
Sam sporo łażę (z psem na spacerach głównie), jeżdżę rowerem średnio 110km tygodniowo, sporadycznie baseny i to pozwoliło mi przejść wszystkie szlaki, jakie sprawdzałem, a nawet osławioną Orlą Perć — tak, wymęczyła mnie, bo jest ciężka, ale tak "zdrowo ciężka". Czyli wymaga "krzepy" na całości, a nie w jakimś jednym konkretnym miejscu jest jakaś wybitnie trudna. To jest dobre i złe jednocześnie.
Druga sprawa w końcu. To nie jest tak, że uważam Rysy za coś ciężkiego lub Giewont łatwego i dlatego je tak mocno rozdzielam. Po prostu połączenie czasu i wymaganego wysiłku wpływa na fakt, jak je oceniam. Taki Giewont jak wchodziłem, to potem ze znajomymi sobie jeszcze dołożyliśmy kilka rzeczy, bo była dopiero 12.00, a nie zaczynaliśmy o 5 rano. Włażenie na Rysy trzeba jednak rozplanować, jeśli się zaczyna z Zakopanego. Trzeba brać pod uwagę pogodę, by się nacieszyć widokiem — to też wyższy szczyt, wiec trzeba brać pod uwagę oblodzenia. To wszystko chcąc nie chcąc tworzy jakiś typ wyprawy, dlatego dla mnie jednak Giewont brzmi bardziej jak wypad.
Z tym sprzętem i umiejętnościami, to sam nie wiem, raczej ze sprzętem mają umiejętności. Bardziej odnosiłem czasem wrażenie, że tego sprzętu czasem ludzie biorą jakąś mocno dużo. Nie wiem po co, ale wiem, że część osób przebywa w parku parę dni — nocuje w schroniskach i jest w ruchu, a stąd ma tego sprzętu dużo.
Reasumując, gdyby porównać na pewnych szlakach trudne momenty, może być ich zbliżona liczba, ale przy dłuższych trasach dochodzi zmęczenie, a ono może powodować jakieś błędy. Moja rada, którą sam stosowałem, zwiększanie trudności stopniowe. Samemu najlepiej się przekonać, jaką się dysponuje siłą/umiejętnościami. To nie wstyd dopasować do własnych możliwości wyprawę, a zdrowy rozsądek, który bardzo mocno cenię, zamiast się porywac bezsensu na coś trudnego. Człowiek stopniowo przywyka do nowego poziomu trudności i potem nawet mu się wydaje, że jest prościej, ale tutaj kluczową rolę zaczyna odgrywać doświadczenie.
