Shogun[ [Disney+] - zwiastuny nie nastroiły mnie zbyt pozytywnie, ale okazało się, że serial ma zupełnie inne problemy, niż można było oczekiwać wnioskując po ich zawartości. Tempo wyraźnie niedomagało, zbyt często zerkałem na zegarek, sprawdzając ile do końca odcinka. Nie pomagają CGI tła i mdła strona wizualna z kiepską pogodą przez niemal cały czas. Książkę czytałem ze 20 lat temu (bardzo mi się podobała) więc wiele rzeczy mi się zatarło, ale mam wrażenie, że tym razem zdecydowano się rozwinąć częśc wątków, które w poprzedniej ekranizacji olano, skupiając się na punkcie widzenia Blackthorne'a, no i teraz wyraźnie widać, że podjęto słuszną decyzję przy pierwszej adaptacji. Co do postaci - spoko są Sanada (zgodnie z oczekiwaniami) jako Toranaga i Asano jako Yabu, (który nie wiedzieć czemu teraz się nazywa Yabushige) ale to że są spoko nie znaczy że są konkurencją dla tego jak to zagrał Frankie Sakai i przede wszystkim Mifune. Blackthorne jako tako daje radę, Mariko już niekoniecznie i jest dużo mniej sympatyczna niż była Shimada. Za to zupełnie nie mogę przeżyć ciapowatego Alvito i, przede wszystkim, nijakiego Rodrigueza, któremu już sam fakt, że zastępuje Johna Rhys-Daviesa robi niesamowicie pod górkę. No mdły jest gostek i tyle, próbuje rzucać zabawnymi tekstami, ale wychodzi to jak taki "wannabe cool-facio", który jest głównie żenujący.
No i kwestia Buntaro - wygląda jakby mu zmodyfikowali wątek po to,, żeby Blackthorne i Mariko mogli bezkarnie romansować i nie było, że przyprawiają mu świadomie rogi.
Blackthorne oczywiście nie wpadał we wściekłość, że go "biorą za przeklętego sodomitę" gdy mu zaproponowano towarzystwo chlopca tylko skwitował to lajtowym "gdzie ja trafiłem".
Wątek romansowy Mariko i Blackthorne'a zupełnie bez życia i wyprany z emocji (i na dobrą sprawę to prawie go nie ma), wydarzenia z 9 odcinka, które w starej wersji dowalały emocjonalnie, tutaj spływają totalnie, finał ciągnie się gorzej niż w Powrocie Króla, do tego jeszcze kilka słabych zmian pod koniec. Ogólnie wątki, które w starej wersji wybrzmiewały należycie tutaj za każdym razem wypadają słabiej, a te, które dodano, w sumie głównie usypiają.
Nowa adaptacja zdaje się mieć parę plusów, ale przeważnie przegrywa z kretesem ze starą, a myśl z cyklu "po co to w ogóle powstało" i chęć wrzucenia do odtwarzacza płytki ze starym serialem towarzyszyła mi w zasadzie przez większość seansu. No i muzyka jest słaba, chwilami wręcz nieadekwatnie nowoczesna i nijak nie podkreśla klimatu w taki sposób, jakiego bym oczekiwał.
coś koło, 5/10, nigdy więcej tego nie obejrzę, ale muszę powtórzyć w miarę szybko starą wersję (która jest u mnie w top-5 seriali ever, z notką 10/10), żeby zatrzeć wspomnienie o tym nieszczęsnym snuju.
No i kwestia Buntaro - wygląda jakby mu zmodyfikowali wątek po to,, żeby Blackthorne i Mariko mogli bezkarnie romansować i nie było, że przyprawiają mu świadomie rogi.
Blackthorne oczywiście nie wpadał we wściekłość, że go "biorą za przeklętego sodomitę" gdy mu zaproponowano towarzystwo chlopca tylko skwitował to lajtowym "gdzie ja trafiłem".
Wątek romansowy Mariko i Blackthorne'a zupełnie bez życia i wyprany z emocji (i na dobrą sprawę to prawie go nie ma), wydarzenia z 9 odcinka, które w starej wersji dowalały emocjonalnie, tutaj spływają totalnie, finał ciągnie się gorzej niż w Powrocie Króla, do tego jeszcze kilka słabych zmian pod koniec. Ogólnie wątki, które w starej wersji wybrzmiewały należycie tutaj za każdym razem wypadają słabiej, a te, które dodano, w sumie głównie usypiają.
Nowa adaptacja zdaje się mieć parę plusów, ale przeważnie przegrywa z kretesem ze starą, a myśl z cyklu "po co to w ogóle powstało" i chęć wrzucenia do odtwarzacza płytki ze starym serialem towarzyszyła mi w zasadzie przez większość seansu. No i muzyka jest słaba, chwilami wręcz nieadekwatnie nowoczesna i nijak nie podkreśla klimatu w taki sposób, jakiego bym oczekiwał.
coś koło, 5/10, nigdy więcej tego nie obejrzę, ale muszę powtórzyć w miarę szybko starą wersję (która jest u mnie w top-5 seriali ever, z notką 10/10), żeby zatrzeć wspomnienie o tym nieszczęsnym snuju.
