10-05-2024, 16:46
Akademia Pana Kleksa (2024) - Netflix
Częściowo z ciekawości, częściowo aby przekonać się czy najmłodsza może film obejrzeć postanowiłem zapoznać się z filmem Macieja Kawulskiego. Na wstępie zaznaczę, że starałem się podejść z otwartym umysłem do filmu i dobrze się stało. Scenariusz bowiem wykorzystuje postaci, wątki i wydarzenia z książki/filmu, ale nie jest adaptacją. Z jednej strony dzięki temu może wymknąć się krytyce "w oryginalnym filmie było lepiej", a z drugiej przez to, że film ma taki a nie inny tytuł, grozi to zawiedzeniem oczekiwań, tych którzy znają "oryginał".
O słabościach obrazu długo by mówić. Te są jak dla mnie najistotniejsze:
- największą jak dla mnie wadą jest próba upchnięcia dużej liczby wątków w 1,5 godzinnym obrazie, co powoduje wrażenie biegu przez zaprezentowaną historię. Niestety przez to nie ma czasu, by zapoznać się z tytułową Akademią oraz... niestety tytułowym panem Kleksem. Prowadzi to do drugiej słabości:
- Słyszałem wiele dobrego o kreacji Tomasza Kota. Niestety jego czas ekranowy jest jak dla mnie niewystarczający. Ponadto sam pan Kleks nie odgrywa zbyt wielkiej roli w filmie, a wręcz powiedziałbym, że jest postacią "osłabioną" - tak w książkach jak i w filmach Gradowskiego, Ambroży Kleks był postacią sprawczą, kompetentną i popychającą akcję do przodu. W tym filmie właściwie poza scenami lekcji w Akademii nie robi on nic. Co gorsza, czyniąc z ojca Ady brata pana Kleksa niepotrzebnie moim zdaniem strywializowano tę postać. Notabene Fronczewski jako Paj-Chi-Wo ma jeszcze mniejszą rólkę, lecz mógłbym się kłócić, że z perspektywy zaprezentowanej historii znacznie istotniejszą niż tytułowy profesor.
- nie kupuję Wilkusów jako głównych antagonistów - oni po prostu przez 2/3 filmu nic nie robią tylko próbują groźnie wyglądać. Tym złym Akademii był zawsze Golarz Filip, ale jego zachowano na zapowiadany (?) sequel.
- diversity - to, że dziewczynki są uczennicami Akademii nie powinno nikogo w XXI wieku oburzać - książka została opublikowana w 1946 roku, a zatem szkoła z internatem tylko dla chłopców była wyjęta z rzeczywistości 20-lecia międzywojennego. Nawet wiele lat po wojnie istniały placówki, w których nie było koedukacji. Gorzej z wielorasową obsadą uczniów szkoły, która kompletowana jest na początku filmu. Oczywiście sama Akademia nie mieści się już w Polsce (całkiem oczywiste jest to, że placówka znajduje się w jakiejś magicznej krainie) i nawet sam film "wyszedł" z Polski, gdyż jego główna bohaterka pochodzi z polonijnej rodziny ale mieszkającej w Nowym Jorku. To nie jest problemem. Co nim jest, to to, że te dzieciaki wyciągane są ze stereotypowych "kultur" (np. japonka z lekcji karate, a ukrainka z szumiących stepów), by napić się z drzewa umożliwiającego mówienie po polsku i... tyle. Dzieci nie wnoszą nic ze swoich kultur, nie wprowadzają niczego poza odhaczeniem wizualnej wielorasowości. Wielka szkoda, zwłaszcza w filmie nawiązującym do dzieła zachęcającego do celebrowania indywidualności i wyjątkowości...
- oryginał żyje swoim życiem do dziś dzięki niezapomnianym piosenkom, którym nadano rockowo-dyskotekowy sznyt, traktując dzieci jako odbiorców wartych jakości. Nowy film próbuje niektóre z tych piosenek uwspółcześniać z umiarkowanym rezultatem. Przez to nie uniknie on porównań z oryginałem. Ktoś wie, czy jest szał na kupowanie OST z nowego filmu? Są odsłony na yt?
- o paczkomacie InPostu w NYC i użytym CGI nie ma co pisać, bo o tym kto chciał przeczytał już wiele.
- żenujące gagi o guano Mateusza w pierwszej połowie filmu. Raz można było zażartować, ale...
Co do pozytywów:
- film jest barwny (t.j. kolorowy i pogodny tam gdzie trzeba), dynamiczny (choć jak pisałem powyżej miejscami ciut za bardzo) i nowoczesny w formule. Przykład tej nowoczesności? Zamiast piegów na twarzy mamy piegowy "tracker" w formie steampunkowo-magicznego smartwatcha z wycieraczką
,
- wnętrza Akademii są dziwaczne, co jak najbardziej pasuje mi do koncepcji z książek i ładnie nawiązuje do jednego z przesłań filmu o wartości wyobraźni,
- Ada nie jest przez większą część filmu super-heroiną, tylko zagubioną dziewczynką, która wreszcie na końcu odkrywa swój talent, choć nie jestem na 100% pewien czy pokazano to w wystarczająco wiarygodny sposób,
- dodatkowo film stara się przekazać kilka fajnych przesłań (np. lekcja ale-eliminacji),
- "śmierć" Alberta uderza w serducho niemal jak utonięcie Artaxa w "Niekończącej się opowieści"
- praca Kota jako Kleksa zasługuje na pochwałę, choć właśnie obraz cierpi na niedobór Kleksa.
Jeśli w drugim filmie uda się scenariuszowo uzyskać balans pomiędzy ilością wątków a czasem trwania, da coś ciekawego do zrobienia Kleksowi i z Golarza zrobi się rasowy czarny charakter, to może być nie najgorzej. Prosiłbym również o nowe i godne zanucenia po zakończeniu seansu piosenki.
"Akademia pana Kleksa" zatem nie jest dobrym filmem. Choć kusi kolorami i dziwacznością, na które wersja z 1983 roku nie mogła sobie pozwolić, pędzi na złamanie karku i nie pozwala się cieszyć tym, co w scenariuszu (tu i ówdzie) jest całkiem niezłe.
I na miłość boską - scenarzyści - nie uczcie dzieci otwierać okno i rozmawiać z dziwacznymi ludźmi, którzy zapukają im do okna!
Częściowo z ciekawości, częściowo aby przekonać się czy najmłodsza może film obejrzeć postanowiłem zapoznać się z filmem Macieja Kawulskiego. Na wstępie zaznaczę, że starałem się podejść z otwartym umysłem do filmu i dobrze się stało. Scenariusz bowiem wykorzystuje postaci, wątki i wydarzenia z książki/filmu, ale nie jest adaptacją. Z jednej strony dzięki temu może wymknąć się krytyce "w oryginalnym filmie było lepiej", a z drugiej przez to, że film ma taki a nie inny tytuł, grozi to zawiedzeniem oczekiwań, tych którzy znają "oryginał".
O słabościach obrazu długo by mówić. Te są jak dla mnie najistotniejsze:
- największą jak dla mnie wadą jest próba upchnięcia dużej liczby wątków w 1,5 godzinnym obrazie, co powoduje wrażenie biegu przez zaprezentowaną historię. Niestety przez to nie ma czasu, by zapoznać się z tytułową Akademią oraz... niestety tytułowym panem Kleksem. Prowadzi to do drugiej słabości:
- Słyszałem wiele dobrego o kreacji Tomasza Kota. Niestety jego czas ekranowy jest jak dla mnie niewystarczający. Ponadto sam pan Kleks nie odgrywa zbyt wielkiej roli w filmie, a wręcz powiedziałbym, że jest postacią "osłabioną" - tak w książkach jak i w filmach Gradowskiego, Ambroży Kleks był postacią sprawczą, kompetentną i popychającą akcję do przodu. W tym filmie właściwie poza scenami lekcji w Akademii nie robi on nic. Co gorsza, czyniąc z ojca Ady brata pana Kleksa niepotrzebnie moim zdaniem strywializowano tę postać. Notabene Fronczewski jako Paj-Chi-Wo ma jeszcze mniejszą rólkę, lecz mógłbym się kłócić, że z perspektywy zaprezentowanej historii znacznie istotniejszą niż tytułowy profesor.
- nie kupuję Wilkusów jako głównych antagonistów - oni po prostu przez 2/3 filmu nic nie robią tylko próbują groźnie wyglądać. Tym złym Akademii był zawsze Golarz Filip, ale jego zachowano na zapowiadany (?) sequel.
- diversity - to, że dziewczynki są uczennicami Akademii nie powinno nikogo w XXI wieku oburzać - książka została opublikowana w 1946 roku, a zatem szkoła z internatem tylko dla chłopców była wyjęta z rzeczywistości 20-lecia międzywojennego. Nawet wiele lat po wojnie istniały placówki, w których nie było koedukacji. Gorzej z wielorasową obsadą uczniów szkoły, która kompletowana jest na początku filmu. Oczywiście sama Akademia nie mieści się już w Polsce (całkiem oczywiste jest to, że placówka znajduje się w jakiejś magicznej krainie) i nawet sam film "wyszedł" z Polski, gdyż jego główna bohaterka pochodzi z polonijnej rodziny ale mieszkającej w Nowym Jorku. To nie jest problemem. Co nim jest, to to, że te dzieciaki wyciągane są ze stereotypowych "kultur" (np. japonka z lekcji karate, a ukrainka z szumiących stepów), by napić się z drzewa umożliwiającego mówienie po polsku i... tyle. Dzieci nie wnoszą nic ze swoich kultur, nie wprowadzają niczego poza odhaczeniem wizualnej wielorasowości. Wielka szkoda, zwłaszcza w filmie nawiązującym do dzieła zachęcającego do celebrowania indywidualności i wyjątkowości...
- oryginał żyje swoim życiem do dziś dzięki niezapomnianym piosenkom, którym nadano rockowo-dyskotekowy sznyt, traktując dzieci jako odbiorców wartych jakości. Nowy film próbuje niektóre z tych piosenek uwspółcześniać z umiarkowanym rezultatem. Przez to nie uniknie on porównań z oryginałem. Ktoś wie, czy jest szał na kupowanie OST z nowego filmu? Są odsłony na yt?
- o paczkomacie InPostu w NYC i użytym CGI nie ma co pisać, bo o tym kto chciał przeczytał już wiele.
- żenujące gagi o guano Mateusza w pierwszej połowie filmu. Raz można było zażartować, ale...
Co do pozytywów:
- film jest barwny (t.j. kolorowy i pogodny tam gdzie trzeba), dynamiczny (choć jak pisałem powyżej miejscami ciut za bardzo) i nowoczesny w formule. Przykład tej nowoczesności? Zamiast piegów na twarzy mamy piegowy "tracker" w formie steampunkowo-magicznego smartwatcha z wycieraczką
,- wnętrza Akademii są dziwaczne, co jak najbardziej pasuje mi do koncepcji z książek i ładnie nawiązuje do jednego z przesłań filmu o wartości wyobraźni,
- Ada nie jest przez większą część filmu super-heroiną, tylko zagubioną dziewczynką, która wreszcie na końcu odkrywa swój talent, choć nie jestem na 100% pewien czy pokazano to w wystarczająco wiarygodny sposób,
- dodatkowo film stara się przekazać kilka fajnych przesłań (np. lekcja ale-eliminacji),
- "śmierć" Alberta uderza w serducho niemal jak utonięcie Artaxa w "Niekończącej się opowieści"

- praca Kota jako Kleksa zasługuje na pochwałę, choć właśnie obraz cierpi na niedobór Kleksa.
Jeśli w drugim filmie uda się scenariuszowo uzyskać balans pomiędzy ilością wątków a czasem trwania, da coś ciekawego do zrobienia Kleksowi i z Golarza zrobi się rasowy czarny charakter, to może być nie najgorzej. Prosiłbym również o nowe i godne zanucenia po zakończeniu seansu piosenki.
"Akademia pana Kleksa" zatem nie jest dobrym filmem. Choć kusi kolorami i dziwacznością, na które wersja z 1983 roku nie mogła sobie pozwolić, pędzi na złamanie karku i nie pozwala się cieszyć tym, co w scenariuszu (tu i ówdzie) jest całkiem niezłe.
I na miłość boską - scenarzyści - nie uczcie dzieci otwierać okno i rozmawiać z dziwacznymi ludźmi, którzy zapukają im do okna!
