Popiół i diament (1958).
Temat jest trudny, zatem jedynie bardzo skrótowo wyeksponuję swoje odczucia. Zdecydowałem się na wpis (jednak), gdyż bliska mi osoba należała do grona "wyklętych".
Film Wajdy ma dość dynamiczny początek. Nie jeden reżyser umieściłby nagrane sceny w miejscu puentującym dzieło.
Chodź, napijemy się po jednym - usłyszymy.
Zacytowane zdanie zapowiada wstęp do kultowej sceny. Ale na nią widzowie trochę poczekają, i zapewne nie pożałują chwil spędzonych wcześniej przed ekranem.
Papierosy? Węgierskie są mocniejsze - usłyszymy podczas jednego z dialogów.
Przez lata funkcjonowało powiedzenie o dwu bratankach. Może faktycznie coś nas w przeszłości łączyło (?).
Bez tej Warszawy człowiek nie ten sam - powie jeden z bohaterów.
Szczęśliwie nie przeniesiono stolicy do Krakowa. Czy wygłoszone w filmie zdanie można uznać za sarkazm?
Mam wrażenie, że A. Wajda był jakby wizjonerem zachowań współczesnych celebrytów. Scena z udziałem B. Kobieli oraz gaśnicy została zagrana perfekcyjnie. Co zawodowiec, to zawodowiec. Nie polecam amatorom szaleństw tego typu w miejscach publicznych.
"Popiół..." czytałem / oglądałem wielokroć. Do dziś zachodzę w głowę jak tamtejsza cenzura mogła to przepuścić. Może za sprawą naświetlenia sylwetki towarzysza Szczuki? Wajda ukazał postać kacyka jako gościa w stylu "przyłóż do rany".
Wajda - doskonały obserwator psychiki ludzkiej - tak pokierował narracją, aby widz dawnego pokolenia miał wątpliwości po czyjej stronie się opowiedzieć. I chyba w tym należy upatrywać przechytrzenie cenzury (patrz towarzysz Szczuka "do rany przyłóż").
To bardzo polski film. Odważny. Jednak oglądał go cały świat. Puszczany był między innymi w jednaj z amerykańskich akademii filmowych jako swoisty wzorzec.
W "Pociągu" (1959) Kawalerowicza "bylem pasażerem". Tu Wajda także - jako mistrz klimatu - nie zawiódł. Warto wprosić się na powojenną imprezę zorganizowaną w lokalnym hotelu, obserwując profile osobowościowe gości. No i ten Kobiela (biegający z gaśnicą). Groteskowy w najlepszym rozumieniu tego słowa.
Temat jest trudny, zatem jedynie bardzo skrótowo wyeksponuję swoje odczucia. Zdecydowałem się na wpis (jednak), gdyż bliska mi osoba należała do grona "wyklętych".
Film Wajdy ma dość dynamiczny początek. Nie jeden reżyser umieściłby nagrane sceny w miejscu puentującym dzieło.
Chodź, napijemy się po jednym - usłyszymy.
Zacytowane zdanie zapowiada wstęp do kultowej sceny. Ale na nią widzowie trochę poczekają, i zapewne nie pożałują chwil spędzonych wcześniej przed ekranem.
Papierosy? Węgierskie są mocniejsze - usłyszymy podczas jednego z dialogów.
Przez lata funkcjonowało powiedzenie o dwu bratankach. Może faktycznie coś nas w przeszłości łączyło (?).
Bez tej Warszawy człowiek nie ten sam - powie jeden z bohaterów.
Szczęśliwie nie przeniesiono stolicy do Krakowa. Czy wygłoszone w filmie zdanie można uznać za sarkazm?
Mam wrażenie, że A. Wajda był jakby wizjonerem zachowań współczesnych celebrytów. Scena z udziałem B. Kobieli oraz gaśnicy została zagrana perfekcyjnie. Co zawodowiec, to zawodowiec. Nie polecam amatorom szaleństw tego typu w miejscach publicznych.
"Popiół..." czytałem / oglądałem wielokroć. Do dziś zachodzę w głowę jak tamtejsza cenzura mogła to przepuścić. Może za sprawą naświetlenia sylwetki towarzysza Szczuki? Wajda ukazał postać kacyka jako gościa w stylu "przyłóż do rany".
Wajda - doskonały obserwator psychiki ludzkiej - tak pokierował narracją, aby widz dawnego pokolenia miał wątpliwości po czyjej stronie się opowiedzieć. I chyba w tym należy upatrywać przechytrzenie cenzury (patrz towarzysz Szczuka "do rany przyłóż").
To bardzo polski film. Odważny. Jednak oglądał go cały świat. Puszczany był między innymi w jednaj z amerykańskich akademii filmowych jako swoisty wzorzec.
W "Pociągu" (1959) Kawalerowicza "bylem pasażerem". Tu Wajda także - jako mistrz klimatu - nie zawiódł. Warto wprosić się na powojenną imprezę zorganizowaną w lokalnym hotelu, obserwując profile osobowościowe gości. No i ten Kobiela (biegający z gaśnicą). Groteskowy w najlepszym rozumieniu tego słowa.
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
