06-10-2024, 15:15
Dyrygent (1979).
To mój czas. Słońce zachodzi wcześniej, zatem będę częściej włączał rzutnik. Podczas ostatniej projekcji nerwowo zerkałem na zegarek. Chciałem aby ten film trwał i trwał. Niestety, czasu nie potrafiłem zatrzymać. Mam kilka zagranicznych płytek zafoliowanych fabrycznie i brakuje mi motywacji do ich rozpakowania (chodzi o naprawdę ciekawe tytuły). Od kilku miesięcy oglądam po kilka razy z rzędu te same produkcje krajowe. Być może faktycznie najciemniej jest pod latarnią (?).
Kolejny film A. Wajdy niby jest mało skomplikowany. Widz z pewnością postawi sobie pytanie o miłość, jeśli ta faktycznie istnieje. Może rządzi tylko chemia? Główny bohater nie potrafi zapanować nad emocjami (jak zawsze wyśmienity A. Seweryn). Niby kocha, ale bywa zazdrosny o nic. Pierwej rozbiera się do seksu, następnie spektakularnie ubiera. Tu raczej chodzi o kompleks niższości. Istnieją lepsi dyrygenci niż on (na marginesie - chciał spać z żoną
).
Wątek przemijania został ukazany perfekcyjnie. Filmowy John Lasocki ("konkurent" głównego bohatera) w sposób zbliżony analizuje doczesność jak Daras. Przed podjęciem decyzji ostatecznych warto rozliczyć kwestie moralne zgodnie z sumieniem. To wymaga odwagi oraz szczerej autorefleksji.
K. Janda? Są dwie opcje. Lubimy tę aktorkę lub nie. Owszem, można jej zarzucić nadmiarową ekspresję emocji, niemniej A. Wajda kręcąc swoje filmy zdradził osobiste uczucia.
Sympatie reżysera podzieliłem po obejrzeniu "Człowieka z marmuru" (1976).
Postać A. Pietryka (A. Seweryna) została nieco przerysowana. Oglądając popisy głównego bohatera przed orkiestrą nieco się śmiałem. Również podczas oglądania filmu w latach jego premiery.
"Dyrygent" rozpoczyna się starannymi kadrami Nowego Jorku. Kiedyś uwidocznione wysokościowce bardzo mi imponowały. Chciałem odwiedzić Manhattan. Obecnie już nie. Podobnych klimatów doświadczyłem w Warszawie. Z tą przewagą, że w stolicy Polski infrastruktura jest nowa / nowoczesna. Nie "zdezelowana", co spostrzegłem oglądając film A. Wajdy. Zatem jakość wydania BD zasłużyła na moje najwyższe uznanie. Polecam.
Dziś bez noty. Naraziłbym się na krytykę za kolejną wysoką punktację polskiej produkcji. Czy w końcu odpakuję zagraniczne krążki?
To mój czas. Słońce zachodzi wcześniej, zatem będę częściej włączał rzutnik. Podczas ostatniej projekcji nerwowo zerkałem na zegarek. Chciałem aby ten film trwał i trwał. Niestety, czasu nie potrafiłem zatrzymać. Mam kilka zagranicznych płytek zafoliowanych fabrycznie i brakuje mi motywacji do ich rozpakowania (chodzi o naprawdę ciekawe tytuły). Od kilku miesięcy oglądam po kilka razy z rzędu te same produkcje krajowe. Być może faktycznie najciemniej jest pod latarnią (?).
Kolejny film A. Wajdy niby jest mało skomplikowany. Widz z pewnością postawi sobie pytanie o miłość, jeśli ta faktycznie istnieje. Może rządzi tylko chemia? Główny bohater nie potrafi zapanować nad emocjami (jak zawsze wyśmienity A. Seweryn). Niby kocha, ale bywa zazdrosny o nic. Pierwej rozbiera się do seksu, następnie spektakularnie ubiera. Tu raczej chodzi o kompleks niższości. Istnieją lepsi dyrygenci niż on (na marginesie - chciał spać z żoną
).Wątek przemijania został ukazany perfekcyjnie. Filmowy John Lasocki ("konkurent" głównego bohatera) w sposób zbliżony analizuje doczesność jak Daras. Przed podjęciem decyzji ostatecznych warto rozliczyć kwestie moralne zgodnie z sumieniem. To wymaga odwagi oraz szczerej autorefleksji.
K. Janda? Są dwie opcje. Lubimy tę aktorkę lub nie. Owszem, można jej zarzucić nadmiarową ekspresję emocji, niemniej A. Wajda kręcąc swoje filmy zdradził osobiste uczucia.
Sympatie reżysera podzieliłem po obejrzeniu "Człowieka z marmuru" (1976).Postać A. Pietryka (A. Seweryna) została nieco przerysowana. Oglądając popisy głównego bohatera przed orkiestrą nieco się śmiałem. Również podczas oglądania filmu w latach jego premiery.
"Dyrygent" rozpoczyna się starannymi kadrami Nowego Jorku. Kiedyś uwidocznione wysokościowce bardzo mi imponowały. Chciałem odwiedzić Manhattan. Obecnie już nie. Podobnych klimatów doświadczyłem w Warszawie. Z tą przewagą, że w stolicy Polski infrastruktura jest nowa / nowoczesna. Nie "zdezelowana", co spostrzegłem oglądając film A. Wajdy. Zatem jakość wydania BD zasłużyła na moje najwyższe uznanie. Polecam.
Dziś bez noty. Naraziłbym się na krytykę za kolejną wysoką punktację polskiej produkcji. Czy w końcu odpakuję zagraniczne krążki?
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
