19-10-2024, 01:35
Rejs (1968 / 70).
Film obejrzałem po raz pierwszy w połowie lat 80.. Uprzednio kolega zapytał - Czy znasz "Rejs"? No i się zaczęło. Kasecie VHS nie dawałem wytchnienia. Ostatecznie uszanowałem AR z płyty BD (patrz stosowna dyskusja ad vocem).
Niedawno zdzwonił stary bywalec mojego kina domowego, który ma spory telewizor i takie tam. Czy są wolne miejsca? - zapytał. Dziś poproszę o projekcję trwającą około godzinę - dodał (chcieliśmy po dłuższej przerwie w spotkaniach nieco pogadać). Padło na film z nagłówka. Nieme komedie, ku mojemu zdumieniu, przekraczały 90 minut.
Projektor oraz nie najgorszy ekran zrobiły swoje. Uśmiechom nie było końca. Taki to właśnie film. Genialny, genialny, genialny. I jeszcze raz powtórzę - genialny! O czym? Ano o nas.
Sądzę, że każdą nację charakteryzują określone narodowe cechy osobowościowe. Idąc tym tropem, posiadamy rodzime - polskie. Skoro Stanisław Tym (kaowiec) śmiał się pod nosem w scenie ukazującej zebranie, znaczy to tyle, iż było kiedyś "śmieszno". Ponoć ruscy zazdrościli nam swobody w krytykowaniu (poprzez kino) panującego drzewiej ustroju.
"Rejs" jest aktualny. Ba, nie tylko aktualny. Obraz M. Piwowskiego zaledwie dyskretnie dworuje z obecnej rzeczywistości, wróżąc przy okazji przyszłość. To kino o nas. O moich znajomych. Również o mnie (niekiedy łapię się na tym, że ktoś mnie próbował wkręcić w jakieś pierdy).
Paradoksalnie (czy "paradoksalnie") chciałbym w takim rejsie uczestniczyć. I chyba uczestniczę. Nie unikam specyficznego poczucia humoru. Sto lat, sto lat, sto lat...
10 / 10
Film obejrzałem po raz pierwszy w połowie lat 80.. Uprzednio kolega zapytał - Czy znasz "Rejs"? No i się zaczęło. Kasecie VHS nie dawałem wytchnienia. Ostatecznie uszanowałem AR z płyty BD (patrz stosowna dyskusja ad vocem).
Niedawno zdzwonił stary bywalec mojego kina domowego, który ma spory telewizor i takie tam. Czy są wolne miejsca? - zapytał. Dziś poproszę o projekcję trwającą około godzinę - dodał (chcieliśmy po dłuższej przerwie w spotkaniach nieco pogadać). Padło na film z nagłówka. Nieme komedie, ku mojemu zdumieniu, przekraczały 90 minut.
Projektor oraz nie najgorszy ekran zrobiły swoje. Uśmiechom nie było końca. Taki to właśnie film. Genialny, genialny, genialny. I jeszcze raz powtórzę - genialny! O czym? Ano o nas.
Sądzę, że każdą nację charakteryzują określone narodowe cechy osobowościowe. Idąc tym tropem, posiadamy rodzime - polskie. Skoro Stanisław Tym (kaowiec) śmiał się pod nosem w scenie ukazującej zebranie, znaczy to tyle, iż było kiedyś "śmieszno". Ponoć ruscy zazdrościli nam swobody w krytykowaniu (poprzez kino) panującego drzewiej ustroju.
"Rejs" jest aktualny. Ba, nie tylko aktualny. Obraz M. Piwowskiego zaledwie dyskretnie dworuje z obecnej rzeczywistości, wróżąc przy okazji przyszłość. To kino o nas. O moich znajomych. Również o mnie (niekiedy łapię się na tym, że ktoś mnie próbował wkręcić w jakieś pierdy).
Paradoksalnie (czy "paradoksalnie") chciałbym w takim rejsie uczestniczyć. I chyba uczestniczę. Nie unikam specyficznego poczucia humoru. Sto lat, sto lat, sto lat...
10 / 10
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
