"Streets of Fire" - UHD - chyba ostatni film Waltera Hilla do którego nie mam prawie żadnych poważnych zastrzeżeń. Czas i miejsce akcji - "Another time. Another place" - jak to przedstawione jest nam na samym początku filmu. Scenografia i lokalizacje stylizowane na miejski krajobraz USA lat 50-tych. Znakomicie to wygląda, chociaż czasami odczuwa się, że zdjęcia były robione w studio. Mimo wszystko, poziom wyżej od tego co oferują dzisiejsze "green boxowe" plany zdjęciowe. Jak komuś podobały się wizualia w "The Warriors", to chociaż z tego powodu może śmiało sięgnąć po "Streets of Fire".
Historyjka jest prosta i z lekkim "bajkowym"(?) zabarwieniem. Mamy Królewnę (Diane Lane) - gwiazdę pop, którą porywa zgraja rozbójników na motorach, pod wodzą bezwzględnego Ravena, ogarniętego obsesją na punkcie Księżniczki. Uwięziona w twierdzy - klubie/mecie/melinie - zbójów oczekuje ratunku ze strony Królewicza. Ten zaś (w tej roli znakomity Rick Morranis), owszem jest, ale jej agentem i impressario robiącym niezłą kasę na jej talencie i wdziękach. Nie bardzo kwapi się do ratowania, bo to wymagałaby pobrudzenia sobie rączęk i nie tylko. Z pomocą przybywa (pociągiem - na tę chwilę nie dysponuje własnym środkiem transportu) wezwany przez zrozpaczone pospólstwo Rycerz (w tej roli Michael Pare), który to o wdzięki Królewny swego czasu nawet zabiegał (z sukcesem), ale wybrał bardziej przyziemny model życia. Do pomocy ma przypadkowo poznaną Nieznajomą, która jednym ciosem potrafi położyć rosłego mężczyznę. Powodzenia wyprawy ratunkowej (i spraw finansowych) dogląda Królewicz, żeby potem nie było, że się nie zaangażował. Jak się nietrudno domyśleć, drużyna ratunkowa odnosi spektakularny sukces (z pomocą pospólstwa które wreszcie zdaje sobie sprawę z tego, że czasem warto się ogarnąć i wziąć sprawy we własne ręce). Mamy więc "klasyczny", bajkowy happy end. Królewna wraca w ramiona Królewicza, kontynuować karierę. Rycerz wraz z Nieznajomą, teraz już na zdobycznym rumaku marki Mercury Convertible, odjeżdżają w siną dal, gdzie zapewne założą prywatną działalność gospodarczą polegającą na ratowaniu Księżniczek. Pospólstwo pozostaje tam gdzie było, ale za to bardziej świadome. To wszystko okraszone obficie świetną muzyką.
Wydanie UHD od Shout! Factory pod względem wizualnym prezentuje się bardzo dobrze. Kolorki, detale, również w ciemnych scenach, których w filmie nie brakuje, stoją na dobrym poziomie.
Można śmiało polecić nie tylko wielbicielom Waltera Hilla, ale również "nietypowych akcyjniaków. Ocena 8/10.
The Last Starfighter - UHD - kwintesencja kina s-f lat 80-tych. Niby o "ufoludkach", ale tak nie do końca wyłącznie o tym. Pod przykrywką opowiastki o prostym chłopaku, co to sam jeden ma ocalić planetę przed złym Władcą (ile razy to już było
) dostajemy przy okazji historię o młodym człowieku próbującym się wyrwać z otoczenia w którym dorastał i które nie chce go wypuścić, wykorzystując jego poczucie odpowiedzialności. To wszystko podane nienachalnie i bez zbędnego moralizatorstwa. Właśnie dlatego nie kłuje w oczy i całkiem przyjemnie się to ogląda. Scenografia i praktyczne efekty na przyzwoitym jak na tamte lata poziomie. Dodatkowo sporo ujęć z jednymi z pierwszych (a przynajmniej w takiej ilości) efektami CGI w historii kina.
UHD od Arrow prezentuje się obłędnie. Piękne kolorki, transfer ma "filmowy" wygląd, detale i dużo z umiarem podanych HDR-owych świecidełek. Ocena 8/10.
RoboCop 2 - UHD - to inny film niż "jedynka" Paula Verhoevena. Nie tak brutalny i krwawy, ale za to z ciekawym antagonistą. Caine jest początkowo szalonym guru narkotykowego podziemia Detroit, by później zostać nowym RoboCopem, który wymyka się z pod kontroli OCP. W tym drugim wcieleniu jest dużo ciekawszy od ED209 i stanowi godnego przeciwnika. Wizualnie film podobny jest do części pierwszej - brudne ulice Detroit, opuszczone fabryki, społeczeństwo miejscami pozbawione moralności i "szalone" spoty reklamowe jako przerywniki pomiędzy wybranymi scenami. Pancerz Robo, jak dla mnie, zbyt "kolorwy" i to, nie wiedzieć czemu, dość mocno przeszkadza. W dalszym ciągu solidne kino s-f.
UHD od Shout! Factory wygląda bardzo dobrze. Całkiem sporo HDR-owych światełek i tym podobnych. Ocena 7,5/10.
Historyjka jest prosta i z lekkim "bajkowym"(?) zabarwieniem. Mamy Królewnę (Diane Lane) - gwiazdę pop, którą porywa zgraja rozbójników na motorach, pod wodzą bezwzględnego Ravena, ogarniętego obsesją na punkcie Księżniczki. Uwięziona w twierdzy - klubie/mecie/melinie - zbójów oczekuje ratunku ze strony Królewicza. Ten zaś (w tej roli znakomity Rick Morranis), owszem jest, ale jej agentem i impressario robiącym niezłą kasę na jej talencie i wdziękach. Nie bardzo kwapi się do ratowania, bo to wymagałaby pobrudzenia sobie rączęk i nie tylko. Z pomocą przybywa (pociągiem - na tę chwilę nie dysponuje własnym środkiem transportu) wezwany przez zrozpaczone pospólstwo Rycerz (w tej roli Michael Pare), który to o wdzięki Królewny swego czasu nawet zabiegał (z sukcesem), ale wybrał bardziej przyziemny model życia. Do pomocy ma przypadkowo poznaną Nieznajomą, która jednym ciosem potrafi położyć rosłego mężczyznę. Powodzenia wyprawy ratunkowej (i spraw finansowych) dogląda Królewicz, żeby potem nie było, że się nie zaangażował. Jak się nietrudno domyśleć, drużyna ratunkowa odnosi spektakularny sukces (z pomocą pospólstwa które wreszcie zdaje sobie sprawę z tego, że czasem warto się ogarnąć i wziąć sprawy we własne ręce). Mamy więc "klasyczny", bajkowy happy end. Królewna wraca w ramiona Królewicza, kontynuować karierę. Rycerz wraz z Nieznajomą, teraz już na zdobycznym rumaku marki Mercury Convertible, odjeżdżają w siną dal, gdzie zapewne założą prywatną działalność gospodarczą polegającą na ratowaniu Księżniczek. Pospólstwo pozostaje tam gdzie było, ale za to bardziej świadome. To wszystko okraszone obficie świetną muzyką.
Wydanie UHD od Shout! Factory pod względem wizualnym prezentuje się bardzo dobrze. Kolorki, detale, również w ciemnych scenach, których w filmie nie brakuje, stoją na dobrym poziomie.
Można śmiało polecić nie tylko wielbicielom Waltera Hilla, ale również "nietypowych akcyjniaków. Ocena 8/10.
The Last Starfighter - UHD - kwintesencja kina s-f lat 80-tych. Niby o "ufoludkach", ale tak nie do końca wyłącznie o tym. Pod przykrywką opowiastki o prostym chłopaku, co to sam jeden ma ocalić planetę przed złym Władcą (ile razy to już było
) dostajemy przy okazji historię o młodym człowieku próbującym się wyrwać z otoczenia w którym dorastał i które nie chce go wypuścić, wykorzystując jego poczucie odpowiedzialności. To wszystko podane nienachalnie i bez zbędnego moralizatorstwa. Właśnie dlatego nie kłuje w oczy i całkiem przyjemnie się to ogląda. Scenografia i praktyczne efekty na przyzwoitym jak na tamte lata poziomie. Dodatkowo sporo ujęć z jednymi z pierwszych (a przynajmniej w takiej ilości) efektami CGI w historii kina.UHD od Arrow prezentuje się obłędnie. Piękne kolorki, transfer ma "filmowy" wygląd, detale i dużo z umiarem podanych HDR-owych świecidełek. Ocena 8/10.
RoboCop 2 - UHD - to inny film niż "jedynka" Paula Verhoevena. Nie tak brutalny i krwawy, ale za to z ciekawym antagonistą. Caine jest początkowo szalonym guru narkotykowego podziemia Detroit, by później zostać nowym RoboCopem, który wymyka się z pod kontroli OCP. W tym drugim wcieleniu jest dużo ciekawszy od ED209 i stanowi godnego przeciwnika. Wizualnie film podobny jest do części pierwszej - brudne ulice Detroit, opuszczone fabryki, społeczeństwo miejscami pozbawione moralności i "szalone" spoty reklamowe jako przerywniki pomiędzy wybranymi scenami. Pancerz Robo, jak dla mnie, zbyt "kolorwy" i to, nie wiedzieć czemu, dość mocno przeszkadza. W dalszym ciągu solidne kino s-f.
UHD od Shout! Factory wygląda bardzo dobrze. Całkiem sporo HDR-owych światełek i tym podobnych. Ocena 7,5/10.
niespotykanie spokojny człowiek

