25-11-2024, 11:41
RoboCop 2 (1990) [max, lektor pl]
Skoro już powtórzyłem oryginał, wziąłem się też za sequele, których nie widziałem nawet dłużej.
Dwójka to ogromny zawód po filmie Verhoevena - od zawsze dla mnie tak było. Story-arc Murphy'ego z pierwszej części i jego wątek z żoną zostały tutaj rozwiązane/zapomniane w 2-3 krótkich scenach, a potem twórcy nie potrafili się zdecydować jaką historię chcą o nim chcą opowiedzieć. Na początku Murphy jest gliniarzem skoncentrowanym na powstrzymaniu rozprowadzania Nuke'a, potem wracamy na 5 minut do pilnowania żony i synka, potem znowu Nuke, potem wgrywają mu tych +250 dyrektyw robiących z niego idiotę, aby problem ten rozwiązać znowu w dwie minuty, po których znowu wraca do wojny z Cainem i Nuke. Gdy ją wygrywa, znika na dobry kwadrans, bo film wraca do tematu burmistrza Detroit i "RoboCopa 2", o których było trochę na początku, ale potem im się zapomniało. No i potem bitka na finał - koniec. Kershner czasami aż za bardzo poszedł w kicz i groteskę, Detroit wygląda tu czasami jak karykatura, w której każdy mieszkaniec po skończeniu siódmego roku życia zostaje przestępcą. No i ogromnie brakuje tu muzyki Basila Poledourisa - to zdecydowanie największa wada sequela! Nowy motyw muzyczny jest ok, też wpada w ucho, ale to zupełnie inna (niższa) półka.
Co bym nie namarudził, oglądało się nieźle, bo i sporo tu krwawej akcji i sporo humoru, ciekawych klasycznych efektów specjalnych i klimatu, którego uwielbiam, a którego współczesnemu kinu tak bardzo brakuje. Średniak, ale koniec końców pozostawia wrażenia lekko pozytywne.
RoboCop 3 (1993) [max, lektor pl]
Pierwszy Robo jakiego oglądałem, ale starałem się odłożyć na bok sentyment i podejść do niego po tych 12-13 latach z trzeźwą głową. I co? I nadal absolutnie nie rozumiem dlaczego jest jednym z najbardziej hejconych sequeli w historii kina!
Film zaczyna się od wprowadzenia innych postaci, a dopiero po kilkunastu minutach pojawia się tytułowy bohater i świetnie budowane jest napięcie z tym związane, a samo wejście Robo ma x100 większą moc niż w poprzedniku. W dwójce nie było pomysłu na Lewis (czy do finału, w którym jako jedyna wpadła na pomysł jak tymczasowo zatrzymać RoboCopa 2, zrobiła w ogóle coś?), więc tutaj podjęto odważną decyzję i odstrzelono ją w połowie, aby dać Murphy'emy jedną, konkretniejszą historię i silną motywację do działania przez resztę filmu. Udało się. Jest to też ciekawa scena ze względu na ukazanie konfliktu wszystkich czterech dyrektyw głównego bohatera - próżno takiego pomysłu szukać w dwójce. Sierżant Reed poprzednio był w zasadzie statystą z jedną linijką dialogową, tutaj tak jak u Verhoevena ma większą rolę i zalicza swój najlepszy występ. Powrót Basila Poledourisa na stanowisko kompozytora zaowocowało kolejnym świetnym soundtrackiem, który przełożył się na nieporównywalnie większy ładunek emocjonalny niż w RoboCopie 2. Każde wejście Robo, patetyczna scena z rzucaniem odznakami, czy przyjazd policji, aby bronić dzielnicę Cadillac przed oddziałami prewencji i bandziorami - dostaję przy nich gęsiej skórki. Nowa galeria łotrów również wypada dla mnie lepiej od Caina i jego gangu z dzieciakiem.
Z tego co czytam, trójce zarzuca się głównie trzy rzeczy: 1) Zmianę Petera Wellera na Roberta Johna Burke'a - nie kumam tego, przecież Burke nie zagrał gorzej, a w masce, którą nosi przez większość filmu w ogóle nie da się go odróżnić od Wellera (jedyna zmiana na minus to syntezator głosu, jakiego użyto gdy ma zakrytą twarz); 2) PG-13 - rozumiem, że poprzednie części miały mocną eRkę, a w tej postawiono na PG-13, ALE - przemoc jest, blood squiby są (Lewis potwierdza), ludzie, a nawet androidy palą papierosy, na ulicach są prostytutki i alfonsi... czy kilka dodatkowych faków i jakiś narkotyk dużo by tutaj zmieniły / poprawiły? moim zdaniem nie; 3) zrobienie z RoboCopa kina familijnego... I ponownie nie kumam, czemu jest problem z tym, że jedną z głównych bohaterek tej części jest nadzwyczaj uzdolniona dziewczynka, a Robo zaczyna robić za jej surrogate-father? Cameron dokonał podobnej zmiany w drugim Terminatorze i się udało. Moim zdaniem tutaj też, ale tutaj nikt nie ocenia tego jak ta zmiana wyszła tylko hejci za sam fakt zmiany. Absurd.
Film zawiera kilka głupotek i wpadek, a także bywa nierówny pod względem scen akcji (oba pościgi i finał bardzo lubię, ale przyznaję, że brakuje tu jakiejś większej strzelaniny, a starcia z Otomo bywają bardzo sztywne), ale poza tym jest pod każdym względem solidną produkcją i zdecydowanie bardziej satysfakcjonującą kontynuacją od poprzednika. Także z mojej strony jak było, tak pozostaje: RoboCop 3 > RoboCop 2. Powiem więcej, zarówno jako film, jak i jako kontynuacja części drugiej: RoboCop 3 > Terminator 3: Rise of the Machines.
Przez pół sekundy przeszła mnie myśl, aby dać też drugą szansę RoboCopowi z 2014... ale potem przypomniałem sobie jak nieciekawy i niepotrzebny był to film, ze zmarnowaną fantastyczną obsadą (Keaton, Oldman, Samuel) i jednak wolę zapomnieć że to w ogóle powstało. Dziwię się natomiast, że przy obecnym wysypie "legacy sequels" nikt jeszcze nie wpadł na pomysł "RoboCopa 4", czy też "RoboCopa: Alexa Murphy", bo potencjał na kolejną część był/jest i z chęcią bym takową obejrzał.
Skoro już powtórzyłem oryginał, wziąłem się też za sequele, których nie widziałem nawet dłużej.
Dwójka to ogromny zawód po filmie Verhoevena - od zawsze dla mnie tak było. Story-arc Murphy'ego z pierwszej części i jego wątek z żoną zostały tutaj rozwiązane/zapomniane w 2-3 krótkich scenach, a potem twórcy nie potrafili się zdecydować jaką historię chcą o nim chcą opowiedzieć. Na początku Murphy jest gliniarzem skoncentrowanym na powstrzymaniu rozprowadzania Nuke'a, potem wracamy na 5 minut do pilnowania żony i synka, potem znowu Nuke, potem wgrywają mu tych +250 dyrektyw robiących z niego idiotę, aby problem ten rozwiązać znowu w dwie minuty, po których znowu wraca do wojny z Cainem i Nuke. Gdy ją wygrywa, znika na dobry kwadrans, bo film wraca do tematu burmistrza Detroit i "RoboCopa 2", o których było trochę na początku, ale potem im się zapomniało. No i potem bitka na finał - koniec. Kershner czasami aż za bardzo poszedł w kicz i groteskę, Detroit wygląda tu czasami jak karykatura, w której każdy mieszkaniec po skończeniu siódmego roku życia zostaje przestępcą. No i ogromnie brakuje tu muzyki Basila Poledourisa - to zdecydowanie największa wada sequela! Nowy motyw muzyczny jest ok, też wpada w ucho, ale to zupełnie inna (niższa) półka.
Co bym nie namarudził, oglądało się nieźle, bo i sporo tu krwawej akcji i sporo humoru, ciekawych klasycznych efektów specjalnych i klimatu, którego uwielbiam, a którego współczesnemu kinu tak bardzo brakuje. Średniak, ale koniec końców pozostawia wrażenia lekko pozytywne.
RoboCop 3 (1993) [max, lektor pl]
Pierwszy Robo jakiego oglądałem, ale starałem się odłożyć na bok sentyment i podejść do niego po tych 12-13 latach z trzeźwą głową. I co? I nadal absolutnie nie rozumiem dlaczego jest jednym z najbardziej hejconych sequeli w historii kina!
Film zaczyna się od wprowadzenia innych postaci, a dopiero po kilkunastu minutach pojawia się tytułowy bohater i świetnie budowane jest napięcie z tym związane, a samo wejście Robo ma x100 większą moc niż w poprzedniku. W dwójce nie było pomysłu na Lewis (czy do finału, w którym jako jedyna wpadła na pomysł jak tymczasowo zatrzymać RoboCopa 2, zrobiła w ogóle coś?), więc tutaj podjęto odważną decyzję i odstrzelono ją w połowie, aby dać Murphy'emy jedną, konkretniejszą historię i silną motywację do działania przez resztę filmu. Udało się. Jest to też ciekawa scena ze względu na ukazanie konfliktu wszystkich czterech dyrektyw głównego bohatera - próżno takiego pomysłu szukać w dwójce. Sierżant Reed poprzednio był w zasadzie statystą z jedną linijką dialogową, tutaj tak jak u Verhoevena ma większą rolę i zalicza swój najlepszy występ. Powrót Basila Poledourisa na stanowisko kompozytora zaowocowało kolejnym świetnym soundtrackiem, który przełożył się na nieporównywalnie większy ładunek emocjonalny niż w RoboCopie 2. Każde wejście Robo, patetyczna scena z rzucaniem odznakami, czy przyjazd policji, aby bronić dzielnicę Cadillac przed oddziałami prewencji i bandziorami - dostaję przy nich gęsiej skórki. Nowa galeria łotrów również wypada dla mnie lepiej od Caina i jego gangu z dzieciakiem.
Z tego co czytam, trójce zarzuca się głównie trzy rzeczy: 1) Zmianę Petera Wellera na Roberta Johna Burke'a - nie kumam tego, przecież Burke nie zagrał gorzej, a w masce, którą nosi przez większość filmu w ogóle nie da się go odróżnić od Wellera (jedyna zmiana na minus to syntezator głosu, jakiego użyto gdy ma zakrytą twarz); 2) PG-13 - rozumiem, że poprzednie części miały mocną eRkę, a w tej postawiono na PG-13, ALE - przemoc jest, blood squiby są (Lewis potwierdza), ludzie, a nawet androidy palą papierosy, na ulicach są prostytutki i alfonsi... czy kilka dodatkowych faków i jakiś narkotyk dużo by tutaj zmieniły / poprawiły? moim zdaniem nie; 3) zrobienie z RoboCopa kina familijnego... I ponownie nie kumam, czemu jest problem z tym, że jedną z głównych bohaterek tej części jest nadzwyczaj uzdolniona dziewczynka, a Robo zaczyna robić za jej surrogate-father? Cameron dokonał podobnej zmiany w drugim Terminatorze i się udało. Moim zdaniem tutaj też, ale tutaj nikt nie ocenia tego jak ta zmiana wyszła tylko hejci za sam fakt zmiany. Absurd.
Film zawiera kilka głupotek i wpadek, a także bywa nierówny pod względem scen akcji (oba pościgi i finał bardzo lubię, ale przyznaję, że brakuje tu jakiejś większej strzelaniny, a starcia z Otomo bywają bardzo sztywne), ale poza tym jest pod każdym względem solidną produkcją i zdecydowanie bardziej satysfakcjonującą kontynuacją od poprzednika. Także z mojej strony jak było, tak pozostaje: RoboCop 3 > RoboCop 2. Powiem więcej, zarówno jako film, jak i jako kontynuacja części drugiej: RoboCop 3 > Terminator 3: Rise of the Machines.
Przez pół sekundy przeszła mnie myśl, aby dać też drugą szansę RoboCopowi z 2014... ale potem przypomniałem sobie jak nieciekawy i niepotrzebny był to film, ze zmarnowaną fantastyczną obsadą (Keaton, Oldman, Samuel) i jednak wolę zapomnieć że to w ogóle powstało. Dziwię się natomiast, że przy obecnym wysypie "legacy sequels" nikt jeszcze nie wpadł na pomysł "RoboCopa 4", czy też "RoboCopa: Alexa Murphy", bo potencjał na kolejną część był/jest i z chęcią bym takową obejrzał.
