"Krajobraz po bitwie" (1970).
Krótko, najkrócej jak si da.
Cytat z filmu: "Bo żywi zawsze mają rację przeciwko umarłym".
Mam problem. Nie wiem dla jakich odbiorców kręcono takie filmy. Kto je nadal ogląda? Czy wyłącznie Darasy? A może tylko widzowie skośnoocy?
Subiektywnie zauważam sporo odniesień do "Wesela" (1972). Dlaczego? Mamy obserwatora zdarzeń. Może właśnie Ty powinieneś nim być? Żarcik. Powtórzę - żarcik.
Płytę BD kupiłem lata temu u Japończyków. Zapłaciłem krocie. Paradoksalnie coraz bardziej zaczynam rozumieć kraj Kwitnącej Wiśni. Oni niezmiennie wielbią Szopena, a my stale zapominamy czy jedyną poprawną pisownią jest Chopina.
Muzyka Vivaldiego (na ścieżce PCM) zabrzmiała dość kontrowersyjnie, ilustrując kadry ukazujące euforię więźniów podczas wyzwolenia obozu koncentracyjnego. To były mocne sceny i skłaniały do pogłębionych refleksji historycznych / holistycznych.
Hmm. Obejrzałem po raz kolejny film, w którym "wygrał" (?) intelektualista. Chłodnym okiem śledził on tok wydarzeń, także kreślił scenariusze kolejnych. No i ci wszechobecni Amerykanie. Andrzej Wajda jako - powiedzmy - wizjoner, przewidział potencjalne możliwości aliantów w pisaniu historii świata.
Krótko, najkrócej jak si da.
Cytat z filmu: "Bo żywi zawsze mają rację przeciwko umarłym".
Mam problem. Nie wiem dla jakich odbiorców kręcono takie filmy. Kto je nadal ogląda? Czy wyłącznie Darasy? A może tylko widzowie skośnoocy?
Subiektywnie zauważam sporo odniesień do "Wesela" (1972). Dlaczego? Mamy obserwatora zdarzeń. Może właśnie Ty powinieneś nim być? Żarcik. Powtórzę - żarcik.
Płytę BD kupiłem lata temu u Japończyków. Zapłaciłem krocie. Paradoksalnie coraz bardziej zaczynam rozumieć kraj Kwitnącej Wiśni. Oni niezmiennie wielbią Szopena, a my stale zapominamy czy jedyną poprawną pisownią jest Chopina.
Muzyka Vivaldiego (na ścieżce PCM) zabrzmiała dość kontrowersyjnie, ilustrując kadry ukazujące euforię więźniów podczas wyzwolenia obozu koncentracyjnego. To były mocne sceny i skłaniały do pogłębionych refleksji historycznych / holistycznych.
Hmm. Obejrzałem po raz kolejny film, w którym "wygrał" (?) intelektualista. Chłodnym okiem śledził on tok wydarzeń, także kreślił scenariusze kolejnych. No i ci wszechobecni Amerykanie. Andrzej Wajda jako - powiedzmy - wizjoner, przewidział potencjalne możliwości aliantów w pisaniu historii świata.
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
