„Szatan z siódmej klasy” (1960).
Pierwszy raz obejrzałem ten film najprawdopodobniej w kinie (?). Po latach kupiłem wydanie od DMMS i podczas projekcji zapominałem, że mam jedynie jakość DVD. To porządna rekonstrukcja w OAR z niezłym ziarnem. Polecam.
Ciągle pada. Chłodno.
W sobotę zmieniłem nastrój. Sięgnąłem do wspomnień, kiedy biwaki pod namiotami oraz ogniska z kiełbasami na patyku integrowały młodych. No dobra, do czego zmierzam? Naście lat temu rzuciłem rzeczony obraz na spory ekran i odnotowałem szczere zainteresowanie młodszej widowni. Ostatnio osobiste.
„Szatan” - sorry – to pośród krajowych produkcji perełka! Brak mi współcześnie dialogów z tak wypieszczoną polszczyzną. Brawo!
Owszem, scenariusz filmu nieco odbiega od popularnej powieści Kornela Makuszyńskiego, jednak czuć w obrazach klimat Polski przedwojennej. Ba, choćby ten szacunek do nauczycieli, czy - generalizując - do osób starszych. Dziś uszy podkulam słuchając rozmów młodzieży np. w autobusach, często ich upominając. Przecież rodzimy język jest naprawdę bogaty sam w sobie! I chyba dobrze, że co niektórzy miast wulgaryzować ślepią w telefony.
K. Makuszyński zaczął pisać dalszą część przygód Adasia (losy po maturze). Niestety, wojna to przerwała. Także nie znajdziemy już klisz z pierwszą wersją „Szatana”.
Czy ktoś nie zna kultowej piosenki napisanej do powieści literata? Proszę natychmiast odsłuchać w całości, nawet jeśli po raz kolejny. Czas wyjść z gawry. Rozpoczynamy wakacje!
P. S.
Na sfilmowanych drzwiach szkolnej klasy widać numery / cyfry zapisane w książce.
Fire caves: napisał;
Ok, czyli nie stwierdził nic takiego. Dzięki
Nie znalazłem tamtego wykładu. Ale zgodzę się, że w fizyce kwantowej dysponujemy często przypuszczeniami. Może niepotrzebnie użyłem słówka „stwierdził”. I tyle. Sprawa jest jasna oraz (jak uważam) wyjaśniona w kontekście mojej opinii o "Weronice".
Pierwszy raz obejrzałem ten film najprawdopodobniej w kinie (?). Po latach kupiłem wydanie od DMMS i podczas projekcji zapominałem, że mam jedynie jakość DVD. To porządna rekonstrukcja w OAR z niezłym ziarnem. Polecam.
Ciągle pada. Chłodno.
W sobotę zmieniłem nastrój. Sięgnąłem do wspomnień, kiedy biwaki pod namiotami oraz ogniska z kiełbasami na patyku integrowały młodych. No dobra, do czego zmierzam? Naście lat temu rzuciłem rzeczony obraz na spory ekran i odnotowałem szczere zainteresowanie młodszej widowni. Ostatnio osobiste.
„Szatan” - sorry – to pośród krajowych produkcji perełka! Brak mi współcześnie dialogów z tak wypieszczoną polszczyzną. Brawo!
Owszem, scenariusz filmu nieco odbiega od popularnej powieści Kornela Makuszyńskiego, jednak czuć w obrazach klimat Polski przedwojennej. Ba, choćby ten szacunek do nauczycieli, czy - generalizując - do osób starszych. Dziś uszy podkulam słuchając rozmów młodzieży np. w autobusach, często ich upominając. Przecież rodzimy język jest naprawdę bogaty sam w sobie! I chyba dobrze, że co niektórzy miast wulgaryzować ślepią w telefony.
K. Makuszyński zaczął pisać dalszą część przygód Adasia (losy po maturze). Niestety, wojna to przerwała. Także nie znajdziemy już klisz z pierwszą wersją „Szatana”.
Czy ktoś nie zna kultowej piosenki napisanej do powieści literata? Proszę natychmiast odsłuchać w całości, nawet jeśli po raz kolejny. Czas wyjść z gawry. Rozpoczynamy wakacje!
P. S.
Na sfilmowanych drzwiach szkolnej klasy widać numery / cyfry zapisane w książce.
Fire caves: napisał;
Ok, czyli nie stwierdził nic takiego. Dzięki
Nie znalazłem tamtego wykładu. Ale zgodzę się, że w fizyce kwantowej dysponujemy często przypuszczeniami. Może niepotrzebnie użyłem słówka „stwierdził”. I tyle. Sprawa jest jasna oraz (jak uważam) wyjaśniona w kontekście mojej opinii o "Weronice".
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
