12-01-2026, 03:35
(11-01-2026, 23:35)kulcikriu napisał(a): Western jako gatunek powstał na stworzeniu mitu.zdobycia dzikiego zachodu, wszystkie westerny az do.antywesternow oparte.sa na tej ideologii. Mit zdobywcow, kowbojow itd, zamiast przykrej prawdy o wyrżnięciu Indnian i ziemi zdobytej zbrodnia i ludobojatwem.
Bzdura do kwadratu. Musiałeś oglądać 5 westernów na krzyż.
Romantyzacja Dzikiego Zachodu jak najbardziej w westernie istnieje, ale bardziej na zasadzie ukazania trudnego, brudnego i niebezpiecznego życia kowboi jako fajnej przygody w białych rękawiczkach, postaci nobliwych rewolwerowców, codziennej porcji strzelanin (które w rzeczywistości były dość rzadkie - nie bez kozery ta w OK Corralu przeszła do historii) czy choćby mającego na Ciebie ewidentny wpływ wizerunku Indian jako mężnych, honorowych, ekologicznych wojowników. Sam mit zdobywców mitem już nie jest, bo przecież to się właśnie dokonało i osadnicy kawałek po kawałku zdobyli tę nieprzyjazną krainę. A już pomijając fakt, że ci biedni Indianie nie byli ani rdzenni, ani nie posiadali żadnej ziemi (raczej sami uważali się za część ziemi) i nie stworzyli żadnej cywilizacji jak ich południowi bracia, to generalnie nie chcę Ci łamać serduszka, ale każdy kraj i każda cywilizacja na tej planecie powstała na krwi i czyimś cierpieniu, a nie na wynikach gry w Monopol. Bo już resztę typu czynny udział Indian w niewolnictwie, masowe porywanie dzieci i palenie ludzi żywcem, niezwykle krwawe rytuały z wyrywaniem bijącego serca, skalpowaniem żywcem czy w końcu wzajemne wybijanie się plemion na długo przed przybyciem białego człowieka już Ci daruję. Ale generalnie tak, romantyzacja Indian w tym gatunku jest chyba większa obecnie aniżeli kowbojów.
Poza tym mit i tworzenie legend =/= ideologii.
Plus nie zgadzam się w ogóle z czymś takim jak antywestern - wyssane przez polskich akademików z palca pojęcie, które nie ma żadnego sensu i przełożenia na rzeczywistość. Bo czyż są antykomedie albo antyromanse? No nie ma. Antywestern to po prostu western, który trochę sobie poprzestawiał klocki i jest z reguły bardziej drastyczny, ale bynajmniej nie jest ani taki rewolucyjny (bo te wszystkie odcienie szarości były w gatunku już wcześniej), ani taki fajny jak przyszło się uważać. No i bardziej niż z demitologizacją Dzikiego Zachodu jest związany z ogólnym trendem porzucenia cenzury w kinie amerykańskim końca lat 60. i początku 70.
Cytat:Sam przznajesz, ze idelogia jest obecna w DTRT i ze jak jest dobrze podana nienachalna to mozesz ja przelknac.
Nie, napisałem, że ten film jest uniwersalny w przekazie, nawet jeśli samą podstawę ma ideologiczną. Sama podstawa - w tym wypadku rasizm, który, żeby było śmieszniej, nie musi być wcale kluczem do odczytania historii - nie czyni od razu filmu ideologicznym. To właśnie, paradoksalnie, późniejsze filmy Lee mają takie znamię.
