(12-01-2026, 08:22)kulcikriu napisał(a): jestem po dzieciodniowym pobycie w szpitalu
Zdrowia życzę, oby nic poważnego.
(12-01-2026, 08:22)kulcikriu napisał(a): podczas samych studiow filmoznawczych ogladnalem kilkadziesiat
To dalej mało. Ja obejrzałem ich kilkaset i dalej potrafię odkryć jakąś perełkę, która przeczy tym wszystkim akademickim rozważaniom.
(12-01-2026, 08:22)kulcikriu napisał(a): ja nie z tych, co za wszelka.cene uwazaja, ze.jak nie przekonaja drugiej osoby w internecie do swoich racji, to nie odpuszcza
Strigerowałeś mnie tym ogólnikowym stwierdzeniem, sorry

Poza tym rozmawiamy sobie i tyle - nie przystawiam nikomu pistoletu do głowy i nie banuję za brak zgody z moimi argumentami

(12-01-2026, 08:33)pearlzfan napisał(a): dla kogo dzikiego? No właśnie
Dla wszystkich
Tu nie idzie li tylko o "dzikusów", ale o ciężkie warunki życia i przyrodę. Indianom też się na tej prerii super fajnie nie żyło, to był bardzo wymagający byt - jeśli nie nadążałeś za plemieniem w jakikolwiek sposób, to zostawiano cię na śmierć i tyle.(12-01-2026, 08:33)pearlzfan napisał(a): romantyzując go poprzez przedstawianie białych jako dzielnych bohaterów vs dzikich (!) czerwonoskórych
Czerwonoskórzy byli dzicy, tak samo jak dzikie były te wszystkie ludy Afryki, Pacyfiku (gdzie do dziś są wyspy nietknięte przez cywilizację i przynajmniej na jednej z nich nadal w archaicznych warunkach mieszkają tubylcy, którzy zabijają każdego kto się zbliży) czy Oceanii. To jest fakt, nie żadne romantyzowanie. Oczywiście, tak jak wszędzie, były wśród nich bardziej przyjazne i pokojowe plemiona, ale całościowo jak najbardziej byli to dzicy ludzie. Zapewniam Cię, że gdyby ich wartości, wierzenia i kulturę przenieść 1:1 do obecnych czasów, to wszystkim białym libkom chyba z miejsca eksplodowałyby głowy, a wyciu nie byłoby końca
A co do dzielnych białych - polecam poczytać trochę o osadnikach (nie rewolwerowcach czy kowbojach, których to w pierwszej kolejności dotyczy romantyzowanie!) i wyzwaniach, które stawiał przez nimi nowy kontynent. Dla mnie zabrać swoją rodzinę w nieznane po to aby od podstaw zbudować sobie nowe życie na własnych zasadach to jest heroizm. O Texas Rangerach też polecam poczytać. Ale oczywiście z perspektywy XXI wieku i ciepłego fotelika przez komputerkiem łatwo to negować, jak i krytykować mitologię DZ.(12-01-2026, 08:33)pearlzfan napisał(a): choć nie odwrórciły one w społecznej świadomości obrazu jaki wryły przez pierwsze dekady istnienia kina klasyczne westerny
Przy czym klasyczne westerny mają to do siebie, że były bardzo często robione przez lub we współpracy z ludźmi, którzy znali ten świat, bo go przeżyli. Wszystko co przyszło później to już jakieś wyobrażenie tego miejsca przez nowe pokolenia, nierzadko skrzywione światopoglądem typu właśnie "biedni Indianie".
(12-01-2026, 08:33)pearlzfan napisał(a): W sumie ten sam casus romantyzacji historii dotyczy też np. filmów
Kropka. Kino to nie jest rzeczywistość, tylko fikcja, więc na dobrą sprawę każdy film coś w jakimś stopniu romantyzuje, czyniąc z tego rozrywkę dla mas.
(12-01-2026, 08:33)pearlzfan napisał(a): a średniowiecze ogólnie to był (na dzisiejsze standardy) syf, smród, śmierć na każdym kroku i kamieni kupa
Już pomijając historyczny aspekt tego, skąd w ogóle wzięły się "wieki ciemne", to, paradoksalnie, stare filmy o średniowieczu pokazywały ten świat właśnie jako kolorowy i nierzadko wesoły, bo takim między innymi był. Wbrew dzisiejszym poglądom, średniowiecze to jeden z najbardziej kolorowych okresów w historii Europy, a życie w nim wcale nie było tak złe, jak obrazuje to współczesna popkultura. Czy zatem możemy pisać o antyrycerskich etosach w kontekście filmu?

(12-01-2026, 08:33)pearlzfan napisał(a): Tl;dr: western romantyzował mity i legendy dzikiego zachodu
Raczej budował te mity i legendy, przejmując pałeczkę po książkach i prasie oraz słownych przekazach. Ale wszak która kultura ich nie ma?
(12-01-2026, 08:33)pearlzfan napisał(a): Pojęcie antywestermu nie wymyślili polscy akademicy.
No właśnie udowadniasz, że wymyślili - na zachodzie masz "western rewizjonistyczny", a nie "anty". Anty to coś, co przeczy czemuś w taki bądź inny sposób.
Kina Nowej Przygody też nie masz na Zachodzie, podobnież jak i film noir to wymysł stricte europejski.
(12-01-2026, 08:33)pearlzfan napisał(a): nie polega to na tym, że sobie reżyserzy poprzestawiali klocki, ale podważyli całe fundamenty gatunku
No trochę polega. Główną siłą, czy też wykładnikiem "antywesternu" jest pójście w skrajności, czyli zmaksymalizowanie przemocy, seksu, epatowanie brudem i syfem oraz absolutna radykalizacja bohaterów, z których w domyśle nikt nie jest dobry (jednocześnie sympatie widza są dalej odpowiednio lokowane, bo inaczej trudno by było oglądać takie filmy). Tylko, że - jak już pisałem - można to odnieść do ogólnego landszaftu kina amerykańskiego tamtych lat, a nie li tylko do westernów, jakkolwiek anty by one nie były.
