18-06-2026, 01:03
U mnie było podobnie, jak film "Crazy Rich Asians" się pojawił to o nim słyszałem (dobrze się sprzedawał, albo miał dobrą reklamę), ale uznałem że to nie kino dla mnie, dopiero jak trafiłem na fragment w TV to wciągnęło mnie u uznałem że muszę całość zobaczyć
kulcikriu - odpowiadam z poślizgiem, bo wciągnął mnie mecz Anglia-Chorwacja
Miałem dylemat od którego filmu zacząć, bo "Abbott and Costello Meet Frankenstein" jest wyżej notowany niż "Abbott and Costello Meet Dr. Jekyll and Mr. Hyde", więc obawiałem się, że jak zacznę oglądać "chronologicznie" to nastąpi pewien spadek i mnie zamuli. Na szczęcie dla mnie okazało się że "Dr. Jekyll" bardziej mi się podobał, więc dobrze zrobiłem oglądając według daty premiery.
Faktycznie oba filmy są lepsze niż te dwa które kupiłem wcześniej z tym że "Dr. Jekyll" jest nieco poważniejszy i ma większą różnorodność "gagów", bo generalnie ta seria jedzie na schematach, a ciągnie ją Costello, bo to taki misiowaty panikarz, którego nie sposób nie lubić.
Motyw w którym komisarz policji otrzymuje sprzeczne informacje od ludzi w terenie, którzy polują na Mr. Hyde'a, mógłbym spokojnie we współczesnym filmie sprzedać.
"Frankenstein" ma lepszą scenografię - bardzo podobał mi się zamek Draculi i gęsty las - ta część jest chyba w całości w studiu nakręcona przy sztucznym oświetleniu co bardzo korzystnie wpływa na stabilność i jednolitość całego filmu, w przeciwieństwie do "Dr. Jekylla" który ma część scen przy świetle dziennym, a to ma takie znaczenie jak gdy oglądasz wieczorny mecz Ligi Mistrzów kontra jakiś mundialowy w samo południe
Nie wiem co miało największy wpływ na jakość i ilość ziarna w tych filmach, czy warunki oświetleniowe, czułość filmu, czy coś innego, ale są tu spore zmiany.
"Frankenstein" mógł mieć jakiś rodzaj zarządzania ziarnem podczas renowacji, albo zupełnie inny rodzaj taśmy filmowej został użyty, jednak efekt jest taki, że ziarno nie narzuca się swoją obecnością, jest dobrze widoczne gdy zrobi się pauzę, lub puści film w zwolnionym tempie - widać wówczas dokładnie poszczególne ziarenka i ich ruch.
"Dr. Jekyll" to inna bajka, ziarno jest bardzo mocno widoczne i w pierwszych 15 minutach dosłownie mi przeszkadzało w seansie, stając się głównym bohaterem - gdy pojawią się jakieś obrazki z tej części, to będą wyglądać fantastycznie, dla fanów ziarna czysty orgazm, jednak w ruchu te ziarno zwyczajnie przeszkadza - na białych obiektach widzimy jak te "roje" się ganiają i przewalają, z kolei twarze aktorów ukrywają się za ziarnistą woalką.
W dalszej części, gdy więcej akcji jest we wnętrzach nie jest to już tak dokuczliwe, albo moje oczy już przywykły, nie wiem
Jeżeli chodzi o jakieś mankamenty techniczne to nie stwierdziłem takich, jest stabilizacja, nie ma problemów z czernią, nie ma bandingu, posteryzacji itp. Kodowanie z tego co mogłem sam zaobserwować jest doskonałe - robiłem w każdym filmie kilkadziesiąt pauz w losowych miejscach i za każdym razem obraz składał się z drobnych samodzielnych ziarenek, nic się nie sklejało, nie tworzyły się bloki, pulpy itp. w ruchu czy w zwolnionym tempie również nie zauważyłem nic niepokojącego.
Filmy są krótkie, czarno-białe, to mogło mieć wpływ na jakość kodowania, nawet jak KL przepuściło to przez jakiś automat
Filmy mogę polecić tylko komuś, kogo interesują takie stare ramotki, humor może trafić głównie do najmłodszej widowni - taki
"Frankenstein" zrobiłby furorę u mnie przedszkolu, "Dr. Jekyll" raczej nie
Radzę potencjalnym chętnym, zapoznać się przynajmniej ze zwiastunami
kulcikriu - odpowiadam z poślizgiem, bo wciągnął mnie mecz Anglia-Chorwacja
Miałem dylemat od którego filmu zacząć, bo "Abbott and Costello Meet Frankenstein" jest wyżej notowany niż "Abbott and Costello Meet Dr. Jekyll and Mr. Hyde", więc obawiałem się, że jak zacznę oglądać "chronologicznie" to nastąpi pewien spadek i mnie zamuli. Na szczęcie dla mnie okazało się że "Dr. Jekyll" bardziej mi się podobał, więc dobrze zrobiłem oglądając według daty premiery.
Faktycznie oba filmy są lepsze niż te dwa które kupiłem wcześniej z tym że "Dr. Jekyll" jest nieco poważniejszy i ma większą różnorodność "gagów", bo generalnie ta seria jedzie na schematach, a ciągnie ją Costello, bo to taki misiowaty panikarz, którego nie sposób nie lubić.
Motyw w którym komisarz policji otrzymuje sprzeczne informacje od ludzi w terenie, którzy polują na Mr. Hyde'a, mógłbym spokojnie we współczesnym filmie sprzedać.
"Frankenstein" ma lepszą scenografię - bardzo podobał mi się zamek Draculi i gęsty las - ta część jest chyba w całości w studiu nakręcona przy sztucznym oświetleniu co bardzo korzystnie wpływa na stabilność i jednolitość całego filmu, w przeciwieństwie do "Dr. Jekylla" który ma część scen przy świetle dziennym, a to ma takie znaczenie jak gdy oglądasz wieczorny mecz Ligi Mistrzów kontra jakiś mundialowy w samo południe
Nie wiem co miało największy wpływ na jakość i ilość ziarna w tych filmach, czy warunki oświetleniowe, czułość filmu, czy coś innego, ale są tu spore zmiany.
"Frankenstein" mógł mieć jakiś rodzaj zarządzania ziarnem podczas renowacji, albo zupełnie inny rodzaj taśmy filmowej został użyty, jednak efekt jest taki, że ziarno nie narzuca się swoją obecnością, jest dobrze widoczne gdy zrobi się pauzę, lub puści film w zwolnionym tempie - widać wówczas dokładnie poszczególne ziarenka i ich ruch.
"Dr. Jekyll" to inna bajka, ziarno jest bardzo mocno widoczne i w pierwszych 15 minutach dosłownie mi przeszkadzało w seansie, stając się głównym bohaterem - gdy pojawią się jakieś obrazki z tej części, to będą wyglądać fantastycznie, dla fanów ziarna czysty orgazm, jednak w ruchu te ziarno zwyczajnie przeszkadza - na białych obiektach widzimy jak te "roje" się ganiają i przewalają, z kolei twarze aktorów ukrywają się za ziarnistą woalką.
W dalszej części, gdy więcej akcji jest we wnętrzach nie jest to już tak dokuczliwe, albo moje oczy już przywykły, nie wiem
Jeżeli chodzi o jakieś mankamenty techniczne to nie stwierdziłem takich, jest stabilizacja, nie ma problemów z czernią, nie ma bandingu, posteryzacji itp. Kodowanie z tego co mogłem sam zaobserwować jest doskonałe - robiłem w każdym filmie kilkadziesiąt pauz w losowych miejscach i za każdym razem obraz składał się z drobnych samodzielnych ziarenek, nic się nie sklejało, nie tworzyły się bloki, pulpy itp. w ruchu czy w zwolnionym tempie również nie zauważyłem nic niepokojącego.
Filmy są krótkie, czarno-białe, to mogło mieć wpływ na jakość kodowania, nawet jak KL przepuściło to przez jakiś automat

Filmy mogę polecić tylko komuś, kogo interesują takie stare ramotki, humor może trafić głównie do najmłodszej widowni - taki
"Frankenstein" zrobiłby furorę u mnie przedszkolu, "Dr. Jekyll" raczej nie
Radzę potencjalnym chętnym, zapoznać się przynajmniej ze zwiastunami
♥ J. S. BACH: 1410 CD ♥
