19-06-2026, 18:10
„Krzyżacy” (1960).
Przegapiłem (bodajże) francuską edycję BD. Szczęśliwie stosunkowo niedawno płytka ukazała się w Anglii. Skorzystałem z niezbyt wygórowanej ceny.
O tym filmie napisano już wszystko. Zatem może zaproponuję kilka uwag tytułem wspomnień sprzed lat.
„Krzyżacy” to pierwsza polska produkcja anamorficzna. Twórcy obrazu wyszli z założenia, że śmiało mogą konkurować z produkcjami amerykańskimi, które w tamtych latach imponowały rozmachem. Debiut anamorficzny okazał się sukcesem. Staranne kadry / plany do dziś budzą uznanie. Daliśmy radę.
Może kilka zdań o „przewadze” rodzimego filmu nad tymi zachodnimi.
1. Charyzmatyczne postaci. Już pierwsze sceny przyprawiały o dreszcze, gdy Jurand wycinał w pień rycerzy zakonu. Bohaterowi nie zabrakło swoistego autentyzmu. Ta rola zapadła mi w pamięć na resztę życia. Z kolei Jagiełło imponował rozwagą, także dworskimi manierami. Dodam tylko, iż zdaniem znajomego historyka filmowa postać była w pewnym sensie nieautentyczna. Król w rzeczywistości miał być raczej pozbawiony dobrych manier (?). Podsumowując – aktorzy z obrazów amerykańskich wydawali mi się na tle polskich nieco drewniani.
2. Realizm. W „Krzyżakach”, co do zasady, obowiązywała scenografia naturalna. W produkcjach zza oceanu często dominował kicz.
3. Próba czasu. Krajowy film ogląda się szybko i zawsze z zainteresowaniem / emocją. Na „Krzyżakach” byłem w kinie wiele razy, a na przestrzeni lat sala nigdy nie świeciła pustkami. Do monumentalnych obrazów amerykańskich raczej nie wracam.
Jeden z rekonstruktorów napisał mi, że nie powinienem po tej rekonstrukcji oczekiwać zbyt wiele, gdyż była pierwszą w Polsce (?). OK, ale dźwięk robi nadal wrażenie. Pomimo, iż jest mono, to brzmi bardzo „przestrzennie”.
Zapominalskim gorąco polecam uzupełnić kolekcję o tę niewątpliwą perełkę.
Do takich produkcji polecam zakup projektora oraz ekranu minimum 100 cali.
Przegapiłem (bodajże) francuską edycję BD. Szczęśliwie stosunkowo niedawno płytka ukazała się w Anglii. Skorzystałem z niezbyt wygórowanej ceny.
O tym filmie napisano już wszystko. Zatem może zaproponuję kilka uwag tytułem wspomnień sprzed lat.
„Krzyżacy” to pierwsza polska produkcja anamorficzna. Twórcy obrazu wyszli z założenia, że śmiało mogą konkurować z produkcjami amerykańskimi, które w tamtych latach imponowały rozmachem. Debiut anamorficzny okazał się sukcesem. Staranne kadry / plany do dziś budzą uznanie. Daliśmy radę.
Może kilka zdań o „przewadze” rodzimego filmu nad tymi zachodnimi.
1. Charyzmatyczne postaci. Już pierwsze sceny przyprawiały o dreszcze, gdy Jurand wycinał w pień rycerzy zakonu. Bohaterowi nie zabrakło swoistego autentyzmu. Ta rola zapadła mi w pamięć na resztę życia. Z kolei Jagiełło imponował rozwagą, także dworskimi manierami. Dodam tylko, iż zdaniem znajomego historyka filmowa postać była w pewnym sensie nieautentyczna. Król w rzeczywistości miał być raczej pozbawiony dobrych manier (?). Podsumowując – aktorzy z obrazów amerykańskich wydawali mi się na tle polskich nieco drewniani.
2. Realizm. W „Krzyżakach”, co do zasady, obowiązywała scenografia naturalna. W produkcjach zza oceanu często dominował kicz.
3. Próba czasu. Krajowy film ogląda się szybko i zawsze z zainteresowaniem / emocją. Na „Krzyżakach” byłem w kinie wiele razy, a na przestrzeni lat sala nigdy nie świeciła pustkami. Do monumentalnych obrazów amerykańskich raczej nie wracam.
Jeden z rekonstruktorów napisał mi, że nie powinienem po tej rekonstrukcji oczekiwać zbyt wiele, gdyż była pierwszą w Polsce (?). OK, ale dźwięk robi nadal wrażenie. Pomimo, iż jest mono, to brzmi bardzo „przestrzennie”.
Zapominalskim gorąco polecam uzupełnić kolekcję o tę niewątpliwą perełkę.
Do takich produkcji polecam zakup projektora oraz ekranu minimum 100 cali.
„Ja paryskimi perfumami się nie perfumuję... Ja jeden wiem co tej ziemi jest potrzebne”.
