13-09-2026, 21:13
Kolejne definitywne pożegnanie z filmem to tym razem Lolita Kubricka.
Nie pamiętam juz dobrze Killer's Kiss, ale zaryzykuję mimo to stwierdzenie, że Lolita to najgorszy film Kubricka i jednyny, który jest po prostu zły.
Kiedyś byłem mniej krytyczny, ale dziś po prostu zaczął mi się najzwyczajniej w świecie dłużyć.
W sumie nie wiem ile w tym winy samego Kubricka a ile Nabokova w roli scenarzysty, ale kwestie czysto reżyserskie też mi sie nie podobały.
Tempo, przydługie sceny, ton filmu, który momentami zahaczał wręcz o komedię.
Adaptacja katastrofalnie nieudana. I nie mam tu na myśli oczywistego probelmu z doborem aktorki (nie wązne jakby to tego nie obeszli to i tak by nie zadziałało), ale z pominięciem właściwie najważniejszych moralnie aspektów powieści.
Sama obsada, też mnie nie zachwyciła. Humbert to niestety nie Mason, ani też Jeremy Irons. Dolores wiadomo, trudna kwestia. Sellersa po prostu nie trawię (ale ok to osobista antypatia).
W filmie generalnie zabrakło jakichkolwiek emocji, kompletnie powierzchowny i bez kierunku.
Całość tego miszmaszu podkreśla absurdalnie niep asująca muzyka.
Dużo lepiej się bawiłem wczoraj oglądajac Bugonię. Spodziewałem się tyci tyci więcej. Ale było bardzo dobrze mimo to. Po powym Poor things, Bugonia i Kinds of Kindness to udany powrót do korzeni.
Nie pamiętam juz dobrze Killer's Kiss, ale zaryzykuję mimo to stwierdzenie, że Lolita to najgorszy film Kubricka i jednyny, który jest po prostu zły.
Kiedyś byłem mniej krytyczny, ale dziś po prostu zaczął mi się najzwyczajniej w świecie dłużyć.
W sumie nie wiem ile w tym winy samego Kubricka a ile Nabokova w roli scenarzysty, ale kwestie czysto reżyserskie też mi sie nie podobały.
Tempo, przydługie sceny, ton filmu, który momentami zahaczał wręcz o komedię.
Adaptacja katastrofalnie nieudana. I nie mam tu na myśli oczywistego probelmu z doborem aktorki (nie wązne jakby to tego nie obeszli to i tak by nie zadziałało), ale z pominięciem właściwie najważniejszych moralnie aspektów powieści.
Sama obsada, też mnie nie zachwyciła. Humbert to niestety nie Mason, ani też Jeremy Irons. Dolores wiadomo, trudna kwestia. Sellersa po prostu nie trawię (ale ok to osobista antypatia).
W filmie generalnie zabrakło jakichkolwiek emocji, kompletnie powierzchowny i bez kierunku.
Całość tego miszmaszu podkreśla absurdalnie niep asująca muzyka.
Dużo lepiej się bawiłem wczoraj oglądajac Bugonię. Spodziewałem się tyci tyci więcej. Ale było bardzo dobrze mimo to. Po powym Poor things, Bugonia i Kinds of Kindness to udany powrót do korzeni.
