13-12-2018, 03:07
Tylko, że porównanie dorosłego człowieka, do zbitka komórek to już lekka przesad. Mówisz o czyimś życiu, ale to jeszcze nikogo życie. To może nim być, nie musi. Na razie to zbitek komórek, który ma jakiś tam potencjał rozwoju. Nie ma mowy o istocie ludzkiej, bo nie ma nawet zaczątków świadomości czy odczuwania. I istnieje granica, gdy to się zmienia, do tego czasu to jest poza katygoriami „czyjegoś życia”, bo to w najlepszym przypadku „potencjalne życie”. I ten potencjał ma wpływ na kogoś faktyczne życie, które jest już w pełnym rozkwicie. Na kogoś przyszłość, karierę, emocje ... na tysiąc spraw. Nie ma mowy. To w zasadzie bez sensu.
Kazać „donosić i oddać” to okropny argument. Znowu sprowadza kobiety do roli inkubatora, który coś musi, bo ktoś tam powiedział. Ciąża to nie 9 miesięcy w kocyku przyjemności, a dla wielu kobiet wyzwanie i zmiana trybu życia narzucana im przez stan fizyczny. Podczas, gdy one może nie chcą. Taki pomysł ogółem generuje kolejne problemy... oddanie dziecka to trauma x razy większa niż aborcja. To ogromna presja społeczna i tabu. Często zakończona zostawieniem dziecka u siebie i akceptację zmian. Czasem to przechodzi bez bólu, a czasami ferment wisi w relacjach do końca dni obydwojga tych ludzi. A co do oddania... To kolejne życie będące w szponach systemu domów dziecka lub w najlepszym przypadku zaadoptowane (ale nie przez gejów ;-)) Jedni to zaskceptują, a inni popadną w syndrom odrzucenia. Nieważne jaki będzie finał, na starcie wszystkiego jest osoba, której odebrano wybór w imię kilku komórek. Zrozumiałe tylko w momencie, gdyby gatunek chylił się ku naturalnemu upadkowi.
To ogromne zagadnienie, można tak pisać do rana. Ja jednak jestem za wyborem usuwasz, oddajesz, wychowujesz ... każdy powinien sam zadecydować.
A rodzina to rodzina. Ludzie z więziami, którzy siebie wspierają i kochają. A czy to będzie dwóch ojców i adoptowana córka czy Dwie kobiety i syn z in vitro... kogo to obchodzi? Co za różnica? Bo ktoś tam tak powiedział? No bądźmy poważni.
Kazać „donosić i oddać” to okropny argument. Znowu sprowadza kobiety do roli inkubatora, który coś musi, bo ktoś tam powiedział. Ciąża to nie 9 miesięcy w kocyku przyjemności, a dla wielu kobiet wyzwanie i zmiana trybu życia narzucana im przez stan fizyczny. Podczas, gdy one może nie chcą. Taki pomysł ogółem generuje kolejne problemy... oddanie dziecka to trauma x razy większa niż aborcja. To ogromna presja społeczna i tabu. Często zakończona zostawieniem dziecka u siebie i akceptację zmian. Czasem to przechodzi bez bólu, a czasami ferment wisi w relacjach do końca dni obydwojga tych ludzi. A co do oddania... To kolejne życie będące w szponach systemu domów dziecka lub w najlepszym przypadku zaadoptowane (ale nie przez gejów ;-)) Jedni to zaskceptują, a inni popadną w syndrom odrzucenia. Nieważne jaki będzie finał, na starcie wszystkiego jest osoba, której odebrano wybór w imię kilku komórek. Zrozumiałe tylko w momencie, gdyby gatunek chylił się ku naturalnemu upadkowi.
To ogromne zagadnienie, można tak pisać do rana. Ja jednak jestem za wyborem usuwasz, oddajesz, wychowujesz ... każdy powinien sam zadecydować.
A rodzina to rodzina. Ludzie z więziami, którzy siebie wspierają i kochają. A czy to będzie dwóch ojców i adoptowana córka czy Dwie kobiety i syn z in vitro... kogo to obchodzi? Co za różnica? Bo ktoś tam tak powiedział? No bądźmy poważni.
